Tajemnice, konspiracje, podsłuchy, hołd ruski

15:31


Mandark tęsknił.
Mijało właśnie kolejne słoneczne popołudnie - jedno z tych, które rodziły wspomnienia o minionych latach. Minione lata zaś pełne były długich, słonecznych popołudni, wypełnionych radosną beztroską, tańcem i muzyką Czajkowskiego. To zaś rodziło tęsknotę, która z największego nawet twardziela jest w stanie wycisnąć jedną, samotną, kryształową męską łzę.
W takich chwilach Mandark wsuwał się w swoją różową podomkę, zasiadał na bujanym fotelu w swoim ulubionym kącie i oddawał się rozmyślaniom o swojej trudnej przeszłości.

Było to jednak niezwykłe popołudnie - popołudnie, w którym przeszłość wyciągnęła po niego rękę.



- Witaj, Susan.
Na dźwięk ciepłego, zmysłowego głosu z wyraźnym rosyjskim akcentem, który nazwał go znienawidzonym, dawno zapomnianym imieniem, otworzył oczy przekonany, że zmysły znów płatają mu figla. Ale nie płatały - stała tam. Całkowicie realna, jak jeszcze nigdy dotąd.


- Nadia. Nic się nie zmieniłaś.
- Chciałabym móc to samo powiedzieć o tobie - odrzekła Nadia, omiatając krytycznym wzrokiem kącik relaksu klasycznej starej panny i zatrzymując spojrzenie na różowej podomce. - Czy to syntetyk?
Mandark spochmurniał.
- Bawełna. Skóra oddycha i... co ty tu właściwie robisz?
Nadia skończyła właśnie gasić dopalające się świece i zerknęła na geniusza z enigmatycznym uśmiechem czającym się w kąciku starannie pomalowanych ust.
- Masz pozdrowienia od Olgi.
Mandark spochmurniał jeszcze bardziej.
- Wiem, że zachowałem się nienajlepiej...
- Trochę mało powiedziane, nie sądzisz? - Nadia uniosła brew. - To był spektakl roku. Nagły wyjazd wiodącego tancerza na godzinę przed występem to faktycznie nienajlepsze zachowanie. Ciulu morelowy. - zignorowawszy morderczy wyraz twarzy swojego starego znajomego, zbliżyła się do okna i odsłoniła je stanowczym ruchem, wpuszczając do pokoju dzienne światło, po czym dodała: - Ale to nie wszystko.
- A co, masz więcej wyszukanych obelg, którymi chcesz mnie obrzucić? - Mandark, balansujący na granicy ostatecznej pochmurności, zmrużył oczy, kiedy promienie chylącego się ku zachodowi słońca wpadły do pomieszczenia i z impetem dały mu w twarz. Rosjanka tymczasem stanęła naprzeciw bujanego fotela i spojrzała na przyjaciela poważnie.
- ON tu jedzie.


- Skąd wiesz? - zapytał Mandark, spokojnym tonem nieudolnie maskując fakt, że właśnie przekroczył granicę ostatecznej pochmurności o odległość równą obwodowi ziemi.
- Od Olgi.
- A skąd ona wie?
- Mamy swoje źródła - odparła Nadia maksymalnie wymijająco i zanim Mandark zdążył spiorunować ją spojrzeniem, dodała: - Nie chcesz wiedzieć. Naprawdę.
Zapadła cisza tak gęsta od tłumionych emocji, że można by nią wypełnić czarną dziurę.
- Po co tak naprawdę przyjechałaś?
Nadia przysiadła na podnóżku i lekko wzruszyła ramionami.
- Żebyś miał przewagę liczebną w chwili konfrontacji.


Mandark głośno wypuścił powietrze z płuc i wbił wzrok w ziemię, po czym, tknięty niewyraźnym poczuciem towarzyskiego obowiązku, nieco machinalnie ujął przyjaciółkę za dłoń.
- Dziękuję.
Nadia uśmiechnęła się nieznacznie.
- Nawiasem mówiąc, ładnie zrobione paznokcie.
- Mamy nową kosmetyczkę w ekipie.
- No to opowiedz mi, co tam słychać w teatrze.

