Sims 4 - Legacy Challenge - Pokolenie #2 - Lucy wreszcie rodzi, kosmici atakują, urodziny Alice, a Malcolm...

13:14


Oto kolejny odcinek czelendża, który otwiera otwarcie rozwarcie rodząca niewiasta! Lucy zdecydowała się w końcu na pozbycie zbędnego balastu w postaci ciążowego brzucha i, zabrawszy ze sobą szanownego małżonka, po raz drugi udała się do jego miejsca pracy, po raz drugi w nocy - jak widać na powyższym obrazku, jest zachwycona tym faktem.

Ale tym razem, dla odmiany, szpital był czynny, a i lekarz zespawnił się przed budynkiem równolegle z naszymi bohaterami, więc może jednak nie będzie tak źle?




- O NIE TO ZNOWU ONA
- To jak, dziś w drugie jajo?

Tak, to ta sama stażystka, która odbierała ostatni poród Lucy i spacyfikowała panikującego Malcolma. Tym razem ma różowy kitelek, więc najwyraźniej dostała jakiś ultrakobiecy awans. 

Małżonkowie przeszli do recepcji. Czynnej recepcji. W odróżnieniu od recepcji nieczynnej, czyli takiej, jaką zastali ostatnio - więc tak, wygląda na to, że dzisiejsza wizyta przebiegnie lepiej, niż za pierwszym razem.


- Dobry wieczór, właśnie rodzę.
- Moje najszczersze gratulacje.
- Czy zechciałaby pani mnie ulokować w odpowiedniej sali.
- Z przyjemnością, ale muszę panią na chwilę przeprosić.



- Nara, frajerzy!
- Malcolm, powtórz jeszcze raz, co mówiłeś o poziomie profesjonalizmu tego swojego wspaniałego szpitala.
- Eee...

Tak, recepcjonistka przebrała się i poszła do domu. Nie ogarniam tej gry, odsłona pierwsza. No ale nie ma tego złego - Lucy po standardowym odstaniu dwóch godzin w końcu została rozpoznana jako pacjentka. Zespawnił się też kolejny położny, no ale w sumie nie wiem, po co, przecież ta w różowym będzie odbierać poród?..


- Siuprajz, madafaka.
- O nie, gangsta położny.

Lucy już wie, że to będzie ciężka noc.


- To będzie ciężka noc.

Tymczasem Malcolm był niezmiernie przejęty całą sytuacją.


No tak, narodziny drugiego dziecka nie dostarczają tylu wrażeń, co pierwszego, logiczne przecież. No i jak się jest tak doświadczonym w asystowaniu przy porodzie, to w ogóle nie ma się czym przejmować. Malcolm, skoro nie dajesz faka, to może chociaż ściągnij sobie jakiegoś z internetu?

Albo jak już tak siedzisz, to możesz streamować relację z porodu na żywo, na fanpejdżu Cycków Lucy; na pewno wasi fani marzą, aby coś takiego zobaczyć!

Anyway. W szpitalu jest już jeden różowy lekarz ginekolog, jest też czarny gangsta położny - a do porodu przyszedł jakiś trzeci koleś, no rzeczywiście, to ma sens. Nie ogarniam tej gry, odsłona druga. Może w ten sposób chcieli zadośćuczynić brakowi lekarzy przy poprzedniej wizycie?


Malcolm zaś załączył streama i specjalnie dla szerokiej publiczności wziął czynny udział w porodowej panice. Na szczęście panika okazała się zbędna - poród przebiegł szybko i sprawnie, dziecię zostało teleportowane wprost do sypialnianej kołyski, zaś jego rodzice wylądowali na ulicy przed domem.


- Ej, czy mi się wydaje, czy ktoś stoi nad kołyską w naszej sypialni?


- A więc to tak wygląda posiadanie drugiego dziecka.

Alice wygląda, jakby nie chciała go oddać nikomu już nigdy przenigdy - no ale dzieci kradzione adoptowane też liczą się jako dzieci należące do realizującego wyzwanie dziedzica, więc sorry mała, odłóż niemowlę i wyjdź z podniesionymi rękoma!


- Chodź Malcolm, pomożesz mi oderwać Alice od naszego nowego potomka.
- Eee, może za chwilę?


O nie.


O nieeee.


Nieeeeeee, Malcolm D: Nawet jeszcze nie wiesz, jak twoje dziecko ma na imię!

Było to moje pierwsze kosmiczne porwanie w Sims 4, więc mogę jedynie pogratulować pozaziemskim ziomkom zarąbistego wyczucia chwili. Przez kilka sekund trwałam w stuporze, obracając sobie kamerę, gdy wtem przez przypadek kliknęłam na trawę i tym samym wydałam Malcolmowi polecenie "Podejdź tutaj" - bo w Sims 4 interakcja widoczna po kliknięciu na obiekt jest usłużnie podsunięta pod sam kursor.

I wiecie co?

To polecenie anulowało porwanie przez kosmitów. 

Polecenie "Podejdź tutaj". Anulowało porwanie. Przez kosmitów. 

...

- No, fajnie tu u was, chłopaki, ale muszę pójść w pewne miejsce bez absolutnie żadnego konkretnego powodu.
- No dobra, skoro musisz, to nie będziemy cię zatrzymywać.


*JEB*

Nie, to nie był dźwięk upadającego Malcolma. To był dźwięk czoła Lunatyczki uderzającego w biurko.

Nie ogarniam tej gry, odsłona trzecia.


- Mój kontakt z kosmitami trwał kilka sekund, ale i tak było fajnie!

