Pilkon 2016 - podwójnie fantastyczny konwent - relacja okiem animatora

14:37


Wykonało się - Pilkon, po raz pierwszy pod swą zacną nazwą, w ubiegłym roku zwany Pilskimi Dniami Fantastyki, 10 września odbył się i zakończył, pozostawiając po sobie zarazem ogrom pozytywnych wrażeń, jak i pewien niedosyt, z tego typu niedosytów, które siedzą na żołądku i smyrają Cię od środka. W moim przypadku niedosyt jest tym większy, że jako animator NIC NIE WIDZIAŁAM, no ale po kolei.

Po pierwsze - tak, byłam animatorem!!!1oneoneeleven, miałam swoją plakietkę i w ogóle, omg, nigdy nie sądziłam, że dostąpię takiego zaszczytu, mój pierwszy konwent ever i od razu taka ważna funkcja, chciałabym podziękować Akademii i w ogóle, możesz być ze mnie dumna mamo, nareszcie osiągnęłam coś w życiu, wow, wow, uszanowanko, wpiszę sobie do CV :D:D:D

Po drugie - zrobiłam cosplay!!!1oneoneeleven, tak, nailed it, mój pierwszy cosplay ever, wydałam na to prawdziwe pieniądze, specjalnie kupowałam kurtkę skórzaną, Poxipol i klej do rzęs, nie pytajcie czemu, byłam Sławkiem, jak to nie wiecie kto to, całe trzy osoby mnie rozpoznały, i wszyscy podziwiali i macali moje rogi, i byłam cała szczęśliwa!

A potem obok nas przeszła Karolina i trochę mi rogi opadły. Nie no, ale serio, paczcie to:

Czo to, jak to, I can't even, i jeszcze te niebieskie elementy świeciły, że też tak w ogóle można (fot. Patryk Kozłowski)
Konkurs cosplay w ogóle był bajerancki, no ale po kolei.

Impreza generalnie zaczynała się o 10, no ale my, animatorzy (w tym ja, jakby ktoś przeoczył!), byliśmy w pełnej gotowości ponad godzinę wcześniej, no bo przecież trzeba było już tak na serio nastawić się fizycznie i psychicznie na nadchodzący szturm żądnych rozrywki tłumów, i zrobić to wszystko, o czym mówiliśmy wczoraj, że zrobimy jutro, hehe.

Zostałam oddelegowana do Babskiego & Boskiego Squadu Loży Szyderców Fejmuchów, odpowiadającego za wypożyczalnię gier planszowych na piętrze. Wypożyczalnia była przemyślnie skitrana pod schodami prowadzącymi na balkon Sali Widowiskowej, więc było nam przytulnie i bezpiecznie, i nawet nie tak bardzo gorąco, dzięki ci Borze za dwa wentylatory. Nasz Boski & Babski Squad, poza dbaniem o ewidencję wypożyczanych planszówek, legitymowaniem użytkowników, przypisywaniem tytułów gier do numerków i nazwisk oraz pilnowaniem całego naszego długiego stoiska, mógł też poświęcać czas na siedzenie i ładne wyglądanie, a nawet czasem przebiec się po konwencie i obczaić, co się dzieje.

A działo się!

Prelekcje zaczęły się z grubej rury, bo od szermierki/fechtunku/walki na miecze (bo to średniowiecze) (prelegent by mnie zabił za nieprofesjonalne stosowanie terminologii) - czego nie widziałam, bo siedziałam w wypożyczalni, no ale z zaufanych źródeł wiem, że trochę smutek, bo pokaz walki trwał jakieś 3 minuty, a potem prowadzący mówił bardzo dużo rzeczy i nie wiedzieć kiedy, jakoś tak zleciał pozostały czas prelekcji... nie mówcie Pawłowi

No ale za to broń była prawdziwa! Znaczy, prawdziwe repliki, takie wiecie, metalowe i w ogóle!

Faceci chodzący z mieczami na wierzchu - takie rzeczy tylko na Pilkonie! (fot. Patryk Kozłowski)
Przypominam, że miecz to tylko replika, no przecież umiemy w zasady BHP i na pewno nie dalibyśmy dziecku do ręki czegoś, czym może sobie krzywdę zrobić, prawda..? Prawda? Panie prowadzący? (fot. Patryk Kozłowski)
W tym samym czasie w małej salce prelekcyjnej Prodos Games nauczało o modelowaniu 3D przy tworzeniu gier planszowych. Nieopodal, pod schodami na piętro, rozpoczęły się warsztaty z Lego-robotyki, na których można było złożyć z klocków własne cudo, a następnie wprawić je w ruch przy pomocy komputera.

