Lalki - Laboratorium Mary - spotkajmy się w piwnicy

16:16


Dawno, dawno temu nasza znana i lubiana Froggy stworzyła tutorial, w którym pokazała, jak zrobić śliczny lalkowy pokoik z pudełka po płatkach śniadaniowych. Pomysł ten jest o tyle genialny, że tak wykonany pokoik nie traci właściwości pudełka - a więc można w niego włożyć wszystkie klamoty, zamknąć i schować tam, gdzie chcemy. Doskonale. Problem polegał na tym, że w Polsce płatki śniadaniowe nie występują w pudełkach.

No ale nic to, Lunatyczka podjęła wyzwanie - sama zrobiła pudełko po płatkach śniadaniowych, a następnie zrobiła z niego pokoik, który nawet się zamyka!

Tyle że trwało to kilka miesięcy, lol. A trwałoby pewnie jeszcze dłużej, gdybym nie pracowała w drukarni i nie mogła wynosić z niej makulatury. 

Makulatura, oczywiście, była nieodzownym elementem konstrukcji, a znikąd indąd nie zaczerpnęłabym tak różnorodnych zasobów papieru w takiej ilości, jak z pracy. Kreda, nie kreda, połysk, mat, gramatura taka i siaka, tektura falista, niefalista i każda, we wszystkich wzorach, kolorach i rozmiarach - raj, ludzie, raj dla craftingowca! #kochamswojąpracę #czasami #chybażestojędwanaściegodzinprzylakierówcetowtedynie

Miałam w planach dwa takie pokoje - salon apartamentu oraz laboratorium w piwnicy - no a potem może nawet jakąś kuchnię i garderobę?
He. Hehe.

No i postanowiłam, że zacznę od laboratorium, bo będzie prostsze. 
He. Hehe. Hehehehehe.


I nie wiem, naprawdę nie wiem, jak to się dzieje, nie wiem, jak Froggy to robi, ale w robieniu kartonowych pokoików nie ma NIC prostego ani szybkiego!

Po pierwsze: ściany. Robiłam je z tekturki, matową stroną do środka, żeby łatwiej było je później tapetować. Najpierw musiałam sobie wymierzyć nie tylko wysokość i szerokość ścian, ale również szerokość widocznej na zdjęciach wnęki, która w projekcie Froggy jest domyślna, ponieważ jej projekt jest zrobiony z gotowego pudełka; musiałam również przy tym uwzględnić szerokość big, bo tekturka była dosyć gruba i gdybym nie zostawiła kilku milimetrów na gięcie, to mogłabym sobie najwyżej dziób pingwina pozginać, bo przy gięciu ścian bez kilku milimetrów zapasu ich wymiary by się przestały zgadzać; a oprócz tego musiałam opracować system połączenia ścian w jednolitą, pudełkową całość, bo na arkuszach tekturki mieściły się najwyżej dwie i pół. Słowem - koszmar, a to był dopiero początek.

Oczywiście i tak rąbnęłam się w obliczeniach i dodatkowe ścianki - lewa i prawa - średnio chcą się składać do środka, ponieważ nie wzięłam pod uwagę dochodzącej grubości papieru, którym potem je tapetowałam. Myślicie, że papier jest za cienki, by miało to jakieś znaczenie? No więc NIE JEST. Myślicie, że Froggy boryka się z podobnymi problemami? NO GDZIE TAM, ona po prostu sobie składa kartoniki i zawsze wychodzi genialnie.

Kiedy po wielu godzinach irytacji szczęśliwie złożyłam pudło do kupy, przystąpiłam do tapetowania. I zrobiłam źle, bo najpierw powinnam wyciąć okna, ale to nieistotne. Przystępuję więc do tapetowania, a tu zonk - jakiego kleju powinnam użyć?