No brawo, totalnie powinieneś podzielić się tym doświadczeniem w Rozmowach w Toku.
Malcolm (26 l.) Jego kontakt z kosmitami trwał kilka sekund, ale i tak było fajnie

No dobra, ale wróćmy do ważnych rzeczy, przecież tu się urodziło dziecko, którego imienia w dalszym ciągu nie znamy!


Szanowni państwo - oto Margaret, z cechą Miłośniczka muzyki i aspiracją Łobuziak.  Jak uroczo!

Lucy ma nadzieję, że obecność prawdziwej dziewczynki w ich rodzinie unieszkodliwi podstępne wirusy dżender, które w poprzednim odcinku toczyły biednego Oscara.


- Oscarku, właśnie urodziła ci się siostra! Już nie musisz mówić piskliwym głosikiem ani ubierać się na różowo!
- Ojejciu, mamusiu, doceniam te nowe możliwości!

Tak naprawdę wcale nie docenił, dalej ma piskliwy głosik i różową piżamkę. Gdzie popełniłam błąd? ;__;

Po narodzinach kolejnego dziecka życie w Astronomo(no)v Manor błyskawicznie wróciło do normy. Malcolm zdecydował się nie korzystać z przysługującego mu urlopu rodzinnego, woląc kontynuować intensywną wspinaczkę po szczeblach kariery medycznej.

W szpitalu wylądował Don, uskarżający się na szum w uszach.
 

- Później będę chciał jeszcze przebadać twoje DNA pod kątem obecności genów odpowiedzialnych za starzenie, ale na razie zobaczmy, co z tymi uszami.


"O, wow, światło z latarki przechodzi na wylot."


"Jak mam mu teraz powiedzieć, że ten szum w uszach to zwyczajny przeciąg?"

Malcolm w ramach awansu otrzymał możliwość odbywania wizyt domowych, co mnie podekscytowało, bo to kolejny smaczek w zawodzie lekarza z dodatku Witaj w pracy. Udaliśmy się więc razem na rekonesans.


Lekarz odbywający wizytę domową trafia na parcelę, na której znajduje się trzech Simów wymagających badania i leczenia. Badanie jest króciutkie, a leczenie polega na podaniu lekarstwa. I to tyle, nawet nie trzeba stawiać diagnozy.

Co gorsza, nie odwiedzamy żadnej prawdziwej rodziny, a jakiś przykładowy dom, do którego skrypt gry wsadza przykładowych, niespokrewnionych ze sobą Simów. Trochę lol, no bo serio, generowanie osobnej parceli na wizyty domowe? Naprawdę nie można było tego rozwiązać jakoś zgrabniej? No i te Simy z kapelusza, realizm tak bardzo. Przy okazji tej wizyty Malcolm leczył jakichś dwóch ziomków, których po raz pierwszy widziałam na oczy (więc pewnie były to randomy wylosowane z kreatora, nawet nie mieszkające w świecie!) oraz -tadam:


Katrinę Kaliente! Która przecież ma własny dom, w którym mieszka z Diną, i który jest widoczny w świecie! Może wizyty domowe oznaczają wizyty w domu... opieki? Pewnie nie, to miałoby jakiś sens...

No ale co tam, są ważniejsze rzeczy w życiu niż realizm i logika, na przykład - babcia Kaliente w końcu posiwiała! Już straciłam nadzieję, że tego doczekam! ;__;

Po wizycie, he he, domowej, Malcolm wrócił do szpitala dokończyć swoją zmianę. Awans umożliwił mu również obsługiwanie znanej nam maszyny do przeprowadzania operacji. Jego pierwszą ofiarą została ciotka Dina.


- Co pani dolega?
- Coś mi ciąży na żołądku.
- Co pani ostatnio jadła?
- Galaretkę. I popiłam kremówką.
- Rozumiem. Proszę się położyć i odprężyć.
- Ehe, na pewno...

Ciekawostka: zabiegi z użyciem tej maszyny odbywają się bez narkozy i bez żadnego znieczulenia. Powodzenia, Dino, w takich okolicznościach na pewno zdołasz się odprężyć!


"Hm, zobaczmy, jedno ramię ma końcówkę z chwytakiem, a drugie z trzepaczką."


"Ciekawe, czy potrafię ubić kremówkę tak, jak Alice?"
- AAAAA!


"I wisienka na koniec. Idealnie."
- Co pan teraz robi?
- Eee... galaretkę z bitą śmietaną?
- Hej, rzeczywiście, ubita śmietana jest dużo lżejsza, niż płynna! Dziękuję, doktorze! 
"Uff, nie zorientowała się, że nie robiłem operacji, tylko swój ulubiony deser!"

Malcolm chyba musi zabierać do pracy kanapki, żeby więcej nie robić na głodniaka. 

Tymczasem w domu...


Dziewczyny sobie żwawo biegają, no spoko, a kto został z Margaret?


NIE, OSCAR, jeszcze ją zarazisz dżenderem!!1 :O

Ale i tak to Lucy spędza nad kołyską małej większość czasu, dzielnie broniąc córki przed podstępnymi wirusami.


- Zrób kaczy dzióbek! Zrób kaczy dzióbek! Tak jak do słitfoci!
- Mamo, co powiesz na nie.


- RÓB DZIÓBEK JAK PRAWDZIWA KOBIETA
- AAAA PRZEMOC W RODZINIE

Swoje porażki wychowawcze Lucy odreagowuje w ogródku, starannie dbając o wszystkie grządki.


O wszystkie grządki w liczbie jeden, na które składa się krzak winogrona, no ale od czegoś trzeba zacząć.

No dobra, Landgraabowie trochę kradną show, a co tam słychać u szanownych dziedziców?