Lego-warsztaty (sama zrobiłam zdjęcie mikrofalówką, wiecie, nie miałam czasu na łapanie ostrości, musiałam szybko wracać do wypożyczalni)
Lego-robotyka jest banalna, nawet dziecko potrafi złożyć transformersa. (fot. Patryk Kozłowski)
To NA PEWNO nie jest żadna maszyna do tortur! (fot. Piotr Czarniecki)
Małpa grająca na kubkach? Żaden problem! Do tego odpowiedni podkład muzyczny i można iść do MamTalentu. (fot. Justyna Smoguła)
Na piętrze natomiast, opodal naszej wypożyczalni, rozpoczynały się turnieje - w Games Roomie, będącym na co dzień korytarzem, rozłożył się Tragic Magic: The Gathering, a w drugim korytarzu, pełniącym funkcję Games Roomu Turniejowego, rozstawili się amatorzy Star Wars, uzbrojeni w X-Wingi.  O ile Tragic Magic to dla osób postronnych jedynie kolorowe karty z rzadka błyskające holograficzną farbką, o tyle X-Wing prezentuje się już całkiem wyględnie, bo zawiera przestrzenne figurki statków kosmicznych, które rozstawia się na mapie nieba.

I dlatego X-Wing doczekał się miliona zdjęć, a Magic ani jednego.

W tej samej sali odbywał się również turniej Gwinta w wersji analogowej. Gwint to karcianka z Wiedźmina 3 - powiadają, że najlepsza gra w grze w historii gier w grach. Wyobraźcie sobie, że talie kart do Gwinta dostępne są jedynie w wypasionych wydaniach Wiedźmina 3, tych wzbogaconych o rozmaite upominki i dodatki, a tu tak po prostu sobie leżały i można było nimi grać, how cool is that?

Gwint w całej swej analogowej okazałości. Po prawej widzimy sędziego turnieju Pokemon GO, który bardzo poważnie traktuje swoje zajęcie. Ale ma koszulkę z Pikachu na klacie, więc mu wybaczymy. (fot. Patryk Kozłowski)
Na pierwszym planie ostre rżnięcie w Gwinta, w tle panowie biją się na X-Wingi. A z X-Wingami nie ma to-tamto, bo każdy prawdziwy gracz gra własnoręcznie zebranym i latami kompletowanym zestawem pięknych statków, więc emocje są niesamowite. (fot. Justyna Smoguła)
Żartowałam, to nie jest niesamowite, to jest koszmarnie nudne, sorry, chłopaki. (fot. Patryk Kozłowski)
Choć prawdopodobnie miałabym na ten temat inne zdanie, gdybym tylko rozumiała, o co tu chodzi. No ale figurki. Figurki są ładne. (fot. Piotr Czarniecki)
Przed Turniejowym Games Roomem również stały stoły z... z rzeczami. Nie no, nie wiem, co to jest. (fot. Justyna Smoguła)
Ale to na pewno jest Warhammer. Widoczna powyżej wojna toczyła się na specjalnie przeznaczonym w tym celu wielkim stole, który stał tuż obok naszej wypożyczalni. Oczywiście nic nie widziałam, ale wiem. (fot. Patryk Kozłowski)
Figurki. Figurki są naprawdę ładne. (fot. Patryk Kozłowski)
Tymczasem Sala Multimedialna, zwyczajowo zwana Kameralną, przez cały konwent przeżywała największe obłożenie, jako że oferowała atrakcje najciekawsze z punktu widzenia przeciętnego zjadacza RAMu - wszystkie możliwe konsole wyposażone w najbardziej kultowe gry, wliczając w to retro-kącik, w którym można było popykać w klasyki typu Mario Bros na klasycznych starych złomkach.

Oprócz tego mieściło się tam stanowisko wyposażone w jakieś dwadzieścia laptopów, na których toczyły się turniejowe boje w grze Heartstone. Tuż obok rozgrywała się walka o tytuł mistrza FIFA 2016. Nagrodą były prawdziwe puchary!

Wiem, że wyglądają jak kartonowe, ale to wina Klakiera, bo nie umie malować, pozdrawiam go serdecznie. (fot. Mateusz Marciniak)
♪ ♫ Najlepszym być naprawdę chcę ♪ ♫... A nie, czekajcie, to nie ta gra... (fot. Mateusz Marciniak)
A w sumie czym ja się przejmuję, skoro Link gra w FIFĘ... (fot. Patryk Kozłowski)
Heartstone sirius biznes, trzeba się dobrze przygotować. (fot. Justyna Smoguła)
Brakuje tu tylko grupy cheerleaderek z pomponami! (fot. Piotr Czarniecki)
Nie ma to jak przyjechać na konwent i móc poczuć się jak w domu, spędzając pół dnia przy komputerze. :D (fot. Mateusz Marciniak)