Znów - Froggy nie miała tego problemu, bowiem dysponuje przezacnym, amerykańskim klejem w sztyfcie, który zupełnie nie marszczy papieru i jest dostępny w każdym markecie. Ja miałam jakiś sztyft z Koh-i-Noora i wiedziałam o nim tyle, że jest gruby, a jego firma-matka robi całkiem ładne kredki i flamastry. No ale do odważnych świat należy - podjęłam próbę wytapetowania ściany z prawdziwego zdarzenia, czyli posmarowałam ją klejem i pokryłam przygotowanym papierem.

No i OCZYWIŚCIE ŻE SIĘ POMARSZCZYŁ.

Zerwałam tapetę. Porozpaczałam. Rozważyłam inne opcje (w tym tynkowanie; powstałyby wtedy jedyne w swoim rodzaju miniaturowe ściany gipsowo-kartonowe), ale kolejno, z takich czy innych powodów, odrzuciłam je (niestety nie miałam tynku na stanie). Pozostało jedno wyjście - taśma dwustronna. I tu kolejny problem...

Przecież taśma dwustronna ma swoją grubość. To znaczy, że jak zaaplikuję po pasku taśmy na brzegach ściany i przykleję na to papier, to nie dość, że taśma się pod nim odznaczy, to jeszcze środek mu się zapadnie, bo nie będzie miał podparcia grubości taśmy, i taka tapeta będzie wyglądać jeszcze gorzej, niż pomarszczona. Co oznacza, że muszę wykleić całą ścianę taśmą, kawałek przy kawałku, i tak wszystkie cztery. Słowem - koszmar, i jeszcze taśma dwustronna kosztuje milion piniondzów. Nie wspominając już o tym, że trzeba jeszcze zrobić to tak, żeby nie było widać łączenia arkuszy "tapety"...

Ale nic to! Wykleiłam dzielnie, i nawet nieźle wyszło, i jeszcze szarpnęłam się, żeby boki wnęki wyłożyć kafelkami z błyszczącej białej tekturki... co oczywiście wymagało kolejnych obliczeń i ustalenia wymiarów, które oczywiście miały się nijak do rzeczywistości, ponieważ przy klejeniu zarówno ściana, jak i cięte przeze mnie kafelki, okazały się krzywe o ułamki milimetrów. Myślicie, że ułamki milimetrów naprawdę nie mogą mieć aż tak dużego znaczenia przy układaniu kafelków na ścianie? NO WIĘC MOGĄ. Czy Froggy o tym uprzedzała? Nie, bo jej wszystko wychodzi proste, A NAWET NIE UŻYWA EKIERKI.


Wytapetowane ściany cieszyły oko nieskazitelną bielą. Oh wait, nieskazitelną? Przecież przy takiej robocie zawsze ma się brudne ręce - a to od kleju, a to od ołówka - a jak na ścianie czystym przypadkiem wyląduje combo kleju i ołówka, no to możesz jedynie się pochlastać, bo w żaden sposób tego nie usuniesz, i lepiej zaaranżuj wnętrze tak, żeby meble zasłoniły te wszystkie paskudne plamy.

W każdym razie po pomyślnie ukończonym tapetowaniu w geniuszu swoim wpadłam na to, że w sumie wypadałoby zrobić okna, nawet jeśli to piwnica. Tym razem przynajmniej nie miałam problemu z wymiarami, bo po prostu wykorzystałam szerokość linijki, brawo ja. Dopiero później okazało się, że szerokość linijki to nie jest jakaś okrągła wartość, tylko 5,23193333333, co znakomicie ułatwiło zdejmowanie wymiarów na ramy okienne, no ale.

Wyrżnęłam więc okna, co poszło nawet sprawnie, patrzę i widzę goły karton. No tak. Froggy przecież najpierw wycina dziury w ścianach, a potem tapetuje, żeby nadmiarem tapety owijać krawędzie wyciętych dziur, żeby było estetycznie i realistycznie, i żeby nie było widać gołego kartonu, także brawo ja. Ale nic to! Mam srebrną taśmę, z której będę robić ramy, więc owinę dziury srebrną taśmą, będzie pasowało.