- Hej, Arthur, właśnie opracowałam przepis na megawypaśną zapiekankę, chciałbyś spróbować?
- Wnioskując po unoszącym się w pomieszczeniu zapachu mogę oszacować, że ilość przypraw, jaka znalazła się w potrawie, nie odpowiada moim preferencjom smakowym, zaś wydobywający się z dna garnka odgłos skwierczenia nasuwa przypuszczenie, że na domiar złego potrawa właśnie uległa przypaleniu - więc nie, nie chciałbym.
- Och.
- W tej sytuacji życzenie smacznego będzie nietaktem, więc pozostaje mi życzyć powodzenia.

ARTHUR TY BUCU, jesteś jeszcze większym bucem niż Twój dziadek, a to nie lada wyczyn!


- Cholera, faktycznie się przypaliła.

Litościwie odwróćmy wzrok, przenosząc się na zewnątrz, na grób pradziedzica, który, jak zawsze, wstał z martwych w samym środku nocy.


- Myślę, że trzecia nad ranem to idealna pora na wizytę u moich dzieci.

Mandark wyjątkowo nie obżarł lodówki, ale zwiedził pokoje w poszukiwaniu nieprawidłowości.


- OMG WTF


- Za moich czasów była w tym domu przynajmniej jedna osoba, która potrafiła naprawić kran!


Tak, Mandark nawet nie stwarza pozorów, że przyszedł tutaj w innym celu, niż na kontrolę jakości życia. Halo, Mandark, twój zięć właśnie karmi twoją wnuczkę, może chciałbyś...


... dobra, nieważne, grunt to właściwe priorytety.
(to najbardziej Mandarkowate zdjęcie w historii wyzwania!)

Nasz drogi protoplasta uwinął się z partyjką do świtu i zmył się do grobu, nim ktokolwiek zdążył wstać i z nim pogadać. Najwidoczniej zupełnie nie tęskni za rodziną.

No ale co się będziemy martwić o martwych, podczas gdy żywi się żywią. Bo domownicy właśnie wstali na śniadanie.
 

- I jak wam smakuje zapiekanka? Sama wymyśliłam przepis!
- Jest świetna, tak dobrze doprawiona!
- Pycha, ciociu!
- Chyba skuszę się na dokładkę, albo przynajmniej na porcję Oscara...
- Cieszę się, że wszystkim smakuje, chociaż... zaraz, Arthur? Czy to ty grzebiesz w lodówce?


- Tak, to ja.
- A jednak będziesz jadł moją zapiekankę.
- Nie masz prawa oceniać mojego zachowania pod kątem racjonalności, jestem jeszcze dzieckiem.
- Wiesz Lucy, czasem cieszę się, że nasze dziewczynki nie są geniuszkami.
- Malcolm, tylko Margaret jest dziewczynką!
- ...ehe.
- A mi tam wszystko jedno tatku, dla ciebie mogę być córeczką!

Ah joj.

Czas leci nieubłaganie - nadszedł dzień urodzin Alice! Z tej okazji, biorąc pod uwagę szczególną okoliczność, ostatnie awanse zarabiających członków rodziny oraz pokaźną sumę odłożoną na wspólnym koncie, zdecydowałam, że koniec z ogródkowym dziadowaniem i zaadaptowałam podwórko najpiękniej, jak umiałam.


I zaraz potem zrobiło mi się smutno - to już nie te złote czasy, kiedy najlepsza zabawa trwała na trawie i w basenie na jedną kratkę. Nadszedł kres pewnej epoki. ;__;

Oczywiście, jubilatka musiała sama sobie zrobić tort.


Ale zupełnie nie wiem, czemu zapragnęła mieszać ciasto w łazience dwa piętra wyżej, zamiast w kuchni, w której przecież stoi piekarnik. No cóż.

Przyszło trochę gości.


Oczywiście Brian, wielbiciel imprez rodzinnych, brylował w towarzystwie.


- Diamenty w Minkrafcie same się nie wykopią!

Tymczasem jego żona Kasandra prowadziła zażartą dyskusję z Lucy nad partyjką makao.



- Wiesz, to że teraz urodziłaś dziewczynkę, wcale nie znaczy, że jesteście lepsi! Bo nasze bliźniaki są starsze od waszych dzieci, i w dodatku są bliźniakami, więc mamy za to podwójne punkty fajności!
- To ciekawe, co mówisz, bo tak się składa, że właśnie zbieram punkty szczęścia życiowego na ekstrapłodność!
- ... Wasze problemy są mi tak obce.

Biedna Alice...


... dobra, jednak ktoś tu jest biedniejszy, niż Alice.
Konkurs dla czytelników: co dopadło Aleksandra?
a) weltschmerz
b) kryzys wieku średniego
c) pełna świadomość niemożności dzielenia życia z kobietą, którą kocha
d) ból dupy
Odpowiedzi piszcie w komciach, rozwiązanie na końcu odcinka, do wygrania długi, nieśmieszny dowcip!

A tymczasem wracamy do opowieści.


- Ekstrapłodność to nie wszystko, liczą się jeszcze dobre geny!
- Przepraszam, ale dźwięk nabijanych punktów szczęścia życiowego zagłusza twoją czczą gadaninę!
- Ej, może się uspokójcie?
- Zostaw je córuś, kroi się niezły biczfajt.

Nina może mieć rację, bo Mark wyraźnie się cieszy z rozwoju sytuacji, i tylko Landgraabowa is not impressed.


- Stary, słyszałeś, że podobno będzie biczfajt?
- O stary, czekałem na to całe życie!

Tymczasem w domu...


- Hejka, ciociobabciu Dino, jestem twoim siostrzeńcownukiem Oscarkiem!


"O RANY ON PISZCZY JAK DZIEWCZYNKA"

 I wracamy na zewnątrz...