Tymczasem za stojącym opodal regałem...


- Masz wszystko? - zapytała Mary szeptem na granicy słyszalności.
- Wszysciuteńko - odszepnęła Charlie, wyciągając z zanadrza skrzynkę złomu.
- Nie usłyszałaś, co mówią?
- Nic nie słychać, najwidoczniej mruczą sobie jakieś intymne rzeczy - Charlotte poruszyła znacząco brwiami i zwróciła spojrzenie na dzieło rąk koleżanki. - Co ty robisz?
- Podsłuch - odparła zdawkowo Mary, całkowicie pochłonięta splataniem kabli.
- Ale... ale... ale przecież... to był złom! Ty umiesz takie rzeczy? Umiesz, na przykład, zrobić telewizor z dwóch drutów, guzika i taśmy klejącej?
Ruda zamarła na chwilę, kalkulując wszystkie za i przeciw.
- Tak, jeśli miałabym jeszcze wykałaczkę. O, proszę, chyba się udało...
Złom w sprawnych rękach Mary zdążył nabrać już wyraźnych cech rasowego tajemniczego ustrojstwa i, jak to tajemnicze ustrojstwa mają w zwyczaju, zaczął emitować tajemnicze dźwięki.


- Strasznie trzeszczy - zakomunikowała Charlie, popisując się błyskotliwością godną samego Kapitana Oczywistość.
- Mam nadzieję, że będzie przez to słychać cokolwiek - mruknął rudzielec, doczepiając do ustrojstwa mniejsze ustrojstwo na długim kablu. - Mandark ma jakiś zagłuszacz. Nosi go przy sobie cały czas. Podobno to nawyk z armii.
- A ja się dziwię, że nasz internet chodzi do tyłu...
Na chwilę zapadła cisza, przerywana jedynie cichutkim skrzypieniem przykręcanej śrubki. Charlotte rozejrzała się po okolicy ze znudzeniem, nieoczekiwanie zastygła w bezruchu, zmarszczyła brwi, po czym zerknęła na koleżankę z ukosa.
- A w ogóle, skąd to wiesz?
- Co.
- Że nosi zagłuszacz, i że nawyk z armii?
- Powiedział mi.
- Łał. To on umie budować wypowiedzi składające się z więcej niż jednego zdania?
- Jeśli jedyne, o czym z nim rozmawiasz, to kwestia przesunięcia kanapy, to wtedy nie - odparła Mary lodowatym tonem. Charlie najpierw zapowietrzyła się z wrażenia, a następnie uśmiechnęła się dziko.
- Podoba ci się!
Mary złamała śrubokręt.
- Gdybyś przestała mi przeszkadzać, byłabym niezmiernie zobowiązana - wycedziła przez zęby tak zaciśnięte, że Charlie mogła wyciągnąć wnioski z tego komunikatu jedynie na podstawie wyrazu twarzy zirytowanej koleżanki. A zirytowana koleżanka właśnie ciskała z oczu takie gromy, że zdołała wygenerować dodatkowe zasilanie dla swojej aparatury podsłuchowej.