Owinęłam więc, ignorując fakt, że cała ta praca zabiera mi pięć razy więcej czasu, niż powinna, i nic nie mogę na to poradzić, a w ogóle to Froggy zapewne taki pokoik machnęłaby w godzinkę i jeszcze by sobie herbatą popiła. Następnie wprawiłam plastikowe okna, ciesząc się, że nie muszą być proste, bo są wklejane od tyłu i nikt ich nigdy od tej krzywej strony nie zobaczy. Następnie wymierzyłam szesnaście kartonowych listewek, z których każdą musiałam starannie owinąć srebrną taśmą - staranne owijanie oznaczało niedopuszczenie do porobienia się zakładek, kiedy taśma zjeżdża spod palca i nie klei się do papieru, tylko do siebie samej. Dziwnym trafem o tym Froggy też nigdy nie uprzedzała, CIEKAWE DLACZEGO.

Potem pozostało tylko przycięcie szczęśliwie owiniętych listewek do odpowiedniego wymiaru, żeby pasowały do siebie i stworzyły równy prostokąt pięknej ramy okiennej. Aby prostokąt był równy, listewki boczne muszą mieć DOKŁADNIE tę samą długość, listewki górna i dolna muszą mieć DOKŁADNIE tę samą długość, oraz wszystkie listewki muszą być przycięte pod kątem DOKŁADNIE 45 stopni, i to jeszcze tak, żeby ich długości nie straciły na DOKŁADNOŚCI.


Po pomyślnym obramowaniu okien do zrobienia pozostała tylko podłoga. Podłoga z lśniących kafelków, rzecz jasna, w końcu to laboratorium, a nie jakiś garaż. Na ten cel przeznaczyłam pasy lakierowanej, siwej tekturki, wycięte z arkuszy okładkowych jakiegoś katalogu. Ponieważ były cięte niefabrycznie, były krzywe, i trzeba było zrobić wszystko, żeby je naprostować, żeby kafelki wyszły proste, żeby można było je ładnie ułożyć.

No i oczywiście, że nie wyszły proste, bo ułamkomilimetrowe rzuty; co z kolei sprawiło, że fugi, które chciałam stworzyć, przyklejając kafelki w równych odstępach, wyszły koślawe jak szlag, ale już mi się nie chciało, bo czekało mnie jeszcze wykładanie paneli.

Tak, druga strona tej podłogi jest z paneli, to znaczy z okleiny o drewnopodobnym wzorze, którą pocięłam na równe deseczki. Dziś jej nie pokażę, ale miała to być podłoga do potencjalnego salonu... tyle że miałam trochę za mało okleiny i wyszła krótsza, niż ta z płytek. Well, shit. 

Wspominałam, że ta podłoga jest składana? Oczywiście linię złożenia musiałam dopasować do kafelków, bo kafelki nie mogłyby się poskładać - w ten sposób składają się okleinowe panele. I dzięki temu niektóre się odklejają od podłoża. Aha, no i rzecz jasna całe pudełko nie dość, że nie jest w stanie utrzymać ścian pod kątem prostym bez podpórek, to jeszcze zupełnie nie chce równomiernie przylegać do podłoża i tworzy przy ziemi bardzo urocze, czarne dziury, które też trzeba będzie zastawić meblami. A CO TAM U CIEBIE, FROGGY?

Zakańczam więc już swój buldópy o nieogarnianie robienia pokoi z kartonu i kończę pełną optymizmu konstatacją, że teraz wystarczy już tylko zrobić meble! *wewnętrzny wrzask*

A teraz zapraszam na krótkie fotostory w nowym pomieszczeniu.


