Sims 4 - Legacy Challenge - Pokolenie #3 - Trudne początki i niejednoznaczny koniec

20:16

 Rozpoczynamy opowieść o niesamowitych dziejach już trzeciego pokolenia naszego Legacy Challenge, na czele którego w poprzednim odcinku oficjalnie stanął buc Arthur. Po pierwsze - popatrzmy na jego wytyczne!


Zasady dziedziczenia:
Prawo płci: równościowe - dziedziczyć może zarówno chłopiec, jak i dziewczynka
Prawo więzów krwi: tradycyjne - pierwszeństwo w dziedziczeniu mają dzieci "z prawego łoża", w kolejności starszeństwa
Prawo dziedzica: wzorcowe - dziedziczyć może dziecko, które posiada wymaganą cechę (Geniusz)
Prawo gatunku: tolerancyjne - rasa dziecka nie ma wpływu na jego możliwość dziedziczenia
pełen zestaw w j. angielskim - tutaj

Wyzwanie dla pokolenia nr 3:
Stan cywilny: singiel + troje pomocników-współlokatorów (tzw. "pełna chata")
Liczba dzieci:
Kariera dziedzica: naukowiec   LOL
Kariera pierwszego pomocnika: właściciel sklepu
Kariera drugiego pomocnika: stolarz
Kariera trzeciego pomocnika: biznesmen (inwestor)
Osiągnięcie pokoleniowe: tematyczna wystawka - mieszkańcy na terenie posesji muszą stworzyć tematyczną wystawę złożoną z dziesięciu przedmiotów własnoręcznie stworzonych lub zdobytych, zawierającą przynajmniej jeden rodzaj przedmiotów kolekcjonerskich
Dodatkowy smaczek: urlopowicz - jeden z mieszkańców musi raz w tygodniu wziąć urlop w pracy
pełen zestaw zasad w j. angielskim - tutaj
Maszyna losująca do zasad wyznania dla Sims 4 - tutaj

Przypomnijmy: zasady dziedziczenia się nie zmieniły, bowiem pozostają takie same dla wszystkich pokoleń; natomiast wytyczne wyzwania są już indywidualne dla każdego pokolenia. Spójrzmy zatem, co tym razem się trafiło. 

Przede wszystkim - Arthur wylosował karierę naukowca. 
:D:D:D:D:D  OMG TO PRZEZNACZENIE 

I istotnie, na stan cywilny przypada Full House; ktoś mnie o to pytał, a ja twierdziłam, że nie, nie wiem czemu, nie ogarnęłam, whatever, w każdym razie: polega to na tym, że dziedzic musi pozostać singlem - znowu - podczas gdy jego trzech pomocników może się parzyć w dowolnych konfiguracjach. Jednym z towarzyszy dziedzica w niedoli jest, jak już wiemy, Oscar; pozostałe dwa miejsca przyjęły Anabelle i Alea, które już zostały zaproszone do zamieszkania w mocno opustoszałej hacjendzie Astronomo(no)vów (nigdy jeszcze nie miałam tylu wolnych pokoi, smuteg). 

Na tę trójkę wspaniałych przypada jeden zawód "klasyczny" - czyli biznesmen - oraz dwa zawody "wolności i swobody" - a więc stolarz, który w zasadzie siedzi w domu i rzeźbi (jak Nina w pierwszym pokoleniu) oraz właściciel sklepu, który też może swój sklep prowadzić, kiedy mu się zachce. Zawody naukowca i sklepikarza to nieznane tu jeszcze novum, które wprowadził poprzedni dodatek Witaj w pracy - w przyszłym odcinku zapoznamy się z nimi bliżej.

Jeśli chodzi o wystawkę, to mam nadzieję, że dobrze zrozumiałam tę wytyczną - trzeba z przedmiotów wytworzonych przez Simów (typu obrazy, rzeźby czy wyhodowane rośliny) oraz przedmiotów kolekcjonerskich (typu figurki, kryształy czy skamieliny) stworzyć ładną kompozycję i postawić gdzieś w chacie; przy czym przedmioty wytworzone muszą być co najmniej doskonałej jakości. He he.

Urlopowiczem natomiast może zostać jedynie Sim wykonujący "klasyczny" zawód wymagający regularnego chodzenia do miejsca pracy - a więc albo naukowiec, albo biznesmen. A ponieważ możemy się domyślić, że Arthur przenigdy nie opuści wymarzonego miejsca pracy z własnej woli, notorycznym dezerterem z miejsca pracy będzie... Alea, której pasją była przedsiębiorczość i która tym samym jest świetną kandydatką na posadę bizneswoman. W swych dniach wolnych nie będzie jednak gnuśnieć, a uda się z pomocą do sklepu Oscara - który niestety nie zostanie komikiem, ale za to będzie mógł sprzedawać kiepskie żarty. Anabelle natomiast będzie pracować stacjonarnie w domu, bowiem dzięki temu będzie mogła wytwarzać rzeźby, jak i zbierać przedmioty kolekcjonerskie potrzebne na wystawkę; to ostatnie przyjdzie jej tym sprawniej, że ma aspirację Kustoszka.

Zanim jednak zobaczymy, jak młodzi odnajdą się w narzuconych im normach, przyjrzymy się wstępnie temu, co oferuje nam nowy dodatek Spotkajmy się.

Przede wszystkim mamy nowe miasto - Windenburg, które jest śliczne i bardzo europejskie - mamy do czynienia niejako z holendersko-skandynawsko-angielsko-francusko-germańską mieszanką miejsc oraz stylów architektonicznych - a poza tym jest naprawdę ogromne! Połacie wolne od ekranów ładowania, po których Sim może się poruszać, są wręcz niewyobrażalnie wielkie. Właściwie aż do przesady, ciągle się gubię, ale za to jak to bajecznie wygląda! Kamieniczki są przeurocze, brukowane uliczki takoż, a w innej części miasta, której dziś Wam niestety nie pokażę, jest pałacyk państwa von Düch z gigantycznym ogrodem, ruiny zamku i klif, z którego podobno można nawet wypatrzeć morskiego potwora.

Windenburg pełen jest kawiarni, pubów i klubów nocnych oraz innych przybytków uciech - i nic dziwnego, w końcu w tym dodatku chodzi o spotykanie się. Jeśli sądziliście, że do tej pory Sims 4 było nastawione głównie na interakcje międzysimowe, to teraz jest takie do kwadratu, ponieważ pojawia się zupełnie nowa opcja - tworzenie klubów. Zakładanie klubu obejmuje sporo rozbudowanych opcji wyboru - od szczegółowych wytycznych dotyczących cech potencjalnych członków, po klubowy ubiór i dekoracje siedziby. Wybieramy również interakcje, których wykonywanie jest w naszym klubie mile widziane - następnie, podczas spotkania grupy, przy wykonywaniu wybranych czynności klub zdobywa punkty, które można przeznaczać na kolejne ulepszenia siedziby, kostiumów czy nawet nastrojów panujących w grupie.

Przykładowo: grupa Ideałów, zawierająca wyłącznie osoby piękne, młode i znakomicie ubrane, ma swoją siedzibę na miejskim basenie, za drzwiami, w które należy zapukać w specjalny, umówiony sposób. Na spotkaniach Ideały zajmują się przymierzaniem strojów, piciem kawy oraz... podłym zachowaniem w stosunku do grupy Renegatów. Tymczasem Renegaci to niepokorni buntownicy; skórzane kurtki są obowiązkowym elementem ich stroju, mają również swoje tajemne klubowe powitanie. Na swoich spotkaniach zajmują się byciem złośliwymi dla wszystkich, sabotowaniem obiektów (na przykład zatykaniem toalet) i... podłym zachowaniem w stosunku do grupy Ideałów - a więc jest to obraz klasycznego konfliktu towarzyskiego ze stereotypowego amerykańskiego hajskulu.

Oprócz tego mamy w mieście inne domyślne grupy - Rycerze Żywopłotu (kujony w zbrojach), Siłownicy (przystojni pakerzy) czy Awangarda (ważniaccy teoretycy literatury) i jeszcze sześć innych - mam nadzieję, że na przestrzeni wyzwania uda mi się przybliżyć choć jedną z nich.
Kilka widoczków z przestrzeni jednej (!) parceli:

 To najważniejsze nowości, jakie przynosi ten dodatek. Oprócz tego dostajemy też nowe umiejętności - didżejskie (!) i taneczne (!!!). Przyznam, że na te ostatnie napaliłam się, jak szczerbaty na suchary, bowiem zawsze brakowało mi w Simsach takiego skilla, i weź tu odgrywaj Step Up, jak umiejętność parkietowych wygibasów nie jest w żaden sposób stopniowana. A teraz? Istotnie, Simowie tańczą - nawet synchronicznie, w grupach do pięciu osób! - z każdym punktem umiejętności ucząc się nowych, wyczesanych kroków, w tym nawet wymachiwania świecącymi kulami na sznurkach (taniec poi, bijacz!) - ale jak chciałam sobie wykoksać supertancerkę, okazało się, że najwyższy poziom umiejętności to 5, i nawet nie pokazał się ekran mówiący o osiągnięciu mistrzostwa. Więc - albo to bug, albo ten skill jest podle oszukany, a wtedy EA powinno się wstydzić, bo tworzenie niedorobionych umiejętności to straszliwe chamstwo.

