Jak wiecie, Figa znów się rozmnożyła, a ponieważ jej potomstwo ma już dokładnie dwa tygodnie, (a więc tyle, ile minęło od ostatniej aktualki na blogasku, co za wstyd), to doskonały moment na Zwierzenia! I tak, w tytule posta jest Śmierć. Ale się nie bójcie, to tylko chwyt marketingowy. No... poniekąd.
Czas mija, kotki rosną, więc pewnego dnia wzięłam i posprawdzałam im płcie - okazuje się, że mamy na stanie dwa kocurki i trzy kociczki. Oprócz tego pomioty zrobiły się nieco bardziej ruchliwe i w końcu przestały wszystkie wyglądać tak samo, a nawet zaczęły przejawiać pewne indywidualne cechy charakteru, co oznacza, że można nadać im robocze imiona! Co też uczyniłam.
Pamiętacie zapewne, co się działo w poprzednich Zwierzeniach i jaką podjęłam decyzję w sprawie kociego rozrodu. Oczywiście, moja decyzyjność jest, jak zawsze, bezbłędna i natychmiastowa - nim zdołałam znaleźć bardziej odpowiedzialnego weterynarza niż ostatnio, który byłby godzien podjęcia się sterylizacji mojej ukochanej córci, Figa znów zaczęła chodzić z brzuchem - nawet nie wiem, kiedy. Oh well.
To nie będzie wesoły post. Nie będzie też zawierał zbyt dużej ilości zdjęć. I będzie dotyczył ciąży Figi, którą się pochwaliłam najwyraźniej przedwcześnie. Możecie się zatem domyślić, co się zadziało. Zacznijmy jednak od początku.