- Mary, ale ty jesteś pewna, że chcesz adaptować tę dziurę? - zapytała z powątpiewaniem Angie. Od ostatniej historii z nieoczekiwanym trupem z kanapy nie tylko martwiła się o stan psychiczny swojej przyjaciółki, która teraz najwyraźniej miała zamiar zamieszkać w jakieś klaustrofobicznej piwnicy, ale również sama piwnica wzbudzała w niej pewien nieokreślony niepokój.
Charlie nie miała problemu z podzieleniem się swoimi skojarzeniami.
- Wygląda trochę jak w Dexterze, nie?
- No chyba nie - odparła Angie po krótkiej chwili internetowego researchu.
- W Hannibalu? - spróbowała jeszcze raz Charlie. Miłośniczka telenowel znów zanurkowała w odmęty screenów i grafik.
- Też nie - zawyrokowała po chwili wahania. - Co prawda tych seriali akurat nie oglądałam, ale...
- Ja też nie - machnęła ręką Charlotte. - Tak sobie strzelam, ale wygląda na to, że Tumblr jednak nie jest dobrym źródłem wiedzy o świecie.
Evangeline zmroziła ją wzrokiem, po czym przeniosła spojrzenie na Mary. Ta zaś z zapałem grzebała w swoim kartonie - jedynym kartonie, który ze sobą przyniosła - i wyglądała na absolutnie nieprzejętą dziwną atmosferą tego lokalu.
- Skarbie, to są wszystkie twoje rzeczy? - zaryzykowała pytanie Angie.


Mary jeszcze trochę pogrzebała w kartonie.
- Nie wzięłam klucza nasadowego.
- Jakiego? - zdumiała się latynoska.
- Ósemki - sprecyzowała Mary. Angie przez ułamek sekundy trwała w niezrozumieniu, po czym porzuciła kwestię klucza na rzecz ważniejszego w jej mniemaniu pytania:
- I to wszystko?
- Tak - odrzekła Mary bez zastanowienia, znów gmerając w, najwidoczniej niezwykle absorbującej, czeluści swojego kartonu. - Tylko widzę, że stół mi się rozkręcił, ale jak przyniosę klucz, to...
- Jaki stół?!
- Laboratoryjny. - odpowiedziała Ruda cierpliwie i spojrzała na koleżankę, po czym dodała niepewnie, widząc jej niestosownie wybałuszone oczy: - Metalowy? Skręcany...?
- Masz stół w kartonie?! - wrzasnęła Angie. - I co jeszcze? Dębową ladę i trzy szafy?!
Mary spojrzała na nią w taki sposób, w jaki zazwyczaj patrzymy na osobę próbującą ściąć śledziem najwyższe drzewo w lesie.
- Drewniany blat w pracowni chemicznej? Przy palnikach gazowych, że już nie wspomnę o żrących kwasach? Dobrze się czujesz?
- Ona naprawdę ma trzy szafy w tym kartonie - skierowała nieuzasadnioną pretensję Angie do wszechświata jako takiego.


- Ciul z szafami w kartonie - zaopiniowała Charlie dość bezceremonialnie. - Ona ma z tej piwnicy widok na Simsy! A przynajmniej na ich wydania płytowe - dodała tonem koniecznego wyjaśnienia.
- Na jakim porąbanym świecie my żyjemy, że z piwnicy możemy podziwiać sobie Simsy?! - znów rozdarła się Angie. - A przynajmniej ich wydania płytowe?!
- Nie wybierałam tego pomieszczenia ze względu na niepowtarzalne widoki - zaczęła Mary, ale Charlie przerwała jej z właściwym sobie taktem:
- Mi by się tam podobało mieć codziennie Simsy w perspektywie...
- Wiesz, co jest niepowtarzalnym widokiem? - zirytowała się nagle Evangeline. - Ty w tych ciuchach a'la wczesne TATU.