Tymczasem didżejstwo to nawet zawód - i to nie byle jaki. Kiedy wybieramy się na imprezę do klubu, w którym DJ zapodaje tłuste bity, wszyscy wspaniale bawią się na parkiecie; ale standardowego DJa o określonej godzinie zastępuje DJ-gwiazdor tej imprezy, w motocyklowym kasku na głowie, który poza puszczaniem kolejnych piosenek zajmuje się również efektami specjalnymi (dymy, lasery i konfetti!) oraz zagrzewaniem Simów do balangi all day all night.

Z nowości w kategorii rozwoju Sima otrzymujemy również nową aspirację - Przywódca stada (zostań przywódcą best klubu ever) oraz nowe cechy: Klubowicz (bywalec klubów) i Mistrz parkietu (naturalny talent do tańca).

Pojawiają się również nowe interakcje związane z kontaktami międzyludzkimi: Wymień się numerami - nowa opcja flirtu, Zapytaj o... - w której możemy zapytać Sima o jego opinię na temat innego Sima, a także Spiknij z... - w której możemy polecić Simowi innego Sima, a wówczas rozpocznie on rozmowę ze wskazaną osobą, a na koniec pochwali się, jak mu poszło i czy coś z tego będzie! (co prawda tylko na tablicy powiadomień, ale zawsze)

Oprócz tego mamy garść obiektów uprzyjemniających imprezowanie w miejscówkach Windenburgu - gry barowe, parkiety taneczne i konsolety DJskie, duże ogniska, odkryte baseny ze skałkami do skakania, a także garderoby i... krzaki.

A w garderobach i krzakach można robić puci-puci-pałą!!!1 *V*
I to obejrzycie jeszcze dzisiaj, więc chyba już czas, aby rozpocząć opowieść. 

Nowy rodzinny skład został wyrzucony na ulicę. Dlaczego? Bo Simsy, dlatego.

- Nie wiem, jak się tu znaleźliśmy.

Skoro jednak tak się już stało, postanowiłam skorzystać z okazji, że w domu nikogo nie ma i zrobić mały remont. Wait, what?

 - Tyle obiektów kolekcjonerskich na zmarnowanie.

Dobrze przeczuwasz, Mandark, mimo że nie mam pojęcia, co ty tu robisz. Ale tak - chociaż Cosmo gromadził te żaby od wielu dni, najwyraźniej jednak ich nie potrzebował, skoro nie zabrał swego zbioru do nowego domu - więc płazy poszły na handel, abym mogła zrobić to:

 Zamieniłam pokój po kosmicznych pomiotach na dwa pokoiki dla Anabelle i Alei - ponieważ nie zamieszkały one w tym domu w charakterze partnerek romantycznych chłopców, a raczej jako pomocne przyjaciółki. Przynajmniej na razie. 

Arthur i Oscar zachowali swoje pokoje w stanie nietkniętym.

 Natomiast pokój Alice, w którym teraz rezyduje również jej nareszcie-mąż, uległ zmianie jedynie o tyle, że dostawiłam drugi komputer - no bo Aleksander też jest pisarzem, a emerytura nie oznacza końca pracy stacjonarnej.

 Wyrwani ze snu domownicy mogli więc już wrócić do środka i nieco się pokrzepić resztkami z urodzinowych tortów.

 Jedynie Aleksander ułożył się do tymczasowego snu, był bowiem bardzo nieswój po spektakularnej nocy poślubnej - a jest to stan w jego wieku mocno zagrażający życiu. Trochę głupio by było, gdyby umarł zaraz na początku odcinka, nawet jeśli byłaby to śmierć z miuości.

A gdzie jest Anabelle?

 - Nieźle się zaczyna.

Anabelle nie jest jeszcze obeznana z tradycjami tej rodziny, według których po imprezie zawsze sprząta niewidzialna ręka rynku, względnie innego bóstwa. Nie wróży jej to najlepszej przyszłości w tym domu. Ale przynajmniej ewentualna nieteściowa ją lubi.

 - Powiem wam chłopaki, że fajne macie te swoje dziewczyny!
- To nie są nasze dziewczyny, mamo. I przecież jeszcze nie zdążyłaś ich poznać.
- No dobra, ale ładne są chociaż.
- Płytkość twojej oceny mnie przeraża.

Tymczasem Alea znienacka natknęła się na byłego mieszkańca tego domostwa.

- Dzień dobry! Podobno jest pan dziadkiem Arthura, miło mi pana poznać!
- O RLY?
 
- A więc jesteś kolejną kosmiczną abominacją, która dotknęła ten dom?
- O, jaki pan uprzejmy!

W ten sposób dowiedzieliśmy się, że Mandark w głębi ektoplazmy jest ksenofobem. Skąd ten wniosek?
Za sprawą dodatku Witaj w pracy Simy podczas rozmowy potrafią rozpoznawać, czy ich rozmówca jest kosmitą. Po poczynieniu tego odkrycia dostają jeden z dwóch nastrojników: albo do pewności siebie (wow, poznałem przedstawiciela obcej rasy, ale super!!1), albo do złości (o borze, to kosmita, czego on chce od mojej planety?!).

Niby nie trzeba być geniuszem, aby zidentyfikować kosmitę, który zupełnie nie maskuje swojego obcego wyglądu, no ale Mandark to szczególny geniusz i wyciągnięcie takiego wniosku jednak go szokowało. I wydobyło wewnętrznego rasistę. Nie, żebym była zdziwiona.

Potencjalny konflikt na linii simludzkość - obca cywilizacja obserwowali Arthur i Aleksander.


- Psst, Arthurze, co to właściwie jest abominacja?
- To taki... wyszukany komplement. Rozmawiajcie dalej, nie przeszkadzajcie sobie.

- Synu, obawiam się, że zachowałeś się jak buc.
- Nie widziałeś mnie jeszcze w dobrej formie.
- Podsunąłeś kosmiczną koleżankę rasistowskiemu duchowi dziadka!
- Ale zobaczysz, jak teraz będzie wesoło!
- Nie, jednak pasuję.

- Skąd się tu wzięłaś, kosmiczna smerfetko?
- Pana wnukowie poprosili mnie, abym tu zamieszkała i pomogła im w walce z rodzinną klątwą wyzwania.
- Co, tak po prostu?
- No... tak?
- Dzisiejsza młodzież... za moich czasów trzeba było do tego być małżeństwem, a dziś wystarczy raz spotkać pierwszą lepszą kobietę, żeby na drugi dzień zaprosić ją pod swój dach!

Tak, Mandark, bo to zupełnie inaczej, niż ty poznałeś Ninę, prawda. 

- Ekhm... słyszałam, że za życia był pan tajnym agentem! Czy to ciekawa praca?
- Co takiego?

- Skąd o tym wiesz? Jesteś szpiegiem sixamskiego wywiadu?
- Chwileczkę, spokojnie...
- Już tu było dwóch takich, co zbierało informacje dla swojej planety, żeby móc szczegółowo zaplanować inwazję! Nic ze mnie nie wyciągniesz, choćbyś mi groziła sondą analną!
- Ale przecież wszyscy w rodzinie wiedzą, że był pan tajnym agentem...

- Ach tak, więc już ich przekabaciłaś na swoją stronę?!
- What

- Co się stało z tą rodziną, czy oni wszyscy już powariowali, mieszkając z kosmitami w jednym domu, czy już wystarczy jedna, atrakcyjna poniekąd, obca forma życia, żeby moim wnukom w głowach się poprzewracało?! Nie wytrzymam tu ani chwili dłużej!

- Och, w takim razie... miło mi było pana poznać?
- Bynajmniej, moja droga.

No to... to może przerwa na występ Chóru Udręczonych Głosów?

Chór Udręczonych Głosów: (śpiewa)
Miła, dzielna Alea stara się jak może,
lecz i tak jest wzięta za złą szpieżkę, niebożę.
Nietolerancja Mandarka jest tak oczywista...
że już wiemy, po kim Arthur jest bucem i rasistą.

Tymczasem Oscar wykonuje poranne czynności z zatrważającym skutkiem.

No świetnie.

Jak na komendę wszystkie urządzenia sanitarne we wszystkich trzech łazienkach wzięły i się popsuły. Ciekawe, kto teraz będzie je naprawiał, skoro nie ma już Malcolma ani Lucy?

A, zaraz - w nowej aktualizacji EA wzbogaciło Sims 4 o ludzi do wynajęcia - majstra oraz ogrodnika! 

I teraz można potraktować tę nowość jako szklankę do połowy pełną - czyli wow, wow, jaka wypasiona aktualizacja, dwie nowe profesje w rozgrywce, dwa nowe NPCe, które można wezwać telefonicznie, i to zupełnie za friko! Ale można też spojrzeć na to z następującego punktu widzenia...