- Babciu, czy to prawda, że wujek Don jest starszy od ciebie?
- *gulp*
- Młody, powiem ci, że jestem tak stary, że zarywałem do twojej prababci.
- Babciu, czy to oznacza, że jesteśmy rodziną patologiczną?
- Nie rozmawiajmy o tym.

Arthur dosiadł się więc do taty, gdzie razem zjedli posiłek w wymownym milczeniu.



Niektórzy natomiast zjedli za dużo.


Malcolm, zmieniłam zdanie, nie będziesz brał kanapek do pracy.

W ogóle, podłoże się zbugowało, i to tak skutecznie, że zachowało się to na screenach, czy to nie urocze?

Natomiast jubilatka przystąpiła do zdmuchnięcia świeczek.


Nikt nawet nie zauważył, ale to nic.


- Tak, teraz dopiero czuję się dorosła!

Zabijcie mnie, ale nie pamiętam, dlaczego te urodziny były podwójne i do kogo należał ten drugi, widoczny powyżej, tort. Może do Malcolma, to by wyjaśniło jego utycie instant.

Po udanej imprezie życie w hacjendzie dziedziców wróciło do normy.


- Bądź spokojna, Margaret, jeszcze pokażemy tym Astronomo(no)v-Ćwirom, jak wyglądają naprawdę udane dzieci!

Apropos Astronomo(no)v-Ćwirów...


- Witaj, mój dobry bratanku!
- Ojej, że niby chodzi o mnie?

Sprawdziłam, jak mają na imię te bliźniaki Briana i Kasandry - dobry niebieski to Beniamin, a zły czerwony to Damon.


- Bycie dobrym wcale nie jest takie dobre.

Słuszna uwaga, Beniaminie.

Lucy wykorzystała ostatni dzień urlopu wychowawczego, malując obraz w nurcie ekspresjonistycznym.


No dobra, na pewno jest to jakaś wariacja na temat Drzewa Życia, ale nie wiem, czy to ekspresjonizm czy ki diabeł - bo kiedy wydaję Lucy polecenie, żeby malowała w danym stylu, to efekt końcowy prawie nigdy nie ma cech tego stylu - w tym przypadku prosiłam chyba o surrealizm albo impresjonizm. Lucy, ogarnij się.

- Jestem artystką, style mnie ograniczają.

Alice natomiast rozwija skille kucharskie, aż iskry idą.


- ... shit.

No, chyba nikt w domu nie ma na tyle wysokich umiejętności majsterkowania, żeby podjąć się naprawy kuchenki. Malcolm, może chciałbyś zaryzykować? Sprawna kuchenka oznacza więcej pysznego jedzenia!


... Cofam to, nie potrzebujesz więcej jedzenia.

Malcolm poprosił żonę o oględziny swojego nowego mięśnia piwnego.


- Jak ci się podoba? Wcale nad nim nie pracowałem, sam tak urósł!
- O wow, jest niesamowity. Mogę dotknąć?


*macu macu*

- Nie wiem, jak to zrobiłeś, ale jesteś w ciąży!
- Naprawdę? To wspaniale!
- TEGO Astronomo(no)v-Ćwiry na pewno nie pobiją!
- A ja mogę dostać urlop macierzyński!
- YAAAY!

Tak, kurna, Malcolm jest w ciąży! Kosmici przez te kilka sekund, które spędził na statku, zdążyli go skutecznie zapłodnić! Nie ogarniam tej gry tak bardzo!!!1 D:

W sumie, niech to randomowe zdjęcie posłuży za konstruktywny komentarz:


Dziękuję za uwagę. 

No ale przynajmniej sami zainteresowani się cieszą.


"Ciekawe, co ty na do, Kasandro-Salamandro, żmijo jedna."
"Kocham urlopy macierzyńskie!"

I tak - Lucy poszła do pracy, a Malcolm przystąpił do spełniania się w roli Matki Polki.


"Kocham urlopy macierzyńskie!!1"

Alice natomiast uznała całą sytuację za inspirującą.
 

"Jaki będzie rym do nieunikniona klątwa dżenderu?"

Kiedy dzieciaki wróciły ze szkoły, Malcolm podzielił się z nimi elektryzującą wiadomością.


- Chłopaki, szykujcie się, niedługo będzie nas więcej, jestem w ciąży.
- Ach, tatku, jesteś taki zabawny!
- Ale ja wcale nie żartuję!
- Ale tatku, to że czasami malujesz sobie oczy, nie znaczy, że naprawdę możesz być dziewczynką! Prawda, mamusiu?
- ... tata ci to wytłumaczy.
- No więc... eee... gdy tatuś i stateczek-mateczka z kosmosu bardzo się kochają...
- Wuju, chyba se jaja robisz.

Rozmowy z dziećmi o procesach prokreacyjnych nigdy nie należą do łatwych zadań.

Anyway, zobaczcie, kto przyszedł!


Zły brat-bliźniak Damon!

Randomowa dziewczynka też jest w szoku.



- Witaj, najdroższy wujaszku! Tęskniłem, więc wpadłem w odwiedziny!
- Witaj, bratanku mojej żony, którego jeszcze nigdy nie widzieliśmy!

Randomowa dziewczynka nie może na to patrzeć.
Mam wrażenie, że po mieście rozniosła się plotka o ciąży Malcolma, więc Kasandra i Brian wysłali swego złego syna na przeszpiegi, żeby się upewnić, czy to prawda. Rywalizacja to zło.



- Najdroższy wujaszku, czy to prawda, że jesteś w ciąży?
- Ano, tak się zdarzyło.
- A jak to się stało, najdroższy wujaszku?
- No bo widzisz, kiedy tatuś i stateczek-mateczka...