- Kto się podoba komu? - chciała wiedzieć Angie, która zmaterializowała się za regałem, gdy tylko wyczuła nęcącą woń świeżych plotek na temat cudzego życia uczuciowego.
- Mandark podoba się Mary! - wypaliła Charlotte, nim Mary zdołała wydać ogłuszający i potępieńczy zgrzyt zębami. Brunetka spojrzała na koleżanki z niesmakiem.
- No, to akurat wiem od dawna, myślałam, że macie coś nowego...
Mary wykonała taktyczny facepalm i w takiej pozycji zastygła, podczas gdy nowoprzybyła obrzuciła tajemnicze ustrojstwo wprawnym okiem wścibskiej plotkary i kontynuowała:
- O, na przykład przy pomocy tego można by wychwycić jakieś niusy, nie wiem, czemu jeszcze nic z tym nie zrobiłyście...
- Mamy niusa! - znów wyrwała się Charlie. - Przyjechała do nas stara znajoma Mandarka z Rosji i teraz migdalą się w kątku!
- CO?! - wrzasnęła szeptem Angie i wyjrzała na moment zza regału. Uniosła brwi, pokiwała głową z niechętnym uznaniem, po czym opadła na podłogę i spojrzała na wciąż kryjącą twarz w dłoniach Mary.
- Na co czekasz? Dawaj no ten podsłuch!


Ruda ukończyła elektroniczną dłubaninę ze sprawnością godną McGyvera, zainstalowała chałupniczy mikrofon na regale i założyła słuchawki na uszy ruchem pełnym determinacji. Pozostałe uczestniczki konspiracji przykleiły własne uszy po obu stronach głównodowodzącej, wsłuchując się w strzępki rozmowy ofiar niecnego podsłuchu.
- У меня водка... матрёшка... коммунизм... жопа... Путин... пошёл вон.
- Nic nie rozumiem, mówią cyrylicą - skrzywiła się Evangeline.
- Może ten przekaźnik jest jakiś ruski? - wyraziła przypuszczenie Charlie, która pełniła właśnie ważną funkcję ochrony sprzętu szpiegowskiego przed bezwzględną siłą grawitacji i zdążyła poczuć się ekspertką w dziedzinie.
- Albo połączyłyśmy się z ruskim satelitą.
- Albo to rosyjscy szpiedzy podsłuchują nas.
- Albo...
- Guzik! - zbulwersowała się nagle Mary, zszarpując słuchawki z głowy. - Będą teraz świergolić po rosyjsku bez przerwy, bo to ich język ojczysty, a my nie dowiemy się niczego, bo nie umiemy po rosyjsku, no i жопа!
- Ojejku, co za brzydkie słowa.


Zza kadru wyłonił się Stefan.
- Jestem zdegustowany twoim słownictwem, koleżanko.
 - Odp!#$&*^ się - zaproponowała Mary, skupiając na sobie zdumione spojrzenia całego towarzystwa.
- Zdecydowanie powinnaś zjeść dziś snikersa - odezwała się Evangeline po chwili niezręcznego milczenia.
- Albo golnąć kielona - zasugerował Stefan nieśmiało. Z tymi słowy Charlie oprzytomniała i zwróciła wzrok na kolegę.
- Skąd, do diabła, masz dwadzieścia litrów Jasia Wędrowniczka?
- Import z Krainy Wiecznej Szczęśliwości, produkują tam wyłącznie końskie dawki - pochwalił się parzystokopytny amator wszelakiej whisky. - To co, idziemy na drinka? Chyba przyda wam się chwila relaksu. No i będziecie mogły opowiedzieć mi, czemu niektórzy są tacy nerwowi.
- Przyjechała jakaś ruska baba i mizia się z Mandarkiem po starej znajomości, a Mary jest zazdrosna, ale nie chce się przyznać - Charlotte nie miała zamiaru czekać z podzieleniem się tą elektryzującą informacją.
- Bo nie rozumiecie! - wybuchnęła Mary. - To wcale nie jest tak, a wy robicie z tego sensację! A ja i bez waszych komentarzy czuję się z tym okropnie, i в жопу z tym wszystkim
Zapadła długa, pełna milczącej empatii i niewypowiedzianego współczucia cisza. Stefan rzucił okiem na parkę w kącie i zdecydował się podjąć decyzję.
- Chodźcie, zrobimy drinking party i zaprosimy naszych prorosyjskich przyjaciół.
Dziewczęta spojrzały na niego w zadziwieniu.
- Tak po prostu?!
- No pewnie - Stefan wzruszył końskimi ramionami. - Jak mówi stare radzieckie przysłowie: gość w dom, flaszka na stół. A że ta dzieweczka jest teraz naszym gościem, to trzeba ją ugościć i tyle.
Cała trójka wciąż wpatrywała się z niedowierzaniem w kopytnego kolegę, aż ten w końcu wywrócił oczami.
- A przy piciu na pewno zrobi się rozmowna i dowiemy się, czego chce od Mandarka!
- Nooo, to trzeba było tak od razu!