Te opcje powinny być dostępne domyślnie w podstawowej wersji gry, a nie dopiero z racji łaskawego uzupełnienia w aktualizacji, goddammit! Jak można wypuścić na rynek grę, do której połowę rzeczy dorabia się niespiesznie po premierze, w tempie trzy funkcje rocznie?!

No ale to nieważne, Atronomo(no)vom mechanik nie jest potrzebny.


No co, Anabelle i tak musi sobie wykoksać umiejętność majsterkowania, żeby móc pracować jako stolarz... bo kto inny miałby się tym zająć? Chyba nie pracownicy umysłowi typu Arthur? Czy może artyści pisarze pokroju...

... tak. Nic się nie przejmuj, Aleksandrze, oczywiście, że kibel sam się odetka.

Podczas gdy klozet za sprawą Anabelle zaczyna nabierać pierwotnej funckjonalności, ship Oscaela zaczyna nabierać rumieńców.

- Wyobraź sobie, że duch twojego dziadka wziął mnie za szpiega obcej cywilizacji.
- No coś ty!
- Poważnie, mówił że na pewno chcę dokonać inwazji i takie tam...

- Cóż, po części miał trochę racji.
- W czym? W dokonywaniu przeze mnie inwazji?

- No, masz w tym już niejakie doświadczenie...
- Co?
- Ależ tak, dokonałaś już paru inwazji...
- O czym ty mówisz?

- O inwazji moich myśli!
- Ojej, naprawdę?

- A zaraz potem dokonałaś inwazji mojego serca.
- Jesteś uroczy. Ale wiesz, przed inwazją powinieneś się bronić.

- Wobec ciebie jestem bezbronny jak niemowlę.
- Och, przestań już.
- A ty?
- Jestem uzbrojona po zęby, jak na najeźdźcę przystało.
- Nie o to pytałem.
- A o co?

- Pozwolisz mi dokonać inwazji w rewanżu?
- Poniekąd już ci się udało...

Wtem! pojawia się mistrzyni drugiego planu.

:C

Nie martw się, Anabelle, na rozwój twojej relacji uczuciowej też przyjdzie pora!

- Na razie wystarczą mi pyszne naleśniki pani Alice.

Apropos pani Alice, jak się miewa nasza młoda mężatka?

- Przepraszam, że pytam, ale czy istnieje jakaś szansa, aby pani syn zmienił zdanie co do przedstawicieli cywilizacji pozasimziemskiej?
- Rozumiem, że wyrażał się o nich niechętnie.
- Kiedy mieliśmy po dziesięć lat, powiedział mi, że nie jest fanem inseminacji przy pomocy sond analnych, ale kiedyś się zrewanżuje, przeprowadzając badania na obcych formach życia mojego pokroju.
- Brzmi jak typowy Arthur.
- Myśli pani, że zrezygnował z tego poglądu?
- Nie wydaje mi się.

 - Poznałaś już ducha dziadka Mandarka, więc możesz się domyślić, że taki zaściankowy punkt widzenia jest poniekąd genetycznie charakterystyczny dla, powiedzmy, geniuszy ich pokroju...
- Rozumiem. Ale czy fakt, że Arthur wychowywał się z kuzynami pochodzącymi z kosmosu, nie miał wpływu na jego poglądy?
- Tak naprawdę nie nawiązał z nimi kontaktu bliższego, niż było to konieczne ze względu na więzy rodzinne.
- Aha.

- Właściwie przez długi czas był przekonany, że obecność Astro i Cosmo w tym domu nie zwiastuje niczego dobrego, a wręcz jest początkiem straszliwej kosmicznej inwazji, podczas której zbombardują okolicę strzałami z wielkich plazmatycznych laserów czy czegoś w tym stylu...
- Och.
- Nie dziwię się więc, że w rewanżu był gotów kroić obywateli obcej planety w celu dokonania szczegółowej wiwisekcji...

- Ale nie przejmuj się tym, Oscar jest już zupełnie normalny.
- Nie mogę powiedzieć, żeby mnie pani uspokoiła, ale dziękuję.

Alea oddaliła się pospiesznie, dając tym samym nowożeńcom chwilę prywatności.

- Powiedz mi, moja świeżo poślubiona żono, czy po dzisiejszej nocy możesz osobiście potwierdzić prawdziwość opowieści "Stary człowiek i może"?

- Na pewno stary człowiek może mieć wysokie mniemanie o swoich rzekomych umiejętnościach...
- Co?

To może zobaczmy, co tam u dziewczyn. Anabelle nieco zmieniła styl ubioru, aby lepiej sprostać stojącym przed nią zadaniom.


- Jestę traperę.

Zaczęła od wycieczki po okolicy w celu wykopania maksymalnej ilości kolekcjonerskich przedmiotów - zarówno ze względu na swoją pasję, jak i z poczucia obowiązku wobec wytycznych wyzwania.

Tymczasem Alea zdecydowała się wykonać internetowy test rekrutacyjny do firmy z branży szeroko pojętego biznesu.

- Wow, 536 pytań, serio?

Trzy godziny później...

- Och, tu jest jeszcze jedna strona...

Trzy kolejne godziny później... 

- Jakie ma znaczenie, kto był trzydziestym siódmym prezydentem Stanów Zjednoczonych?! Chyba muszę się odstresować.

- Płoń, autorze testu rekrutacyjnego.

W międzyczasie dotychczasowa dziedziczka przeżywa kryzys wieku powyżej średniego.

- Jestem starą raszplą.

- Ale przynajmniej zdążyłam złapać męża.

Po dojściu do tak miłego wniosku, Alice pospieszyła do obiektu swoich głębokich rozmyślań.

- Właśnie sobie uświadomiłam, że mimo tego wszystkiego, co się z nami działo, jednak będziemy ze sobą razem aż do śmierci!
- Śmierć zazwyczaj nie jest powodem do radości, wiesz?
- Oj, no wiem.

- Ale to takie cudowne, że nareszcie jestem twoją żoną!
- Cudowniejsze jest to, że w końcu mogę się nazywać twoim mężem!

*małżeński przytulas*

- Starość jednak nie jest taka zła.

Na pewno nie wtedy, kiedy jest wspólna, moje słodziaki.

Wspominałam już, że rodzinka ma awarię we wszystkich łazienkach?

- To nocne sprzątanie naczyń chyba faktycznie było prorocze.

Nie przejmuj się, Anabelle, zobacz, w nagrodę znowu przebudowałam ci pokój!

Połączyłam pokoiki dziewczyn zgrabnym łuczkiem z zasłonkami, żeby czuły się raźniej.

W ten sposób będą mogły bez problemu się odwiedzać i ze sobą rozmawiać... nie opuszczając stanowisk pracy.

- UCH, czy to drewno musi być takie drewniane?

- To cecha drewna, kochana, inaczej nie mogłoby być dobrym materiałem do wykonywania rzeźb w drewnie.
- Ale jest takie twarde, i wredne, i pełne drzazg, które się wbijają, i sypie pyłem i trocinami, i potem jest syf na cały pokój...
- Hm, to dokładnie tak, jak przy rzeźbieniu w drewnie.

- Nienawidzę tego wyzwaniaaaa...
- Pocieszy cię, jeśli ci powiem, że do twarzy ci w brązie?
- Sugerujesz, że drewno to moje przeznaczenie?
- Na pewno jest naturalne. He he.

- Zobaczymy, co powiesz, jak będziesz musiała zamiatać.

Podczas gdy dziewczęta pracowały nad pomyślnym rozpoczęciem kariery...

Chłopcy starali się, aby... no, nie wiem.

Doceniamy twój wkład w rozwój domu i rodziny, Oscarze.

Na szczęście ktoś wciąż pracuje na te męskoosobowe darmozjady.

- Czy uważasz, że w notce wydawniczej powinienem być przedstawiony jako facet, który nie boi się podejmowania kontrowersyjnych tematów, czy jako ten, kto potrafi poruszać wrażliwe kwestie z właściwą sobie delikatnością?

- Jako najwspanialszy mężczyzna na świecie.
- Aww <3

Wróćmy jednak do obecnych dziedziców. 

Powiedzmy, że fotografowanie Anabelle na schodach to taki mój fetysz.

No ale tak poza tym - nie wygląda na to, żeby dobrze znosiła heroicznie podjęte wyzwanie. Nic się nie bój, dziewczyno, twój niedoszły men na pewno będzie potrafił cię pokrzepić!

- Załatwimy to szybko.

Arthurze, nie podoba mi się twój wyraz twarzy...

- Nie podoba mi się twój wyraz twarzy.
- Chciałbym omówić z tobą pewną kwestię.
- Akurat teraz? Mam w obu rękach po trzydzieści drzazg różnej długości, chciałabym po prostu coś zjeść.
- To zajmie tylko chwilę.
- Naprawdę?

- Uważam, że powinnaś zostać matką mojego dziedzica.
- Wow, to takie... bezpośrednie?
- To będzie czysty układ, zaspokoję wszystkie twoje potrzeby.
- Och, więc jednak mówisz serio...
- Zanim zaczniesz bezpodstawnie protestować, pozwól mi...
- Bezpodstawnie?
- ...pozwól mi najpierw wyjaśnić zasady umowy, którą zawrzemy.
- Zawrzemy?!