Malcolm chyba zaczyna lubić tę historię.


A to jest Anabelle, koleżanka chłopaków ze szkoły.


Jak widać, chłopcy są szalenie zainteresowani nawiązywaniem przyjaźni z płcią przeciwną.

Tymczasem w pokoju obok...


*HYC!*

Serio, domyślne ciuchy brązowe? Dla dziewczynki? Serio, gro?! Serio, klątwo dżenderu??!!


No, od razu lepiej.


- Och córciu, przez jedną straszną chwilę bałam się, że jest w tobie coś chłopięcego!
- Już dobrze mamo, już zawsze będę się ubierać tylko na różowo.

Margaret otrzymała stary pokój swoich wujków, który ostatnio służył za gabineto-graciarnię. Jest różowy, zawiera mangowy plakat, urocze wzorki, jednorożca i różowe skrzypce, a to wszystko na pohybel klątwie dżenderu.


Bardziej dziewczęco się nie da.

I na koniec rozwiązanie konkursu: co dopadło Aleksandra?


- Co cię dopadło, Aleksandrze?
- Te hemoroidy... mnie wykończą...

Zatem prawidłowa odpowiedź to d) ból dupy! Zwycięzcom gratulujemy!
Nagroda zostanie opublikowana w przyszłym odcinku. A poza tym Malcolm w przyszłym odcinku rodzi. Tego nie można przegapić. Zostańcie z nami!


http://akwarelove.blogspot.com/2015/12/sims-4-legacy-challenge-pokolenie-2.htmlhttp://akwarelove.blogspot.com/2015/11/sims-4-legacy-challenge-pokolenie-2.html

Podobne posty

28 komentarze

  1. :O
    A już myślałam, że nie może być ciekawiej. Myliłam się. Tak bardzo się myliłam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie jest tak, że nie może być ciekawiej! Nie u mnie! :D

      Usuń
  2. Czy ktoś ( a najlepiej Lunatyczka ) udzieli mi konkretnej informacji na temat tego, kiedy będzie następny odcinek?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że w przyszłą środę, miej nadzieję razem ze mną, a może się uda. :D

      Usuń
    2. A więc mam nadzieję. Baaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo (ale bardziej też umiem)

      Usuń
  3. Różowa to stażystka, ten na biało to specjalista, położny odwala większość roboty ibardzodobrze. Recepcjonistka jest z nowego naboru, pewno dostała wcześniej opieprz od zdenerwowanego pacjenta i nie wytrzymała nerwowo. Nie wróżę jej kariery w jednostce medycznej, tutaj trzeba mieć nerwy ze stali i brać poprawkę na ludzie. I jak, rozpracowałam dla ciebie Opiekę nad Położną w Simsach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dziękuję, od razu wszystko nabrało sensu (nie, żeby kiedyś miało).
      Tej recepcjonistki chyba już więcej nie zobaczymy, więc nawet Twoje przypuszczenia się zgadzają. :D

      Usuń
  4. Wybieram odpowiedź D. Ból dupy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widać, że nie umiem :C myślałam, że chodzi o coś poważnego, że przegram ten konkurs, ale będę taka hihihaha :C Tak bardzo nie umieć w żarty...
      A co do odcinka, to kosmiczna ciąża mnie ciekawi bardzo, bo sama 4 nie mam (tylko 3) ale w tę część simsów miałam przyjemność pograć (ten zdań dziwny jakiś, noale).
      Arthur i Oscar są osom <3
      Nie wiem czemu, ale wyobrażam sobie Oscara jako różowego dresa. Tak mi się kojarzy.
      Pozdrawiam i zdrówka życzę, a simsy w środy wejdą już chyba na dobre :P

      Usuń
    2. Jak to nie umiesz, przecież wygrałaś, dostaniesz super nieśmieszny dowcip z dedykacją! <3

      A wiesz, że w Trójce też można zaciążyć faceta z kosmitami? :3 (mi się to jeszcze nie udało, ale tak mówią)

      Oscar chyba ma różowe dresy jako ciuchy sportowe, więc Twoja wizja nawet by się zgadzała. :D

      Dziękuję bardzo <3 I bardzo bym chciała, żeby simśrody były stałym punktem programu, no ale życie pewnie jeszcze nieraz mnie zaskoczy...

      Usuń
    3. Jeżeli chodzi o kosmiczne ciąże to trzeba raz w życiu mi się udało. Próbowałam to powtórzyć, ale porwali mi kobietę 3 razy pod rząd zamiast faceta. Gud.
      Oj tam, nie ma co się przejmować nieregularnością, i tak wszyscy umrzemy ._.

      Usuń
    4. W nieco masochistyczny sposób podoba mi się Twoje podejście do sprawy!

      Usuń
  5. Wpis z 14 października
    Bułka na parze. XD
    Widzę, że dialogi tworzysz coraz dłuższe. I fajnie, po przy dopisku o „czuciu tutaj takiego uczucia, o tutaj” i Malkolmie moczącym łóżko, śmiechłam ostro. XD
    Szpital widmo i bardzo ogarnięta opieka medyczna po raz kolejny pokazują jaka Czwórka jest dopracowana i fajna. Stażystka obsługująca maszynę porodową i znokautowany Malcolm trzymają poziom.
    Bardzo podoba mi się ten obraz z chmurkami i czerwonym ptakiem.
    Czyli jednak, pomimo w miarę uczciwego podziału obowiązków, Lucy spędza przy maluchach najwięcej czasu i jeszcze chce kolejne!
    „W istocie, ma on identycznego brata, przy czym ten ma cechę Zły, natomiast brat - Dobry. Ten ostatni w dodatku ma ciuchy w palecie biel-błękit, podczas gdy powyższy nosi wyłącznie czerń i czerwień. I obydwaj dostali jakieś niedorzeczne imiona typu Bonifacy i Makary; ale nie pamiętam, jakie, bo sprawdzałam to lata świetlne temu...”
    To wszystko brzmi zbyt pięknie, by było prawdziwe i przypadkowo uknute przez grę. Rozwiń wątek, proszę. xD
    Te odloty Malcolma zaczynają mnie przerażać. Za to wkurzony Mandark pewnie dowiedział się w tych zaświatach poza czasem, jak wygląda jego wnuk. Chrzcinoimprezoshiowero-baby-cośtam wygląda na udaną, oczywiście dzięki basenowi. Zagadka – Kacper wepchnął ciotkę do basenu siłą umysły?