______________________________________________________________________

Simsodziałek jeszcze nie nadszedł, więc stwierdziłam, że zrobię lalkodziałek w zastępstwie; co prawda historia jest zupełnie inna i obrazków znacznie mniej, no ale.

Oto więc jest Nadia, czyli Kayla Amazing Nails na ciałku od Artsy Fashionistas, moja pierwsza prawdziwa hybrydka, tak boska, że aż strach! Wkrótce dostanie swój wpis w karcie postaci, który rzuci na jej rolę nieco więcej światła, a na razie będzie emanować aurą złowrogiej tajemniczości.

Zważywszy na jej domniemane rosyjskie korzenie może zrodzić się pytanie, kto kogo zacznie indagować na potencjalnym drinking party z dwudziestoma litrami whiskacza w roli głównej...

No ale to temat na następną historyjkę!

Powyższy wpis nie ma na celu promocji szkodliwych wzorców ani ukazania spożywania alkoholu w pozytywnym świetle. Nie zawiera również lokowania produktu. 
A w butelce z Jasiem tak naprawdę jest herbata. Serio.
Serio! Przysięgam! Żadnej whisky!
No serio!

Podobne posty

9 komentarze

  1. Nowa śliczna i kiecke ma niezłą, chociaż Mandark swoją szykowną podomką bije ją na głowę.
    Ale prawdziwą gwiazdą był jednak Stefan, w końcu nie ma nic tak ciekawego jak koń i flaszka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sukienka Nadzi to zestaw autorski. Został złożony ze spódniczki z dżinsowego kompletu spódnica + kamizelka, należącego zapewne do jakiegoś plastika o ciałku TNT (bo na wybujałych biodrach fashionistki ledwo się zapięła) oraz bardotkowej bluzeczki, również zdartej najpewniej z jakiejś TNT (bo na wątłej klacie fashionistki zwisa dosyć luźno, i tylko ta ciasno zapięta spódnica ją ratuje). Przepraszam, musiałam się szczegółowo ponapawać własną pomysłowością.

      Anyway - Stefan wie, jak robić wrażenie, również na kobietach w realu :D

      Usuń
  2. Tak, koń z flaszką wymiata! :-) Fajnie było znów zobaczyć dziewczyny, widać że są w formie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym dziewczynom leżenie i gnuśnienie absolutnie nie szkodzi - i tak są piękne, świeże i gotowe do działania, kiedy już wstają. Trochę im zazdroszczę. :c

      Usuń
  3. Plastikowy Stefan pobił swojego pikselowego odpowiednika :)

    OdpowiedzUsuń
  4. końskie dawki emocji wykopią każdą konkurencję!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciągle wciskałam tłumacz Google! xD
    A Nadia to taka dżaga.
    Pucyr

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że jesteś! Możesz napisać mi komcia, korzystając z tego oto miniporadnika formatowania:

[b]tekst[/b] - pogrubienie
[i]tekst[/i] - kursywa
[a href="www.jakaśstrona.pl"]tekst[/a] - link ukryty

Zamiast nawiasów kwadratowych [] wstawiamy nawiasy ostre <>

Polecany post

Sims 4 - Legacy Challenge - prolog

Dziś będę odtwórcza  mam dla Was coś niesamowitego - Legacy Challenge dla Sims 4! Zainspirowana Projektem "Prokrastynacja" mego ...

Facebook

Blogger

Subscribe