- Sprawa wygląda następująco: oczywiście zapewniam tobie i dziecku dach nad głową z wszelkimi wygodami, pięć zbilansowanych posiłków dziennie, pokrywam wszelkie koszty waszego życia w tym domu oraz oferuję dodatkową kwotę na ponadprogramowe wydatki. W zamian ty rodzisz moje dziecko. To chyba uczciwa wymiana.
- Ty ciągle mówisz serio?
- Nie rozumiem?
- Arthur, czy ty zdajesz sobie sprawę, co ty proponujesz?
- Ależ oczywiście, spisałem reguły tego układu, rozpatrując każdy punkt w najdrobniejszych szczegółach.
- I myślisz, że to wystarczy, żebym się zgodziła?!
-  Cóż, to byłoby całkiem rozsądne wyjście z twojej strony.
- Rozsądne?! Czy ty masz jakiekolwiek pojęcie o tym, jak wygląda jakikolwiek międzyludzki związek?!

- Rany, kobieto, a kto mówi o związku? Zaproponowałem ci czysty układ!
- Dobry Simboże.
- Poza tym sama przecież mówiłaś, że nie jesteś wielbicielką związków, więc twoja obecna reakcja jest nieco nieadekwatna.
- Bo... sama nie wiem, zgodziłam się tu zamieszkać, bo sądziłam, że jesteś inny.
- Sprecyzuj słowo "inny".

- Arthur, przyszłam tu z własnej woli, bo mnie o to poprosiliście, zdecydowałam, że pomogę ci z tym wyzwaniem, odtykam kible, myję gary po imprezie, uczę się stolarki tylko po to, żeby ci pomóc, bo mi na tobie zależy, rozumiesz, i myślałam, że tobie jednak trochę też, a ty...
- Otóż to, sama chciałaś wziąć udział w tym wyzwaniu, więc czemu teraz mi odmawiasz?
- Sugerujesz, że powinnam pozwolić ci się zapłodnić, bo to teraz mój obowiązek?!
- Sądziłem, że wyraziłem się wystarczająco jasno.
- Ale czy ty nie słyszysz, że to brzmi jak propozycja szaleństwa?

- Daj spokój, Anabelle. To przecież w sumie jeden strzał. Bang! i jesteś w ciąży!
- Jesteś zwyczajnie obrzydliwy.
- Nie rozumiem, przecież mogę zapewnić ci wszystko, czemu ten układ ci się nie podoba?
- Może dlatego, że traktujesz mnie jak inkubator, a nie człowieka?

- Ale bycie geniuszem nie wystarczy, żebyś mógł to zrozumieć.
- Ale... przecież...

- Przecież do tej pory wystarczało. :c

Borze, Arthur, wiadomość z ostatniej chwili - jednak nie jesteś bucem! 

JESTEŚ DUPKIEM.

Chór Udręczonych Głosów: (śpiewa)
Arhurze, nie sądzisz, że jednak nie masz racji,
w pragnieniu beznamiętnej tej inseminacji?

Spójrzmy może na tę bardziej udaną parę. Oscar bez zapowiedzi przyszedł do pokoju Alei, odrywając ją od pracy swoim smutkiem.

- Co się stało, Oscarze? Nie mogę pracować, kiedy tak emanujesz smutkiem.
- Chciałem się ciebie poradzić, w końcu ty najlepiej znasz się na biznesie.

- Pamiętasz, jak chciałem zostać komikiem? A wiesz, bycie komikiem to nie jest takie z dnia na dzień, że o, dzisiaj sobie obierasz marchewkę, a jutro stwierdzasz "od dziś jestem komikiem", to kwestia wielu wyrzeczeń, tygodnie ćwiczeń, zapoznanie z fachową literaturą, a czasem nawet płaszczenie się przed sławnym wujkiem...

- ...ale potem przychodzi takie wyzwanie pokoleniowe, i rozszarpuje cię na strzępy, i wszystkie twoje plany i lata ćwiczeń biorą w łeb, bo wyzwanie mówi, że masz iść do zupełnie innej pracy, niż ta, do której się przygotowywałeś, no i idziesz do tej pracy, w której absolutnie nie przydadzą się żadne z umiejętności, które dotychczas pielęgnowałeś, ani nic, nigdy, musisz się kompletnie przebranżowić, bo tak powiedziało wyzwanie...

- ...i niby masz przed sobą jakieś perspektywy rozwoju, ale co to właściwie jest za rozwój, który przebiega w zupełnie innym kierunku niż ten, który dawno temu uznałeś za właściwy, a teraz musisz dzióbdziać w branży, która nigdy nie przyszła ci na myśl, nie dlatego, że jesteś mało inteligentny albo się nie nadajesz, tylko dlatego, że zupełnie cię ona nie interesuje i w związku z tym nie wiążesz z nią przyszłości, ale wyzwanie mówi wyraźnie "masz to robić, bo tak ", no i będziesz się męczyć z tym wyborem do końca życia, bo tak...

- Czyli rozumiem, że nie masz pomysłu na sklep?
- KOMPLETNIE NIE MAM POMYSŁU NA SKLEP CZY TO AŻ TAK WIDAĆ?
- Trochę.

- Ale nie musisz otwierać działalności z dnia na dzień.
- Jak to?
- Przecież ja, Anabelle i Arthur lada chwila zaczniemy pracować i na pewno będziemy świetnie zarabiać. Poza tym mama Arthura oferuje nam spore rodzinne oszczędności. Możesz jeszcze spokojnie się zastanowić, jak powinieneś ukierunkować swoją potencjalną sprzedaż.

- Poza tym jesteś bystrym, inteligentnym facetem, na pewno szybko coś wymyślisz.
- Naprawdę myślisz, że jestem inteligentny?
- Oczywiście! I jeśli tylko będziesz chciał, to pomogę ci wybrać najlepszą opcję z marketingowego punktu widzenia. A na razie się nie przejmuj. Możesz sobie ewentualnie poszukać jakichś inspirujących przykładów w internecie, a później będziemy się nad nimi zastanawiać.

- Podoba mi się twój pomysł.
- Tak myślałam.

No, to było do przewidzenia, że Oscar będzie za tym, aby maksymalnie wydłużyć okres swojego bumelanctwa.

A teraz uwaga - dowód na to, że Arthur jednak ma jakieś uczucia - na przykład uczucie wstydu!

Tak, to jest Arthur. Schował się pod kołdrę po ostatniej rozmowie z Anabelle. Wiecie, co to oznacza?
Jeśli się wstydzi, to znaczy, że wie, że powiedział coś głupiego. A jeżeli wie, że powiedział coś głupiego, to znaczy, że zrozumiał negatywną reakcję Anabelle. A to znaczy, że ma w sobie jakiś ułamek empatii! Więc może jednak jest dla niego jakaś nadzieja!

Tymczasem była dziedziczka uraczyła mnie tęczowym ekranem informacyjnym.

Otóż osiągnęła mistrzowski poziom umiejętności pisania! Jesteśmy z ciebie dumni, Alice!

- Ja jestem dumny najbardziej.

No oczywiście, że ty najbardziej, Aleksandrze.

Oprócz osiągnięcia mistrzostwa Alice napisała kolejne dwa tomy Świata Zysku.

A teraz lista dotychczasowych bestsellerów, które wyszły spod pióra Alice:
Stefan Koń i Kamień Filologiczny
Stefan Koń i Komnata Tendencji
Stefan Koń i Więzień Akcydensu
Stefan Koń i Czapka Gore (na złodzieju)
Stefan Koń i Zakon Feliksa (Wołoszyna)
Stefan Koń i Książę Półpłci
Stefan Koń i Inercja Śmierci
Władca Pielmieni - Drużyna Pielmienia
Władca Pielmieni - Dwa Talerze
Władca Pielmieni - Powrót Cebula
Pieróg czyli bez i z twarogiem
Anioły i diaboły
Kod Vincenta van Gogha
Świat Zysku - 359 tomów

W międzyczasie Arthur wylazł spod kołdry i, aby zagłuszyć dalsze wyrzuty sumienia, zajął się badaniami pod mikroskopem. Akurat w laboratorium Oscar zajmował się poszukiwaniem inspiracji dla swojego przyszłego sklepu.

- Oscarze?
- Tak?
- Czy dziewczyny są jakieś inne?

- No wiesz, biologiczne rzecz biorąc...
- Kwestie biologiczne są mi już znane, pytam raczej o... znaczy, czy to możliwe, że dziewczyny w działaniach mogą kierować się czymś innym, niż racjonalnymi argumentami?

- Jak by ci to powiedzieć... prawie wszyscy ludzie przed podjęciem decyzji kierują się rozmaitymi czynnikami poza racjonalnymi argumentami.
- Naprawdę prawie wszyscy?
- W zasadzie wszyscy poza tobą.
- Niewiarygodne. Jakie to mogą być czynniki?