    Wpis z 11 listopada
    Przy rozmowie na tematy religijne dotarło do mnie, jak w gruncie rzeczy tragiczny jest los takiego sima… Wieczny pionek w grze, jak nie Wielkiej Scenarzystki to skryptów gry zapewniających grubnięcie i losowo generowanych pożarów sprzętu dla dzieci.
    „Bądź Arthurem: nie miej ojca z powodów religijnych, ujrzyj go po raz pierwszy w życiu, pociśnij mu w drażliwej kwestii jego trudnego ojcostwa.”
    Czyżby Artur, jako reinkarnacja Dextera, był TYM ZUYM, jako, że Mandark był postacią pozytywną, dla odmiany?
    Geniusz Artura robi się nieco niepokojący, czy od teraz każdy kolejny potomek będzie takim przemądrzałym bachorkiem szkicującym perpetuum mobile na serwetce? Czy to po prostu u niego przeważają cechy poprzedniego wcielenia?
    Lucy robi coraz atrakcyjniejsze prace!
    Olek i Ala są nieźli w oszukiwaniu przeinaczenia. :D
    Ale serio, sprzęt dla dzieci ulega samozapłonowi? CZY TEN ZESTAW MAŁEGO CHEMIKA MA ATESTY?
    Reakcje takie życiowe.
    JAKO FANKA SAILOREK PROTESTUJĘ PRZECIW STEREOTYPOM SPROWADZAJĄCYM TĘ KOCHANĄ, ZŁÓŻONĄ HISTORIĘ PEŁNĄ PRZYJAŹNI, MIŁOŚCI I WIARY W LUDZI DO NAWIĄZAŃ I PARODII SCENY TRANSFORMACJI!
    No i Mamoru też miał transformację w jednym odcinku, a to super FACET.
    A brokat to jest w Winxie.
    Biedny, biedny dżenderowy Oskar. :< Wyrośnie z tego, zobaczysz! Albo jest bardziej dojrzały od rówieśników i po prostu już zaczął mutację.
    Dla Artura w dekadenckim nastroju też mam pocieszenie, przy jego stole może majstrować… ciotka Lucy! Wspominałaś o glicerynie, a jest ona używana m.in. do rozcieńczania farb akwarelowych. Tak samo talk, sprawia, że farba jest mniej przezroczysta. Lucy mogła coś tam pomieszać z tymi fiolkami, jak odkładała na miejsce…
    „Hipoteza na dziś: artyści w miarę rozwoju tracą wyczucie własnego stylu na rzecz wypracowania stylu w malarstwie. Proszę o argumenty za i przeciw w komentarzach.”
    Argument za (ma potwierdzenie na studiach, jak w Prawdziwym Życiu Zawodowym – nie wiem) – gdy mamy zajęcia z malarstwa, wszyscy zakładają jakieś gorsze, stare ciuchy (szczególnie zimą, i tak nie widać pod kurtką), by jajka się człowiek poplami nie było tragedii.
    Malcolm… co ten marichuen robi z człowieka…
    Dinozaur jest od dziś moim ulubionym bohaterem, mam nadzieję, że przetrwa pokolenia!
    Gupia teoria drążąca niewygodny temat: Don poleciał na Emily może ze względu na to, że ma włosy po Katarinie, która mu przekazała te fluidy… kropelkowo.
    Właśnie, co tam u babci?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OMG kilometrowy komć, odpiszę za trzy dni!

      Usuń
    2. Jak obiecałam, nadrobiłam wszystkie komcie, czekam na nagrodę. :P

      Usuń
    3. Jesteś wielka, miła i dzielna! To jak, też chcesz dostać nieśmieszny dowcip? :D

      Usuń
    4. Nieśmieszny dowcip i tak już dostałam, a na odpowiedzi na komcie chyba znowu odpisze za pół roku, nowa pani od rysunku ciśnie nas strasznie w tym semestrze. :( Ale postaram się komiciać simsy na bieżąco!