- Rozumiem, że nie podoba ci się mój nowy styl? - zapytała Charlotte z uprzejmym zaciekawieniem.
- Nie podoba mi się twój brak stylu, choć to właściwie nic nowego...
- O, doprawdy? - odparła Charlie jadowicie. - A może po prostu zazdrościsz innym predyspozycji do noszenia Louboutinów na platformie, dniami i nocami? A może też byś chciała mieć nogi aż do podłogi, ale nie możesz, bo w fabryce nie stanęłaś w kolejce po lepsze ciałko, tylko po więcej lakieru do włosów?
- A ty! - zapowietrzyła się na moment Angie - A ty! Ty to mogłaś stanąć w kolejce po majty! A nie tak... pipą świecić teraz!


- O, rzeczywiście - zdziwiła się trochę Mary, bez żadnego wpływu na rozwój kłótni koleżanek.
- Wolę to, niż chodzić ciągle w tych samych przezroczystych portkach z firanki! - odgryzła się Charlie, świecąc brajt lajk e star. - Odezwała się ta, co nosi majty! Jakbyśmy nie wiedziały, że masz pod tymi syntetykami goły tyłek! Bo, uwaga, wiadomość z ostatniej chwili, one PRZEŚWITUJĄ!
- Sama masz goły tyłek! - wrzasnęła Angie po raz kolejny tego dnia.
- Mam, ale jakoś nie zmuszam cię, żebyś na niego patrzyła!
- Zmuszasz!
- Zmuszam?!
- Tak!
- A co powiesz na to?!


- Nie no, ja wychodzę.
- No ale czekaj, popatrz sobie!
*Program Mary.exe przestał działać*
- Przecież to jest kpina jakaś, a nie fotostory, ludzie!
- Ale weź, napatrz się, żeby było sprawiedliwie, przecież twój oglądamy codziennie!
*Trwa wyszukiwanie rozwiązania problemu w trybie pomocy online*


*Rebutuj*

*kurtyna*

*proszę*

No i tak to było, Wysoki Sądzie. W następnym odcinku fotostory Mary będzie miała już poskręcane i ustawione meble - oczywiście równie kartonowe, co całe pomieszczenie. Chociaż nie, stół już skręciłam, i jest prawdziwie metalowy, i ma nawet regulowane nóżki, taka jestem genialna!

Co do pokoju, będę musiała tylko jeszcze zadbać o stosowniejszy widok, niż Simsy, a przynajmniej ich wydania płytowe, żeby nie zeżarły mnie wyrzuty sumienia co do porzuconego wyzwania.


A jakie nowe możliwości zaoferuje nowe pomieszczenie? Czy chęć rozwoju naukowego była jedyną motywacją do zaaranżowania laboratorium? Dlaczego Mary nagle poczuła chęć rozwoju naukowego? Jakie tajemnice skrywa jej karton? I dlaczego tak dobrze wygląda w laboratoryjnym kitlu?


To temat na następną nocię! 

No, nie tak całkiem następną, ale wiecie. <3

Podobne posty

24 komentarze

  1. zmęczyło mnie samo czytanie instrukcji XD straszne, straszne, ale trud się opłacił i wygląda bardzo PRO i równiutko.
    a w aldi mają płatki w pudełkach :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, jak fajnie że jesteś, tęskniłam! <3

      Właściwie źle, że tę instrukcję napisałam - teraz będę doskonale pamiętać wszystkie złe chwile przy składaniu tego szajsu, i sama chęć posiadania kolejnego pokoju nie będzie wystarczająco motywująca do krojenia kolejnych kartonów...

      Czekaj, czekaj, w Aldi są? A takie duże? (I czemu akurat teraz, kiedy nie jem zboża? D:)

      Usuń
  2. na zdjęciach pokój prezentuje się rewelacyjnie, szczególnie ta błyszcząca podłoga:) czekam niecierpliwe na meblowanie i kolejne niusy z frontu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie, dokładałam starań, by błysk podłogi był widoczny!

      To uczucie, kiedy składasz pokój z kartonu i myślisz, że to już koniec, a to dopiero początek, bo musisz zrobić jeszcze wszystkie meble...