- Zazwyczaj w grę wchodzą uczucia.
- Chyba żartujesz.
- Nie, Arthurze, to jest najzupełniej normalne. Ludzie zastanawiają się, czy to, co zrobią, na przykład, nie wyrządzi nikomu przykrości, czy kogoś ucieszy, czy sprawi, że będą szczęśliwi po podjęciu decyzji...
- Ależ to zupełnie nielogiczne. Po rozpatrzeniu wszystkich obiektywnych za i przeciw, popartych racjonalnymi argumentami z obu stron, nie powinno już pozostać miejsca na żadne wątpliwości. To doskonała strategia decyzyjna!
- Gdyby tak było, nie popełnialibyśmy błędów.

- Popełniacie błędy, bo kierujecie się emocjami. Ja, jak sam zauważyłeś, po rozpatrzeniu racjonalnych argumentów zdecydowałem się uwolnić od tego defektu, i dzięki temu jeszcze ani razu nie pożałowałem raz dokonanego wyboru.
- Ani razu? A to, co zrobiłeś Anabelle?
- Skąd wiesz, że chodzi o nią?
- Drogi kuzynie, nie pytałbyś mnie o różnice między mózgiem męskim a damskim, gdyby chodziło o twoją mamę, a dziewczyny poza Anabelle dla ciebie nie istnieją. Możesz mi powiedzieć, co się stało?
- Po prostu... przedstawiłem jej niezwykle atrakcyjny układ, zapewniłem o swoim zaangażowaniu i szczerości intencji, byłem gotów zapewnić jej komfort na czas realizacji tego projektu, a ona, tak jakby, kierowała się wyłącznie emocjami i była głucha na moje argumenty. Jej ignorancja była tak dotkliwa, że aż nawet zacząłem się zastanawiać, czy na pewno dobrze sformułowałem swoje postulaty! Rozumiesz coś z tego?
- Jaki to projekt?
- Spłodzenie dziedzica.
- ŻE CO
- Właściwie to doszedłem do wniosku, że Anabelle powinna być mi wdzięczna za tę ofertę. To jednak pewna nobilitacja, że zdecydowałem się na skrzyżowanie naszych genów, aby wypełnić najważniejszą wytyczną wyzwania.

- Czekaj. Chcesz powiedzieć, że tak po prostu zaproponowałeś jej, żeby urodziła twoje dziecko?!
- Czy wyraziłem się niejasno?
- Ja pergolę, Arthur, nie możesz tak po prostu mówić kobiecie, że chcesz ją zapłodnić!
- Ale to przecież prosty, czysto biologiczny proces, dlaczego wszyscy się tak tym emocjonują?
- Bo w przeciwieństwie do ciebie wiedzą, że do rozpoczęcia tego procesu potrzeba uczuć z kategorii romantycznych, bucu!!!
- Chcesz powiedzieć, że czegoś nie wiedziałem?!
- Jeśli to jest dla ciebie z całej tej rozmowy najważniejsze, to wyjdź stąd, zanim w imieniu Anabelle przybiję ci piątkę w twarz. I wróć, jak będziesz na nieco wyższym poziomie emocjonalnym, niż pantofelek, bo chyba nawet cyborgi mają więcej empatii, niż ty.
- Dobrze więc, niech tak będzie.

Oczywiście Arthur zrobił wyjście w wielkim stylu, zdobywając kolekcjonerski wydruk z mikroskopu, chociaż nie badał żadnej konkretnej próbki, geniusz zapaćkany.

Tymczasem Anabelle ukończyła swoją pierwszą rzeźbę, którą zatytułowała "Kto oswoi twoje dzikie konie?".

Może dla relaksacji zobaczymy, co słychać u Alice i Aleksandra?

No proszę, jak słodko! Też słyszycie w tle Can you feel the love tonight?

Btw, jak mi ktoś jeszcze raz nazwie Olka emocjonalnym taboretem, to zapytam, co w takim razie sądzi o Arthurze.

- Emocjonalność jezd gupia.

- Ale na szczęście mam jeszcze ciebie, glino! Popatrz tylko, ile mamy ze sobą wspólnego, jak jesteśmy do siebie podobni, jak...

- Jak to uważasz, że właśnie obraziłem twoje uczucia?!

- W takim razie pozostało mi tylko jedno - kariera naukowa. Nareszcie!

I tak Arthur podjął pracę w naukowym ośrodku pośrodku niczego, który obejrzymy w przyszłym odcinku. A na razie pokażę Wam dwie inne rzeczy.

To jest śmietnik, którego działanie odkryłam zupełnie niedawno, choć w grze jest dostępny od zarania, ale nigdy go nie kupowałam, bo jest brzydki i kosztuje tysiąc piniondzów. Tymczasem okazuje się, że koszt jego zakupu zwróci się, i to tym szybciej, im więcej osób jest w granej rodzinie - bowiem za każdego wyrzuconego śmiecia śmietnik wypłaca po dziesięć piniondzów na głowę! I tym sposobem Astronomo(no)vie koszą grube hajsy za wszystkie nieumyte naczynia. Niech żyje tradycja rodzinna!

A to jest krzak z dodatku Spotkajmy się. Może wygląda niepozornie, ale znakomicie spełnia funkcję łóżka (opcja Zdrzemnij się), toalety (opcja "Nawieź") oraz... łóżka (opcja Bara-bara). Ostatniemu wariantowi przyjrzymy się bliżej pod koniec odcinka. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

A teraz powróćmy do opowieści. Nad posiadłością dziedziców wstał nowy, piękny dzień!

- Nie wiem, dlaczego jeszcze tu jestem.

Ależ Anabelle, jeszcze nic straconego, może w końcu ktoś w jakiś sposób dotrze do tego parapeta Arthura, a on zrozumie swój błąd i cię przeprosi, i będzie się starał naprawić waszą relację?.. Nie?..

Na szczęście mamy jeszcze Oscara.

- Wszystko w porządku, Anabelle?
- Poza tym, że twój kuzyn patrzy na mnie przez pryzmat użyteczności mojej macicy? Tak, jest spoko.
- Chcesz o tym porozmawiać?
- Nie za bardzo.
- Okej...

- Hej, a co to za pamperek?
- Ta figurka? Wykopałam spod ziemi.
- No co ty, można je sobie tak po prostu wykopać spod ziemi?
- Tylko jeśli wiesz, gdzie szukać.
- A ty wiesz?
- No pewnie, przynoszę do domu trzy takie pajace dziennie.

- To masz ich więcej?
- Prawie cały ekwipunek, a co, chcesz jakiegoś?
- Nie, ale... one są niesamowite, tak starannie wykonane i w ogóle, mają takie... walory artystyczne. Nie chciałabyś ich sprzedawać?
- Pewnie, że bym chciała, ale nie mam na to czasu, bo muszę rzeźbić i odtykać kible.

- Mam dla ciebie propozycję.
- Mam złe skojarzenia.
- Więc mam dla ciebie układ.
- Mam jeszcze gorsze skojarzenia.
- No to zawrzyjmy spółkę.
- Po prostu powiedz, o co ci chodzi, okej?

- Otworzę sklep, w którym będę sprzedawać twoje figurki!
- Myślisz, że to taki dobry pomysł na biznes?
- Oczywiście, ludzie będą się zabijać, żeby kupować twoje pamperki!

- Hej, a mógłbyś do tego sprzedawać moje rzeźby? Może nie mają takich walorów artystycznych, ale...
- Pewnie, będziemy sprzedawać pamperki i rzeźby, a potem może nawet rozszerzysz działalność na meble, Alea nam pomoże z marketingiem i księgowością, i już - biznes jak złoto!

- Wow, to zmienia wszystko. Moja działalność stolarsko-zbieracza uzyska jakąś stabilizację.
- A ja nareszcie wiem, co mam sprzedawać w swoim sklepie!
- Naprawdę myślisz, że to wypali?
- Jeszcze sama się przekonasz. 
- No dobra, nie ma ryzyka, nie ma zabawy...
- Chcesz teraz porozmawiać?

- Wiem, do czego zmierzasz. Myślisz, że jak Arthur się tu zaraz dosiądzie, to ty się wcielisz w dzielnego mediatora i będziesz się starał nas pogodzić, ale nas nikt nie pogodzi, dopóki ten palant nie przyzna, że jest palantem, nie przyjdzie i mnie nie przeprosi!
- No, to... nie musimy o tym rozmawiać...
- I niech tak zostanie.

- Ale nasza spółka jest nadal aktualna?
- No jasne, idę tylko pozbierać więcej figurek.

- Jak to się stało, że zgodziła się na spółkę z tobą, a ze mną nie? Czy to dlatego, że wziąłeś pod uwagę jej uczucia?
- Tak, Arthurze, próbowałem ci już wcześniej wyjaśnić, że uczucia to nie jest coś, co możesz po prostu pominąć w nawiązywaniu porozumienia. A poza tym zaoferowałem Anabelle coś dużo mniej osobistego, niż robienie dzieci. Powinieneś od tego zacząć.
- To znaczy?