      Usuń
  6. Relacja z dzisiaj (łiii!)
    Początek odcinka i już wredna stażystka! :I
    Już myślałam, ze będzie normalnie, a tutaj recepcjonistka wychodzi. Serio? A potem robi się tylko dziwniej. Chociaż koleś odbierający poród wygląda na normalnego.
    JESZCZE UFO NA DOKŁADKĘ. XDDDD I opcja „podejdź tu” je anulowała. CO TO ZA GRA, co za zwroty akcji!
    Tak zwane „wizyty domowe” to tylko przykrywka, w rzeczywistości przyjmowanie pacjentów odbywają się w Tajnej Prywatnej Klinice, to by wszystko wyjaśniało.
    Babcia Kaliente posiwiała! D: Chyba jednak badania Malcolma nad brakiem genów odpowiadających za starzenie spełzną na niczym, chlip.
    Oskara mi się robi poważnie żal, wszyscy mu wmawiają, ze jest genderem, a może różową piżamkę nosi do snu, bo jest wygodna (i jak w niej śpi to żaden kumpel nie widzi), a piskliwy głosik to przedwczesna mutacja?
    Co do Aleksandra samotnie cierpiącego przy torciku, to stawiam na a). Synek musiał to po kimś odziedziczyć.
    Malcolm też zaczyna grubnąć, czy mi się wydaje? D: Co z tą grą i grubnięciem?
    NINA ŻYJE! Rozmowa z Donem szczera.
    KOSMICI SĄ SZYBCY. D: Przeklęta klątwa dżender!
    Mangowy plakat mnie niepokoi, kojarzy mi się z tymi facetami z podwójnym podbródkiem, co do takich fapią. Miało być ultra dziewczęco!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że dialogi tworzysz coraz dłuższe.
      Też to zauważyłam i pomyślałam, że to chyba niedobrze. Czy to niedobrze? :C

      Szpital widmo i bardzo ogarnięta opieka medyczna po raz kolejny pokazują jaka Czwórka jest dopracowana i fajna.
      Wiesz, czytałam ostatnio raporty z kolejnych aktualizacji gry i nawet doceniam, że starają się naprawiać wszystkie nieprawidłowości, o jakich donoszą gracze... ale z drugiej strony, wypuszczanie do sprzedaży bubla zrobionego na chybcika z myślą "A, gracze wytestujo, naprawimy błędy w aktualizacjach" jest chyba jeszcze bardziej chamskie, niż wydanie gry raz i niepoprawianie jej wcale.

      [o bliźniakach Kas i Briana]Rozwiń wątek, proszę. xD
      Dobra, przyznaję, bliźniaki były domyślne i jeden domyślnie miał cechę "Zły" - a ja zczitowałam, robiąc drugiego "Dobrym" i oba przebierając, i zmieniając im imiona, bo serio były lamerskie i w ogóle niepasujące. Ale to postacie poboczne, więc czuję się usprawiedliwiona!

      Zagadka – Kacper wepchnął ciotkę do basenu siłą umysły?
      To jedyne rozwiązanie, jakie padło, więc niniejszym wygrałaś talon na balon. :D

      Czyżby Artur, jako reinkarnacja Dextera, był TYM ZUYM, jako, że Mandark był postacią pozytywną, dla odmiany?
      Hmmm, coś w tym może być. Pomyślę jeszcze nad dalszym rozwojem jego postaci. :3

      Geniusz Artura robi się nieco niepokojący, czy od teraz każdy kolejny potomek będzie takim przemądrzałym bachorkiem szkicującym perpetuum mobile na serwetce? Czy to po prostu u niego przeważają cechy poprzedniego wcielenia?
      No wiesz, na mocy Imperatywu Wyzwaniowego każdy dziedzic ma cechę "Geniusz", ale jak na razie tylko Arthur jest tak genialny do kwadratu (bo ma też taką aspirację); no więc po prostu taki się urodził, no cóż. Choć jego poprzednie wcielenie również może mieć na to spory wpływ, także combo.

      JAKO FANKA SAILOREK PROTESTUJĘ PRZECIW STEREOTYPOM SPROWADZAJĄCYM TĘ KOCHANĄ, ZŁÓŻONĄ HISTORIĘ PEŁNĄ PRZYJAŹNI, MIŁOŚCI I WIARY W LUDZI DO NAWIĄZAŃ I PARODII SCENY TRANSFORMACJI!
      Ale... ale... ja też jestem fanką Sailorek ;__; Mamoru był moim pierwszym Trulofem ;___; Myślałam, że docenisz to superzgrabne nawiązanie ;_____;
      (w'gle, widziałaś może "Lolirock"? obejrzyj i powiedz, czy też załapałaś wqrwa od pierwszego wejrzenia, w moich oczach to perfidny plagiat całego mojego kreskówkowego dzieciństwa, i ta animacja, postacie nie umieją chodzić!)

      Dla Artura w dekadenckim nastroju też mam pocieszenie, przy jego stole może majstrować… ciotka Lucy!
      O, Arthur przy całym swoim geniuszu jednak nie pomyślał, że może zrzucić winę za katastrofę na kogoś innego! (no i dobrze, i bez tego jest wystarczającym bucem)

      Argument za (ma potwierdzenie na studiach, jak w Prawdziwym Życiu Zawodowym – nie wiem) – gdy mamy zajęcia z malarstwa, wszyscy zakładają jakieś gorsze, stare ciuchy (szczególnie zimą, i tak nie widać pod kurtką), by jajka się człowiek poplami nie było tragedii.
      Seems legit, sama bym tak robiła, gdybym malowała (i to też jedyny argument, jaki padł, także ten, dzisiaj wygrywasz wszystko xD)

      Gupia teoria drążąca niewygodny temat: Don poleciał na Emily może ze względu na to, że ma włosy po Katarinie, która mu przekazała te fluidy… kropelkowo.
      O BORZE FUJ

      Usuń
    2. A potem robi się tylko dziwniej.
      Jak u Hitchcocka, tylko że nie - zaczyna się mindblowem, a potem jest tylko gorzej xDDD

      Tak zwane „wizyty domowe” to tylko przykrywka, w rzeczywistości przyjmowanie pacjentów odbywają się w Tajnej Prywatnej Klinice, to by wszystko wyjaśniało.
      OOO, i teraz wszystko nabrało sensu! :O

      Chyba jednak badania Malcolma nad brakiem genów odpowiadających za starzenie spełzną na niczym, chlip.
      Nigdy nie twierdziłam, że Malcolm jest dobrym lekarzem. :D

      Oskara mi się robi poważnie żal, wszyscy mu wmawiają, ze jest genderem, a może różową piżamkę nosi do snu, bo jest wygodna (i jak w niej śpi to żaden kumpel nie widzi), a piskliwy głosik to przedwczesna mutacja?
      "Mówisz, że to Dżęder, a może on ma na imię Pszemek?"

