Na majówkę - syrop z mniszka lekarskiego
22:09Jest maj, i jest majówka, więc z tej okazji będzie dziś coś bardzo majowego.
Uwielbiam maj, bo jest wielce ślicznym miesiącem - już wszystko robi się takie rozwinięte i liściaste, już słoneczko troszkę przypieka, pożyteczne robaczki latają w wielkich ilościach po pachnących kwiatkach, już trawa rośnie jak szalona i można ją kosić co tydzień, i można sobie rozwiesić hamak i się położyć, i patrzeć na coraz bardziej błękitne niebo przez coraz bardziej zielone gałązki...
Uwielbiam maj z jeszcze jednego powodu - jest to miesiąc Wielkiego Zbierania Mleczów, gdyż albowiem wówczas mlecze rozkwitają po raz pierwszy!
I chociaż nie jestem wzorową gospodynią, bo kompetentną wybiórczo - obiady robię w ostateczności, ale smażę najlepsze naleśniki ever; ciasta piekę rzadko, ale biszkopty wychodzą mi iście babcine - to w maju zamieniam się w zielarkę i robię syrop z mniszka lekarskiego; choć nie cierpię i nie potrafię zakładać żadnych przetworów.
Taki patriotyczny, ekologiczny, zdrowy odpowiednik syropu klonowego.
Przepis na syrop z mniszka lekarskiego:
(porcja na 6 słoiczków 180-200 ml)
- 600 kwiatów mniszka lekarskiego
- 2 l wody
- 1 i 1/4 kg cukru
- 3 cytryny
![]() |
Pełzu pełzu, madafaka |
Maj jest pierwszym miesiącem, w którym mlecze w pełni rozkwitają i wówczas znajdują się w najkorzystniejszym stadium swego rozwoju, dzięki czemu możemy zebrać najdorodniejsze egzemplarze.
Wybieramy rozwinięte kwiatki i zrywamy wyłącznie łebki.
Jeśli liczenie pojedynczych sztuk jest problematyczne, spieszę z pomocą: 300 kwiatków wypełnia 3/4 wiaderka o pojemności 3000 ml/1650g (gdy kwiatki są trochę stłamszone).
Zebrane mlecze wysypujemy na płaskiej powierzchni w zacienionym miejscu i pozostawiamy na 2 godziny, aby wypełzło z nich wszelkie robactwo.
![]() |
Wyskubane ręcoma! |
Odrobaczone kwiatki przygotowujemy do dalszych czynności. W tym celu możemy jedynie oczyścić je z zabłąkanych liści i łodyg, aby zostały wyłącznie łebki; albo wyskubać lub wyciąć z łebków same żółte płatki.
Wyskubywanie jest pracochłonnym zajęciem, ale zrobienie wywaru z czystych płatków niweluje ryzyko uzyskania goryczkowego posmaku, jaki mogłoby dać pozostałe w resztkach łodyg mleko z mleczy (czyli to białe świństwo, które wypływa ze zrywanych łodyg, lepi się, a potem barwi ręce na brązowo).
Łebki/płatki wrzucamy do garnka i zalewamy dwoma litrami wody. Wstawiamy pod przykryciem na mały ogień do zagotowania, gotujemy przez chwilę, po czym odstawiamy w chłodne miejsce na 24 godziny, aby nabrało właściwej mocy. Nie zrażamy się dziwnym zapachem.
Gotowanie
![]() |
#foodporn #yummy #ziołolecznictwo #jestęznachorę |
Wstawiamy garnek z wywarem na mały ogień, dodajemy cukier i czysty sok z wyciśniętych cytryn. Mieszamy od czasu do czasu do zagotowania, pilnując, aby cukier nie przywierał. Gotujemy syrop bez przykrycia przez ok. 2 godziny, aż nabierze pożądanej gęstości. Jeśli będziemy gotować długo, cukier mocno się skarmelizuje i syrop wyjdzie ciemny, jeśli skrócimy czas gotowania - syrop będzie złocisty i trochę rzadszy.
Gorący syrop przelewamy do słoiczków, zakręcamy mocno i odwracamy do góry dnem.
![]() |
Zdjęcie robione łodygą, bo było już późno, ciemno i zmęczono |
Mój syropek wyszedł ciemny, bo gotowałam go długo i namiętnie, panikując, że jest ciągle rzadki; a poza tym chyba przypaliłam cukier. Walorów smakowych za to nie stracił, jest słodziutki i przepyszny, jak powinien być.
Jakby nie było - przepis jest wart wypróbowania, nawet jeśli pierwsze efekty nie będą powalające.
Miodowego miesiąca maja! ;-)
14 komentarze
Ciekawy przepis. Ja zawsze robię z mleczy wino i aż szkoda, że zużyłam już całe swoje zbiory, bo chętnie bym wytestowała Twój syrop. Już po składnikach widzę, że musi być naprawdę smaczny. :)
OdpowiedzUsuńNie cierpię wina jako takiego, więc jego robienie pozostaje poza sferą moich zainteresowań; ale na to, żeby zrobić wino z mleczy, jeszcze nikt z robiących w rodzinie wino nie wpadł. Muszę powiedzieć mamie :D
UsuńSkładniki są bardzo minimalistyczne, więc syrop naprawdę smakuje mleczem, a cytryna pięknie ten smak uwypukla - jedyny minus w sumie jest taki, że trzeba tam utopić strasznie dużo cukru, a cukier to zuo, biała śmierć i w ogóle.