- Zastanów się, co o niej wiesz, ale takiego osobistego - co lubi robić w wolnym czasie, jakie potrawy jej smakują, z czego mogłaby się ucieszyć - a potem na podstawie tych danych przygotuj jakąś niewielką ofertę, na przykład zaproś ją na kawę.
- Kawę? I co to da?
- Da ci to możliwość spędzenia z nią czasu tylko we dwoje oraz możliwość jeszcze lepszego poznania się nawzajem, dzięki czemu następnym razem będziesz mógł jej złożyć nieco większą ofertę, na przykład zaproszenie na romantyczną kolację. Kiedy poznasz jej uczucia, będziesz mógł na nie odpowiadać we właściwy sposób. W ten sposób zobaczy, że ci na niej zależy i może znowu ci zaufa.

- Ach, więc tak to działa!
- Tak, to całkiem proste.
- Dziękuję ci za tę cenną lekcję.
- Cieszę się, że nareszcie zrozumiałeś. A teraz wybacz na chwilę, zamienię jeszcze słówko z Anabelle...

- Nauczyłem Arthura uczucia!
- Och, gratulacje.
- Ale naprawdę, myślę, że zrozumiał, o co w tym chodzi.
- To świetnie, może w końcu osiągnie poziom emocjonalności przeciętnego pantofelka.

- Uważam, że powinnaś dać mu jeszcze jedną szansę.
- O, serio.
- Tak naprawdę nawet nie spróbowaliście być ze sobą...
- Tak, bo Arthur okazał się taki, a nie inny.
- Ale on nie wiedział, że można inaczej. Spróbuj go troszkę zrozumieć i nie odtrącaj, kiedy znów do ciebie przyjdzie.
- Myślisz, że przyjdzie?
- Pewnie, bo zależy mu na tobie, chociaż w nieco... dziwny sposób okazuje swoją sympatię.
- No niech ci będzie.

Tymczasem rozmowa z Oscarem dała Arthurowi do myślenia na tyle, że zdecydował się na zgłębienie tematu w rozmowie ze swym ojcem.

- Dzień doberek, synu, jak ci mija życie?
- Właśnie chciałbym o tym pomówić.
- Słucham zatem.

- Jak wiesz, nie bez powodu poprosiłem właśnie Anabelle, aby pomogła nam przy wypełnieniu naszej części wyzwania.
- Domyślam się, że ci się podoba?
- Powiedziałbym raczej, że ma odpowiednie predyspozycje co do pełnienia funkcji, do której miałem zamiar ją przydzielić.
- Rozumiem, że chodzi ci o funkcję pozazawodową?
- Na chwilę obecną tak. Zaoferowałem więc jej spłodzenie mojego dziedzica.

- Oooo, hm... naprawdę?
- Ale jej reakcja nie była taka, jak oczekiwałem. Poniewczasie dowiedziałem się od Oscara, że w tej sprawie poza kwestią biologiczną chodzi również o kwestie uczuciowe, i że wymaga to zbudowania odpowiednio silnej relacji emocjonalnej.
- Poniewczasie?
- Nie sądziłem, że akurat ten biologiczny proces potrzebuje takiego zaplecza uczuciowego, no ale cóż, jestem gotowy się poświęcić w tej kwestii.
- Aha?

- Dlatego chciałem zapytać, jaki jest najbardziej efektywny sposób na zbudowanie relacji wystarczająco silnej, aby druga osoba zdecydowała się zostać zapłodniona?

- O rany, dobrze, że twoja mama tego nie słyszy.
- Coś nie tak?
- Nie, wszystko w porządku...

- Posłuchaj, nie mam zbyt wielkiego doświadczenia w tak zwanej sztuce uwodzenia, więc mogę się posłużyć jedynie przykładem własnym i twojej mamy. Otóż poznaliśmy się już w podstawówce. Lubiliśmy się razem bawić w szkole, ale czasem też po prostu siedzieliśmy, czytając sobie na głos ulubione książki, bo obydwoje lubiliśmy książki. Często też wpadaliśmy na siebie w bibliotece. Po jakimś czasie zauważyłem, że lubię tak na nią wpadać, lubię, kiedy się śmieje z literówek w czytanych książkach i kiedy broni przed moją krytyką jakiegoś bohatera literackiego, który mi się nie podobał, a jej tak.

- Pamiętałem jednak o tym, że jestem dosyć mało atrakcyjny, zwłaszcza z punktu widzenia tak pięknej dziewczyny, jak twoja mama. Dlatego też na początku uważałem, że nawet nie mam co wychylać się przed szereg, bo nie mam jej nic do zaoferowania poza kilogramami przeczytanych książek, marzeniami o karierze literackiej i bezgraniczną sympatią. Ale okazało się, że właśnie to wystarczyło, żeby twoja mama mnie polubiła, i żeby po paru kolejnych spotkaniach ta relacja przeszła na wyższy poziom, której owocem jesteś właśnie ty.

- Czyli aby umocnić relację, należy umiejętnie wykorzystać swoje zalety, ale nie zapominać przy tym o swoich wadach?
- No... można i tak powiedzieć.
- Dziękuję, ojcze, to była cenna porada.
- Och, to miłe, polecam się na przyszłość!

No, Aleksandrze, nie bez kozery twój syn jest geniuszem, skoro zdołał wyciągnąć wniosek z tej opowieści. Jeśli twoje książki są tak samo pełne konkretów, co twoje ojcowskie porady, to istotnie zasługujesz na tytuł Coelho miesiąca. 

Ale wróćmy do głównego wątku - Arthur chyba szykuje się na wojnę. Wojnę o serce Anabelle! To nawet urocze... jeśli rzeczywiście chodzi mu już o serce, a nie jeszcze o macicę.

Ten bogaty we wrażenia poranek wyznaczał także pierwszy dzień Alei w nowej pracy! Alea właśnie przygotowywała się do wyjścia, kiedy nagle okazało się, że zaatakowała ją jakaś cholera. Ewentualnie inna choroba zakaźna.

- Ojej, cała jestem w różowych plackach, niesłychane.

- Ale przynajmniej pasują mi do koszuli!

Niech za komentarz wystarczy facepalm mistrza drugiego planu. 
Tymczasem Anabelle skończyła już tę część swej pracy, która polega na ryciu w ziemi.

- Nazbierałam już tyle figurek, że moglibyśmy otworzyć nawet supermarket.

Chcąc po porannej przebieżce pokrzepić się kawałkiem jednej z trzech pozostałości urodzinowych tortów, ujrzała siedzącą w samotności Alice i zdecydowała się do niej przysiąść celem salonowej konwersacji.

- Przepraszam, że o to zapytam, ale czy pani syn naprawdę zawsze jest takim bucem?
- Zabawne, jesteś już drugą z kolei osobą, która jest tym faktem zdziwiona.

- Ale wie pani, ja zawsze lubiłam buców. Tylko że Arthur jest bucem tak gargantuicznych rozmiarów, że gdyby skakał ze swojego ego na IQ, to by skręcił kark, a gdyby jego zwłoki stoczyły się z IQ na jego zdanie o innych ludziach, to zdołałyby osiągnąć pierwszą prędkość kosmiczną, zanim sięgnęłyby podłoża.
- Nie przesadzasz troszkę, kochanie?
- Wczoraj zaproponował, że mnie zapłodni.
- Och, to takie... bezpośrednie?
- Ale mówił o tym tak, jakby chodziło o posianie rzeżuchy w słoiku na wacie!

- No dobra, rzeczywiście jest straszliwym bucem.
- Dziękuję.

- Ale może spróbuj go zrozumieć. Z jego punktu widzenia złożył ci propozycję, która powinna sprawić ci przyjemność.
- Że co? Fakt, że chce siać swoją rzeżuchę w moim słoiku, ma mnie jakoś uhonorować?
- Sama mówiłaś, że ma o sobie niebotycznie wysokie mniemanie. Jeśli uznał cię za godną swoich cennych genów, swojej cennej rzeżuchy, jeśli chce, żeby właśnie w twoim słoiku urósł jego wspaniały dziedzic, to paradoksalnie oznacza, że bardzo cię szanuje i uważa cię za najlepszy możliwy...
- Słoik?
- Wybór!
- Rozumiem, ale dalej uważam, że to jednak trochę wstrętne z jego strony.

- Też rozumiem i sądzę, że powinien cię za to odpowiednio przeprosić, ale chciałam ci też poradzić, żebyś jednak nie skreślała go tak zupełnie. To raczej moja wina, że nie potrafi wyrażać uczuć. Ale tak naprawdę on cię bardzo ceni. I ty też musisz bardzo go cenić, skoro jednak tyle z nim wytrzymałaś.
- No... zastanowię się jeszcze.

Jak na zawołanie, na scenie pojawił się przedmiot rozmowy.

- Anabelle, chciałbym cię szczerze przeprosić. Jest mi ogromnie wstyd za to, co wczoraj powiedziałem.
- Na... na serio?
- Oczywiście, że na serio. Chciałbym ci to wynagrodzić najlepiej, jak potrafię.
- Zamieniam się w słuch.