      Usuń
  3. Jestem pełna podziwu... tyle problemów konstrukcyjnych ...
    Oczywiście STOP KLATKA w najciekawszym momencie !!! :( Dlatego nie mam telewizji od prawie dziesięciu lat.... Czekam z niecierpliwością na dalszy rozwój sytuacji . Chyba jednak kupię gotowy domek w Ikei :(:( ile razy coś usiłuję zmierzyć , tyle mam wyników :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiałam zrobić stopklatkę, bo nie ma mebli jeszcze, no. I też bym chętnie kupowała gotowe rzeczory, które już ktoś wymierzył za mnie, ale niestety muszę sobie jakoś radzić, bo jestem straszliwym sknerusem. Chyba że kupuję lalki. :D

      (nietelewizyjna pjona, uwielbiam nieoglądać telewizję!)

      Usuń
    2. ... na moje szczęście papierowy domek z Ikei to koszt 15 PLN :)
      Jak miło , że jeszcze ktoś jest nietelewizyjny :):)

      Usuń
  4. Nie mogłabym nawet próbować kleić czegoś takiego, bo mam małe dziecko, które bezbłędnie wyłapuje wszystkie "urwy" i, matko boska pieniężna!, każe za każdą wrzucać mu zeta do skarbonki. Że niby za karę... Poszłabym z torbami jak nic!
    Niniejszym Lotta staje się moją "lalą totemiczną", a jej styl- "na wczesne TATU", moim ulubionym! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przynajmniej jednego możesz być pewna - Maślak jest niezwykle przedsiębiorczy i na pewno poradzi sobie w życiu!

      Kiedy wyjmowałam tę spódniczkę z lalkowej szafy, wiedziałam, że Charlie będzie jedynym plastikiem, który nie będzie miał nic przeciwko jej... hm, kontrowersyjnej długości. A dalej poszło już z górki...

      Usuń
  5. Charlie wypinająca tyłek BEZCENNA!!! :D i boszszsz jaką ona ma zayebistą minę w tej scence :D więcej fotostory chcem :D!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :D Będzie wincyj, i fotostory, i tyłka... tfu, to znaczy mimiki twarzy Charlie - niech tylko skończę te zapaćkane meble!

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Cieszę się niezmiernie, bowiem meble in progress i będzie więcej, jak laboratorium będzie laboratorium nie tylko z nazwy. :D

      Usuń
  7. Super ci wyszło. Jest tak pięknie i te kafelki <3 Na pierwszym zdjęciu myślałam, że to kupiłaś. Ale, wait.... Co znaczy, że ,,Co do pokoju, będę musiała tylko jeszcze zadbać o stosowniejszy widok, niż Simsy, a przynajmniej ich wydania płytowe, żeby nie zeżarły mnie wyrzuty sumienia co do porzuconego wyzwania." Zamierzasz nie kontynuować simsów????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aw, dziękuję, widzę że kafelki robią robotę, just as planned. :D

      Nieee, to nie tak, wyzwanie jest porzucone, ale noszę się z zamiarem powrotu do kontynuowania tej porąbanej opowieści, bo wiem że ludzie na to czekajo, tylko że straszliwie mi się nie chce, bo postać Arthura zaczęła mnie przerastać, więc mam wyrzuty sumienia, no. :C

      Usuń
    2. Rozumiem. Mnie moje własne postacie w simsach(tworzone w CAS, nie dodane w dalszej rozgrywce) zaczynają przerastać po jakichś 7 domowych dniach, więc ten, no..... Pytam się bo tak naprawdę dzięki tej serii z challengem tu trafiłam(btw. Zrobiłam ostatnio eksperyment pt. Jak ciężko trafić na tego bloga przypadkiem i doszłam do wniosku, że musiałam zagłębiać się w bardzo dalekie zakątki internetów, żeby tu trafić) i przez około miesiąc byam tu tylko dla simsów,a potem przerwy robiły się coraz dłuższe i z nudów czytałam każdy post jakiś miliard razy, ale do challenga mam sentyment i będę z niecierpliwością mimo wszystko go wyczekiwała. (To chyba mój najdłuższy komentarz ever.)