Hmmm, a czy podczas tego dwugodzinnego leżakowania na pewno wszystko robactwo z zerwanych łebków wylezie? Bo wesoło byłby znaleźć jakiś niespodziewany prezent z nózkami, główką i odwłokiem w gotowym już syropie :P
OdpowiedzUsuńNa pewno zawsze zdążą wypełznąć wszyscy pasażerowie większego gabarytu - jakieś pajączki, ślimaczki, chrząszczyki i inne fajne rzeczy. Ale nigdy nie ma gwarancji - swoje tegoroczne zbiory leżakowałam pół dnia, aż się biedne pozamykały, i mimo wszystko przy odcedzaniu wywaru z płatków znalazłam na dnie gara mikroskopijne zwłoki jakiegoś wyjątkowo zdesperowanego czarnego żuczka.
UsuńNo ale who cares, przecież robaki są nieocenionym źródłem białka!
Pełzu pełzu, madafaka - uwielbiam Cię Lunatyczko!:D
OdpowiedzUsuń<3
UsuńZ Ciebie to jest człowiek- orkiestra normalnie!
OdpowiedzUsuńCzemu tacy ludzie mieszkają w tak odległych zakątkach Polski? Choć, jak przeczytałam, że nie lubisz wina, to się zmarszczyłam... nic to- wódka dla Pani!
Uwielbiam takie dziwne przepisy, sprzedam go mojemu Papciu, on na słowa "staropolski przepis" d0ostaje orgazmu ;)
W ogóle nie przepadam za alkoholem... D: Jeśli będziesz nalegać, to mogę obalić jeden kolorowy drink z Biedronki/jeden gin lubuski/jedno Sommersby. Ale generalnie jestem w stanie upić się samą atmosferą towarzyskiego spotkania :D
Usuń[komentarz zawiera lokowanie produktu]
Nie wiem, czy ten przepis jest staropolski, ale tak nazwany na pewno lepiej się sprzeda i zyska na wiarygodności :D
U mnie właśnie wywar pyrka na gazie. :D Po dodaniu cukru z cytryną przeszedł z fazy "co za zapach, wstydzę się, że to czynię" do "cóż za słodka woń otuliła mój dom!".
OdpowiedzUsuńMiłego łasowania :D
UsuńPoczątkowa woń wywaru też zdjęła mnie grozą - zwłaszcza że wszyscy autorzy przepisów, którymi się posiłkowałam, zachwalali wspaniały aromat ambrozji rzekomo roznoszący się po okolicy podczas gotowania...
Akt tworzenia jest już dokonany. :D
UsuńWady:
- siostra wciupała soczek z cytryny bez przecedzania, więc w produkcie końcowym pływają cytrynowe męty
- podczas procesu produkcji zginął jeden ślimak [*]
- syrop wyszedł rzadki, mimo że gotował się równe pół godziny i w ponad połowie odparował. D:
Zalety:
- smak!!!
O drugiej w nocy, co za desperacja! :O
Usuń- RIP ślimak [*]
- też miałam problem z uzyskaniem gęstości, będę musiała jeszcze nad tym popracować
- a jeśli za dużo syropu odparowuje podczas gotowania, można zmniejszyć ogień albo spróbować gotowania pod przykryciem.
Jeśli zaś smak jest zadowalający, to syrop nie ma wad, tylko plusy ujemne. :D
No właśnie nie wiem, co mi zajęło tyle czasu. Syrop się przestał gotować koło północy - chyba udało mi się zagiąć czasoprzestrzeń, skoro nalewanie go do słoików trwało dwie godziny. :D
UsuńWłaśnie przy mojej pionierskiej kuchence można wybierać pomiędzy wrzeniem przy wyrzucaniu hektolitrów piany, albo ledwie podtrzymywaniem dodatniej temperatury zawartości garnka. Ten sprzęt nie uznaje kompromisów. Może gotowanie pod przykrywką pomoże uratować większość syropu (i wcale mnie nie dziwi, że taki kulinarny derp jak ja nie wpadł na taką możliwość xD).
Właśnie teraz się zastanawiam, komu w ofierze trzeba złożyć kozę, by udało się zrobić wersję dla cukrzyków, to znaczy uzyskać konsystencję syropu i ograniczyć ilość węglowodanów, ale takie czary chyba nie są możliwe. D:
Myślałam nad tym, bo też mnie boli to kilo cukru w półlitrze syropu, i nawet chciałam zrobić eksperyment, w którym część cukru zastąpiłabym wywarem ze stewii - ale mądre kobiety (mama i babcia) mówią, że cukier jest niezbędny do zakonserwowania przetworu.
UsuńFajnie, że jesteś! Możesz napisać mi komcia, korzystając z tego oto miniporadnika formatowania:
[b]tekst[/b] - pogrubienie
[i]tekst[/i] - kursywa
[a href="www.jakaśstrona.pl"]tekst[/a] - link ukryty
Zamiast nawiasów kwadratowych [] wstawiamy nawiasy ostre <>