- Zapraszam cię na wycieczkę do Windenburgu!
- Do tego nowego miasta?
- Tak, wszystko już jest przygotowane, wybrałem odpowiedni bar, czas, miejsce i atmosferę, osobiście zapewniłem też, abyś otrzymała najlepszy napitek od najlepszego barmana. Wystarczy tylko, że powiesz "tak" i od razu możemy ruszać.
- O rany, no jasne, że tak!

Wow, Arthur, naprawdę aż tak się postarałeś? Nie chce mi się wierzyć. Może na wszelki wypadek przyjrzyjmy się temu barowi?


Cóż, bar jak bar, ma barową ladę, piłkarzyki, klocki jenga, tutaj z jakiegoś powodu znane pod nazwą Nie obudź lamy, toalety na pięterku oraz... uuu, garderoba do puci-puci, czyżby Arthur chciał iść na całość za jednym zamachem? Po jednej randce? I po tym, jak zaoferował swoje usługi inseminacyjne?!


- Panie przodem!
- Dobra, przestań już, bo zaczynam się ciebie bać.

No, ja już się boję i wcale się tego nie wstydzę!

- Proszę zawołać Franka i poprosić go o Umówiony Specjał Astronomo(no)va, będzie wiedział, o co chodzi. 
- No proszę, jak się postarał, żeby stworzyć pozory...

- Serio chcesz mi wmówić, że masz tu swojego znajomego barmana, który znalazł się tu tylko po to, aby spełnić moje największe marzenie w kategorii napoju wyskokowego?
- Czyż nie mogę mieć znajomych po fachu? Przecież byłem miksologiem, sama widziałaś.
- Tak, byłeś. RAZ. I nikogo poza nami nie było wtedy w barze.
- Czepiasz się szczegółów, a przecież najważniejsze, że jesteśmy tu razem i możemy miło spędzić czas!

- Poważnie chciałeś bezinteresownie spędzić ze mną czas?
- Przecież zawsze tak robiłem, od początku naszej znajomości.
- Ale odkąd z wami mieszkam, nie spędziłeś ze mną ani minuty, nie zamieniłeś ze mną ani jednego słowa, nie licząc tego, że...
- Nie mówmy już o tym. Pozwól, że nadrobię te przykre chwile mojego dotychczasowego milczenia.

wiatrem łagodnym włosy jak kwiaty rozwiej, zacałuj...
- Och, to takie wzruszające! 
A ja, jak kwiatem, każdem twem słowem się pieszczę,
- ...ty mnie ukwiecaj i upieść, snem muzealnym... czekaj, co?
- Co, dalej już nie umiesz? 

- Ale czemu ty do mnie recytujesz Tetmajera, jak ja ci tu recytuję Gałczyńskiego, to są dwaj zupełnie inni poeci!
- Czy ty masz na ręce ściągę? Mój ty geniuszu romantyzmu?
- Oddalam to pytanie! Pomówmy o czymś innym.
- Ale czemu, chętnie jeszcze popatrzę, jak się kompromitujesz!
- Ale ja nie chcę dłużej się kompromitować, tego nie było w planie!

- Mogę ci coś szczerze powiedzieć? Lubię, kiedy zdarza ci się popełnić błąd. Wtedy przestajesz sprawiać wrażenie cyborga i jesteś tak po ludzku zakłopotany.
- Poważnie?
- Tak, to urocze, kiedy próbujesz na wszelkie sposoby zatuszować swoją pomyłkę, chociaż dobrze wiesz, że to nic nie da.
- To... cenna uwaga, dziękuję.
- To był komplement. W lekko ironiczny sposób chciałam ci dać do zrozumienia, że mimo wszystko cię lubię.
- Czyli... podobam ci się?
- No, tak trochę.

- Ale nie aż tak, przystopuj, ogierze!
- Och...

- Zrozum, że po tym, co mi powiedziałeś, muszę przemyśleć sobie parę kwestii, zanim znowu zaangażuję się zbyt emocjonalnie w relację z tobą.

- Zatem mam nadzieję, że napój, który Frank przygotował specjalnie dla ciebie, trochę rozjaśni twoje myśli...

- Oto arcydzieło sztuki barmańskiej!
- Doprawdy?
- Tak, bo przyrządzone według mojego autorskiego przepisu.
- Więc jednak jesteś miksologiem?
- Hobbystycznie. Nie spróbujesz? Zaprojektowałem ten drink z myślą o tobie, na pewno będzie ci smakował.
- Skoro nalegasz...

- Ale czekaj, to jest kawa? Myślałam, że przyszliśmy tu na drinka.
- To specjalna kawa z wkładką. Zobacz, nawet ma wisienkę!
- Rzeczywiście, trochę pachnie rumem, trochę czekoladą, jakimiś przyprawami korzennymi i... nie wiem, jak pachną feromony, ale chyba czuję je w tej kawie. Czy feromony to jeden ze składników tego przepisu?
- Nie przekonasz się, dopóki nie wypijesz!
- No już dobrze, piję.

Chwila moment... Arthur, czemu jesteś taki natarczywy?

Arthur?


Arthur, co ma znaczyć ta mina?!

ARTHUR!

- Wszystko w porządku?
- Nie... nie wiem, czemu wcześniej nie dostrzegłam, że jesteś...

- ... otoczony przez różowe serduszka!
- Tak?
- Ale nie sądziłam, że ten efekt może być taki pociągający!
- Cieszę się, że ci się podoba.
- Przejdziemy się?

ARTHUR COŚ TY ZROBIŁ

- Czemu chciałaś się przejść?
- Jakoś tak... nie wiem, gorąco mi się zrobiło...

- If you know what I mean

- Aw yeah I know

- Jestem teraz taaaka rozgorączkowana, chcesz sprawdzić?
- Czekaj, co ty-


Oh well.

- ... och.
- To chodźmy się przejść.
- Ale... ale... dokąd?
- Zaraz ci pokażę.

- Oglądałeś "Opowieści z Narnii"?
- Czemu pytasz w takiej chwili?

- Chcę ci zademonstrować parę ocenzurowanych fragmentów filmu.
- Bardzo proszę.

- To ruszamy w drogę.
- Pani przodem.
- Przodem, tyłem, jak wolisz...

JPRDL NIE

NIEEE ARTHUR, wszystko powiem twojej mamie! D:

Spróbujmy to zignorować. Wspominałam, że Simy reagują na cudze bara-bara w miejscach publicznych i na ten widok wiwatują oraz stają się flirciarskie? No to tak robią.

- Tehee!
- Chyba znowu ktoś wybrał się w podróż do Narnii.

O dżizas, aż para poszła!

ARTHUR, jesteś najbardziej niegodziwym dupkiem, jakiego zdarzyło mi się stworzyć w tej grze!

- Nieprawda, jestem super.
- Potwierdzam!

Dobrze, więc udawajmy, że to się NIE STAŁO i spójrzmy, kto jeszcze odwiedził ten bar - bo nagle zjechała się tu prawie cała rodzina.

Malcolm prosto z pracy! Widzicie, odkąd nie każę mu biegać, zaczyna wyglądać jak baryła.

Oprócz tego mamy tu małżeństwo Astronomo(no)v-Ćwirów.

Kasandra jest wyraźnie zdegustowana nieestetycznym wyglądem swojego szwagra.

Brian też jest zdegustowany.

O, i jeszcze Emily w... dziwne, nie pamiętam, żebym wybierała jej taką sukienkę. Emily, kto cię ubierał, jak mogłaś pozwolić na takie bezguście? Jestem zdegustowana.

Btw, Arthur chyba powinien przywitać się ze swoim wujostwem. Ale razem z Anabelle właśnie wyszli z baru, żeby... chwila, gdzie wy znowu idziecie?!

- Gdzie teraz idziemy?
- Zaraz ci powiem.

- Oglądałeś "Artura i Minimki"?
- Eee, nie?
- To dobrze, bo to będzie zupełnie inna historia.

No nie.

NIEEEEE, dlaczego wy mi to robicie! D:

Pół godziny później...

- Tym razem chyba nikt nas nie widział.

- Ja za to widziałem aż zanadto...
- Oj przestań, bo się zarumienię...
- Bez obaw, już wiem, co należy robić, kiedy jest ci gorąco...

DOSYĆ TEGO, W TEJ CHWILI WRACACIE DO DOMU!

- To była bardzo mocna kawa.
- Polecam się na przyszłość.

Następnie Arthur oddalił się, pozostawiając Anabelle w towarzystwie jedynie jej własnych myśli.

- Zaraz, to wszystko NAPRAWDĘ się dziś wydarzyło?!

Nasza urocza blondi popędziła do Alei, która, sądząc po ilości i celowości wizyt w jej pokoju, powinna otworzyć poradnię psychologiczną.

- Dziewczyno, jak coś ci opowiem, to padniesz.
- Niech zgadnę, Arthur zapoznał cię z maszyną do inseminacji własnego projektu?
- ... właściwie nie jestem pewna.
- Aż się boję, ale opowiadaj.