      Co do Aleksandra samotnie cierpiącego przy torciku, to stawiam na a). Synek musiał to po kimś odziedziczyć.
      Dobra, jednak nie wygrywasz dziś wszystkiego, no i w sumie dobrze, bo nie mam już czego rozdawać D:

      Malcolm też zaczyna grubnąć, czy mi się wydaje?
      He. Hehe. Hehehehehehe.

      Mangowy plakat mnie niepokoi, kojarzy mi się z tymi facetami z podwójnym podbródkiem, co do takich fapią.
      Ej no WEŚ D: Myślałam, że teraz faceci z podwójnymi podbródkami fapią do lesbijskich pornoopek z My Little Pony!

      Usuń
  7. *totally mindfucked*
    A miałam pisać, że Malcolm wygląda, jakby był w ciąży...
    OMG Margaret ma blond włosy i chce być łobuziakiem, i ma różowe rzeczy, mogłaby być reinkarnacją DeeDee.
    (W ogóle dopiero po przeczytaniu innych komentarzy ogarnęłam, że chodzi o Dextera, myślałam że chodzi o to, że dziedzic jest rudy.... zresztą Mandark sam się o to prosił, biorąc sobie rudą żonę...)
    Nie rozumiem zupełnie, co ma ilość dzieci do bycia fajnym, i myślałam, że Aleksander jest smutny z powodu urodzin Alice.
    Przepraszam, nie mam sił, czasu ani głowy, żeby napisać konstruktywny komentarz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo wyglądał ewidentnie, jakby był w ciąży, ale chciałam jak najdłużej potrzymać Was w niepewności i kombinowałam z fabułą, jak mogłam, żeby to zakamuflować i żeby efekt zaskoczenia był większy - po reakcjach czytelników widzę, że dałam radę xD

      OMG, Margaret jako Dee Dee, zupełnie o tym nie pomyślałam! To by było genialne! Ale już za późno, mam za dużo nagranych odcinków. D:

      Zrozumiesz, jak będziesz w związku małżeńskim, i otoczona kuzynostwem w związkach małżeńskich, z których wszyscy już mają dzieci, tylko TY NIE.

      A Aleksander jest Aleksander, kto go tam rozumie...

      Tym bardziej dziękuję i doceniam <3

      Usuń
  8. podejdź no do płota - czeka Cię przy potomstwie robota!

    OdpowiedzUsuń
  9. MARGARET DZIECKO UCIEKAJ DŻENDERY D: Oh wait, urodzenie się w takiej rodzinie to taki hardkor, że dżendery to dla niej nic.
    Odczuwam więź psychiczną z Arthurem motzno. <3 Też jestem bucem <3
    Weee zgadłam! Toć ten bul wymalowany na twarzy jednoznacznie wskazywał na niekomfort tylnych okolic korpusu dolnego.
    Nie lubie tych bliźniaków. Są... dziwni tacy. Pogódź się z tym, że Lucy ma lepsze dzieci, Kasandro. Siusiak ci między pośladki, Kasandro.
    (Apropo trunku powitalnego, ja tylko grzecznie herbatkę. Jestem grzecznym gimbusem. A Daniels jest niedobry. Znaczy ten yyy mame mówiła O:) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Margaret generalnie nie jest pod wrażeniem otaczającej ją patologii, dzielna dziewczyna.

      Dobrze, że Arthur ma przynajmniej jedną wielbicielkę, która się z nim identyfikuje :D

      A więc też wygrywasz ten sam nieśmieszny dowcip, gratulacje!

      Właśnie, Kasandro, deal with it, jak Lucy i Malcolm robią dzieci, to nie ma członka męskiego w miejscowości poniżej dziesięciu tysięcy mieszkańców! (a tak serio, jeszcze nie widziałaś dziwnych bliźniaków)

      (herbaciana pjona! i dobrze Ci mame mówiła, Daniels to zło, piję go tylko z colą. i z lodem. i z cytrynką. i bez Danielsa.)

      Usuń
  10. Ileż rzeczy się tu dzieje! Matko, córko i kocie! Nie ogarniam tej kuwety! Malcolm w ciąży to, moim zdaniem, idealne podsumowanie i opis tej patolo... specyfiki świata. I nie mogę powiedzieć, że się nie spodziewałam.
    Jak dla mnie to za mało Ali i Ola, no i cycki się skończyły... ale i tak- daję okejkę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, Landgraabowie nieustannie kradną show, bo mają przewagę liczebną i w ogóle robią, co w ich mocy, żeby szajn brajt lajk e dajmont, więc blade perypetie jedynej słusznej dziedziczki schodzą na dalszy plan :C Ach, świat tak bardzo patolo... specyficzny.

      Usuń

Fajnie, że jesteś! Możesz napisać mi komcia, korzystając z tego oto miniporadnika formatowania:

[b]tekst[/b] - pogrubienie
[i]tekst[/i] - kursywa
[a href="www.jakaśstrona.pl"]tekst[/a] - link ukryty

Zamiast nawiasów kwadratowych [] wstawiamy nawiasy ostre <>

Polecany post

Sims 4 - Legacy Challenge - prolog

Dziś będę odtwórcza  mam dla Was coś niesamowitego - Legacy Challenge dla Sims 4! Zainspirowana Projektem "Prokrastynacja" mego ...

Facebook

Blogger

Subscribe