      Usuń
    3. Ojej, przepraszam Cię strasznie za to, teraz mi jeszcze gorzej. D:

      Nie mogę powiedzieć, kiedy Simsy wrócą z powrotem na antenę, ale deklaruję oficjalnie, że nie odpuszczę tego wyzwania tak łatwo, choćbym miała skisnąć przed ekranem! (zwłaszcza że zaraz wychodzi nowy dodatek. :3)

      Usuń
  8. laboratorium wymiata!!!
    słusznie, żeś opisała cały
    trud i znój - bo na fotce wszak
    nie widać - znaczy się efekt dość
    profesjonalistyczny :)

    teraz będzie mnie nurtowało "dlaczego
    ona tak dobrze wygląda w kitlu" :DDD

    co do odpadów wynoszonych z pracy - mam
    kilka toreb resztek kartonowych, z których
    można wiele lalkowych gadżetów uskutecznić -
    muszę w końcu się zabrać do roboty i pokazać też!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję! Opisałam, bo chciałam zdemaskować te wszystkie craftingowe filmy Froggy, bo to, co ona pokazuje, wcale nie jest takie proste, na jakie wygląda, niestety. :C

      Hę, no pewnie dlatego, że jest chuda i ruda, chudemu i rudemu we wszystkim ładnie.

      Ooo, no to się zabieraj i pokazuj, co się będę sama z kartonami męczyć! :D

      Usuń
  9. Podłoga wymiata, podziwiam dokładność, bo mi wszystko, co kleję z kartonu wychodzi jakoś tak mało estetycznie... ;-) Kiedyś widziałam płatki w takich kartonach w jakimś niemieckim markecie, chyba Kauflandzie albo Aldi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję - to, co mi wyszło, też nie jest jakoś superestetyczne, ale robię kiepskie zdjęcia, więc nie widać. :D

      Dziękuję za cynk, teraz będę chodzić po Kauflandach z linijką (albo od razu z lalką) i sprawdzać, które płatki będą najlepsze. :D

      Usuń
  10. O matko, ale to kwaśne. Zwłaszcza to zdjęcie, gdzie Mary jest z głową w kartonie.
    Tak z ciekawości, jakiej tapety użyłaś? Takiej prawdziwej, grubej? I czy tapetowałaś po postawieniu ścian, czy przed? Może gdyby najpierw ściany tapetować, a potem stawiać, to by się nie pomarszczyło? Pamiętam, że kiedyś tapetowałam tekturę zwykłym klejem, tyle że na płasko i wszystko mogłam ładnie wygładzić, no i jakiś zwykły sztyft za dwa zeta tapety nie pomarszczył, więc się trochę, przyznam, dziwię.
    Ładnie Ci to wyszło, dość estetycznie, tylko kafelki na ścianach trochę słabo chyba się trzymają? Czy to efekt zdjęcia? Jakby na tej wnęce się trochę odklejały... :)
    A Mary dobrze wygląda w laboratoryjnym kitlu, bo jest w jakiejś bitch-wersji, normalne są kurde dłuższe i się plączo! :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale super wyszło! Bardzo mi się podoba. :) Szkoda, że ja nie mam tyle cierpliwości, żeby zrobić coś takiego.

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że jesteś! Możesz napisać mi komcia, korzystając z tego oto miniporadnika formatowania:

[b]tekst[/b] - pogrubienie
[i]tekst[/i] - kursywa
[a href="www.jakaśstrona.pl"]tekst[/a] - link ukryty

Zamiast nawiasów kwadratowych [] wstawiamy nawiasy ostre <>

Polecany post

Sims 4 - Legacy Challenge - prolog

Dziś będę odtwórcza  mam dla Was coś niesamowitego - Legacy Challenge dla Sims 4! Zainspirowana Projektem "Prokrastynacja" mego ...

Facebook

Blogger

Subscribe