- Wiesz, kiedy powiedział, że chce zaaplikować swoją rzeżuchę do mojego słoika, stwierdziłam, że jest nienormalny i w ogóle, i powinnam się na niego w zasadzie śmiertelnie obrazić, ale potem doszłam do wniosku, że skoro, no wiesz, on uważa, że jestem wystarczająco dobra, żeby hodować jego dziecko, to właściwie nawet komplement, nie?
- Wolę mniej inwazyjne komplementy, ale niech ci będzie, w końcu to Arthur.
- No właśnie.

- A po śniadaniu przyszedł do mnie, przeprosił tak ładnie i powiedział, że przygotował lokal i w ogóle, i że zaprasza mnie na kawę, no i zgodziłam się, bo brakowało mi tych wspólnych wypadów, dawno nigdzie razem nie byliśmy, a ty wiesz, że lubiłam czasem bywać, zresztą byłam ciekawa, co przygotował i w jaki sposób chce mi zrekompensować to, co powiedział.

- Na miejscu się okazało, że zna barmana i w ogóle, że zaprojektował dla mnie specjalnego drinka, i mówił, że żałuje, że przestaliśmy spędzać razem czas, recytował mi wiersze i był taki troskliwy, a ta kawa, o Simboże, jaka ta kawa była pyszna!

- I tak siedzieliśmy i czułam, jak się do siebie zbliżamy emocjonalnie, i nagle przyszło takie uderzenie gorąca i stwierdziłam: a co mi tam, czas zbliżyć się też fizycznie, bo nie wytrzymam tego napięcia, chciałam wyładować całą tę frustrację w jaką mnie wpędził przez te ostatnie dni, rozumiesz?

- No i sama nie wiem, jak to się stało, ale zrobiliśmy to i w garderobie, i w krzakach przed barem, normalnie jak jakieś zwierzęta, ale skłamałabym, naprawdę bym skłamała, gdybym ci teraz powiedziała, że mi się to nie podobało, albo że to było jakieś nieprzyzwoite, wszystko było jak należy i ogólnie takie wow, ale...

- Ale teraz wróciłam do domu i pomyślałam, że to niemożliwe, to chyba był tylko sen. To musiał być sen. Prawda?
- A... zabezpieczaliście się w tym śnie?
- No przecież mówiłam, że jak zwierzęta.
- Ojej.
- Ojej...

- To nie był sen, prawda?
- Obawiam się, że nie, kochanie.
- Jestem teraz w dupie, prawda?
- Obawiam się, że tak, kochanie.
- Muszę się położyć.

- Jakbyś chciała test ciążowy, to...
- NAWET O TYM NIE MÓW.

Tymczasem w ogródku...

- Muhaha. Muhahahaha. Muhuhahahahahahahaha...


Nie, nie jestem w stanie zrobić teasera do następnego odcinka, nie ogarniam tego pokolenia.


Podobne posty

20 komentarze

  1. ...Czy ja dobrze rozumiem, że Arthur wrzucił Anabelle tabletkę gwałtu do drinka?! O____O

    A swoją drogą, biedny przyszły dziedzic; już sam buc nie miał łatwo, żyjąc z dala od ojca - to biedactwo będzie miało jeszcze większy mindfuck, mieszkając z obojgiem rodziców, którzy technicznie rzecz biorąc nie są razem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widziałaś, żeby wrzucał? Czy ktokolwiek widział, żeby wrzucał? Przecież on miał rączki tutaj! No a nawet, jeśli wrzucił (czego oczywiście nie zrobił, no heloł), to raczej nie była to tabletka gwałtu, tylko jakiejś... odwrotności gwałtu? Nie wiem, mówiłam przecież, że nie ogarniam tego pokolenia D:

      To jest bardzo słuszna uwaga, Arthura z racji podupconej sytuacji rodzinnej było mi szkoda, ale skoro jego dziecko będzie jeszcze bardziej pokrzywdzone psychicznie, to ja nie wiem, jak będę wyrażać swoją rozpacz, wyciem do księżyca chyba. Dokąd zmierza ten ród?! :C

      Usuń
    2. Jak nie gwałtu, to może samogwałtu? :D

      Usuń
  2. Ja wiem, ja mówiłam, że uwielbiam Artura, ale...
    ARTUR TY BUCU JEDEN AMEBO UCZUCIOWA TABLETKA GWAŁTU KOŁKU KURCZE ZERO EMPATII ZERO CZŁOWIECZEŃSTWA ZERO KURCZE CZEGOKOLWIEK
    No, koniec już.
    Dlaczego Brian wygląda zupełnie jak Mandark? I Arthur też? Dlaczego we wszystkich zaczynam widzieć Mandarka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, ale jeśli tabletka, którą gwałciciel wrzuca ofierze, działa tak, że to ofiara rzuca się na gwałciciela, czyli, jakby, role się odwracają, to czy to dalej jest tabletka gwałtu? #filozoraptor

      Bo to wszystko to geny Mandarka, Mandark jest wszędzie, Mandark is love, Mandark is life.

      Usuń
  3. Alice mistrz drugiego planu! <3
    Alea! <3
    Jak Anabelle wdzięcznie wszystko robi! <3

    A teraz koniec zachwytów. Już myślałam, że dziedzic będzie miał normalną rodzinę, tyle, że rodziców wybierających świadomie konkubinat, a nie małżeństwo, coby się przeciwstawiać opresyjnej kulturze, a tu buc ewoluował w dupka i zasadniczo gwałciciela.

    Arthur już cię nie lubię i kij ci w oko. Anabelle ródź dzieciaka i zwiewaj, tych genów to twoja miłość już nie ocali. D:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo dziewczyny na A są najsuper! (czego jestem najwdzięczniejszym przykładem :D)

      Przecież w LC nie może być normalnych rodzin, nawet normalnych w sposób konserwatywnie nienormalny, to by było za proste...

      Anabelle nie może uciec, bo wyzwanie ją trzyma teraz. D:
      Ale przynajmniej dzieciak wyszedł z tego ładny... (znowu nagrałam milion odcinków do przodu, fak je)

      Usuń
    2. To wiele wyjaśnia! (Nawet nie zauważyłam, że wszystkie na "a") ^^"

      No niby taaaak, ale, ale, ale... no jednak miałam gdzieś nadzieję, na truloff i wyleczenie Arthura (chociaż trochę) z bucostwa, gdzie i on i Anabelle muszą się ścierać z jego trudnym charakterem (i przeszłością). Wcale nie byłoby tak prosto :p

      Biedulka! D: Niech chociaż dziecko będzie względnie, hmmm... Mniej bucowate.

      Usuń
  4. Gdzie można nabyć trylogię "Władca Pielmieni"? Bardzo jestem chętna na zjedz... ehm.. przeczytanie, tegoż dzieła ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W księgarniach Simświata oraz w dobrych barach mlecznych!

      Usuń
  5. Ronię łzy...
    Arthurze, przegłeś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezły początek pokolenia, prawda.
      PS Fajnie Cię tu widzieć! :D

      Usuń
  6. Pałka się przegła, Arthurze ;-; aż skomciałam, tak się na tobie zawiodłam, bucu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale są dwa minusy dodatnie uczynku Arthura:
      - ludzie komciają z wrażenia
      - ... i nie powiem, co jeszcze, bo to byłby trochę spoiler, ale jest ładne!

      Usuń
  7. Tu miał być komentarz o losowaniu, dodatku i różnych innych rzeczach, ale przez skandaliczne zachowanie dziedzica wyleciał mi z głowy. ARTHUR TY DUPKU!
    I ja obstawiam, że to była amortencja.

    OdpowiedzUsuń
  8. Po przeczytaniu słowa które wręcz cisną mi się na usta to:
    ARTHUR TY BUCU!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Lol, zawsze jak shipuję jakąś parkę, to coś się rypie. Zawsze.

    OdpowiedzUsuń
  10. Kasandra podobna jest do tonnerkowej Antośki!

    OdpowiedzUsuń
  11. Halo halo, dzie Simsy, czemu od dwóch tygodni nie ma Simsów, co ja mam robić z moimi smutnymi wieczorami ;______;

    OdpowiedzUsuń
  12. CHALO GDZIE KOLEJNY ROZDZIAŁ ZACZYTAŁAM SIĘ W TĘ HISTORIĘ I CZUJĘ NIEDOSYT, PROSZĘ MI DAĆ KOLEJNE DZIEJE MOJEJ ULUBIONEJ SIMOWEJ RODZINKI CHALO PLZ NIE RÓB MI TEGO !!!!!!!11!!!jeden

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że jesteś! Możesz napisać mi komcia, korzystając z tego oto miniporadnika formatowania:

[b]tekst[/b] - pogrubienie
[i]tekst[/i] - kursywa
[a href="www.jakaśstrona.pl"]tekst[/a] - link ukryty

Zamiast nawiasów kwadratowych [] wstawiamy nawiasy ostre <>

Polecany post

Sims 4 - Legacy Challenge - prolog

Dziś będę odtwórcza  mam dla Was coś niesamowitego - Legacy Challenge dla Sims 4! Zainspirowana Projektem "Prokrastynacja" mego ...

Facebook

Blogger

Subscribe