Milion ludzi na wszystkich konsolach, i tak przez cały dzień. Raz jeszcze pozdrawiam Klakiera. Klakier chciał być Deadpoolem, ale nie mógł, bo musiał pilnować miliona ludzi na konsolach. (fot. Justyna Smoguła)
Dalszy milion ludzi na konsolach. (fot. Justyna Smoguła)
Gry na Kinect cieszyły się szczególną atencją uczestników konwentu. (fot. Patryk Kozłowski)
O, kolejne moje zdjęcie robione mikrofalówką. Więc mogę powiedzieć, że ten bałagan w Sali Multimedialnej widziałam na własne oczy.
Pozdrawiam Klakiera.
Przedział wiekowy naszych gości był po prostu nieprawdopodobny - wszystko dzięki temu, że pogoda była bajeczna i przyszło mnóstwo ludzi z dziećmi, nawet takimi malutkimi bąbelkami. I te malutkie bąbelki były pod największym wrażeniem moich rogów. I ich mamy mi je podstawiały (dzieci, nie rogi), żeby mogły sobie popatrzeć z bliska, a ja wtedy robiłam nimi "buc" (rogami, nie dziećmi), a one się śmiały (dzieci, nie rogi).
A tak w ogóle to jeszcze raz pozdrawiam Klakiera, który poza tym, że pilnował miliona ludzi na konsolach, to jeszcze biegał po całym konwencie, a jako jedyny miał klucz do pokoju, gdzie wszyscy animatorzy trzymali swoje plecaki i torebki, i kiedy ja na przykład bardzo potrzebowałam swojej torebki, to musiałam czekać godzinę, aż Klakier się znajdzie i otworzy drzwi. Dzięki, Klakier. Nie będzie więcej seksów w składziku. (fot. Patryk Kozłowski)
Tymczasem przed siedzibą konwentu rozpoczynał się emocjonujący turniej Pokemon GO, polegający na tym, że drużyny stają do walki o podbicie areny przy pomocy pokemonowej aplikacji.

No dobra, pykanie palcem w telefon jest średnio emocjonujące, ale żeby konkurs nie ograniczał się do pykania palcem, organizatorzy zdecydowali, że podbicie areny będzie legitne dopiero wówczas, kiedy zwycięzca w ciągu piętnastu minut od wygranej znajdzie sędziego i pokaże mu swój telefon na dowód swojej prawości i uczciwości, a sędzia to zaprotokołuje i uzna jego legitność. Myk polegał na tym, że sędziowie nie stali w jednym punkcie, tylko biegali po całym konwencie i, na przykład, grali w Gwinta; ale można ich było łatwo rozpoznać po żółtej koszulce z Pikachu na klacie.

O tej porze do pracy ruszyli także Tee Tos i Roza, lokalni artyści, którzy podjęli się machnięcia na żywo fantastycznego graffiti na cześć Pilkonu.

Sztuka rodząca się na oczach tłumów, w tym graczów w Pokemony. (fot. Patryk Kozłowski)
Żartuję, gracze w Pokemony nie mogą patrzeć na rodzącą się sztukę, bo podbijają arenę! (fot. Mateusz Marciniak)
Sztuka in progress. (fot. Patryk Kozłowski)
A kiedy graffiti było skończone, wszyscy organizatorzy i animatorzy zrobili sobie z nim zdjęcie. Dla ułatwienia podpowiem, że siedzę trochę wyżej i bardziej z lewej, a dokładnie NA PIĘTRZE W WYPOŻYCZALNI, wielkie dzięki, misiaczki. Ale za to Książę załapał się na foto, ratując honor rodziny, więc będziemy mieli co pokazać wnukom. (podobno jest też na okładce lokalnej gazety!) (fot. Justyna Smoguła)
W tym samym miejscu odbył się ciąg dalszy prelekcji dotyczącej  szermierki  fechtunku  łotewa  naprawdę nie mówcie Pawłowi, przecież on ma broń  mieczów! Tym razem był to głównie pokaz walki. Oczywiście nic nie widziałam, będąc w wypożyczalni, ale ludzie mi donieśli, że co prawda szermierze walczyli ze sobą, ale jakoś tak "bez przekonania" - to doprawdy rozczarowujące z ich strony, że nie chcieli się pozabijać na potrzeby pokazu.

Tak, to właśnie oni. Wstydźcie się, panowie. (fot. Patryk Kozłowski)
No ale nie wiem, osobiście uważam, że to właśnie takie chwile sprawiają, że żałuje się bycia animatorem. :C
"Nie mogę iść na prelekcje, bo trzymam kredens siedzę w wypożyczalni" - już jutro w Fakcie! (fot. Patryk Kozłowski)
Panie fotografie, gdzie pan się wepchnął z tym aparatem, przecież oni mają broń, mogą nią pana ukłuć w... no, w obiektyw! (fot. Patryk Kozłowski)
W tym samym czasie w Salce Prelekcyjnej również nieustannie się działo - najpierw wykład o humorystycznej fantastyce, a następnie całe dwie godziny gier i zabaw couchingowych, które uczą pracy w grupie, wiary w siebie i w ogóle, i pozwólcie, że więcej nic nie powiem o couchingu, bo przychodzą mi na myśl brzydkie rzeczy, i podobno te warsztaty były bardzo spoko. Znaczy się, nie wiem, nie byłam, bo - nie zgadniecie! - siedziałam w wypożyczalni, ale ludzie tak mówili.

W tym też momencie rozpoczynała się sesja zdjęciowa do konkursu cosplay - i w tym temacie nie ma co tu dużo gadać, niech przemówią zdjęcia! Na korytarzach naszego przybytku w związku z konkursem można było spotkać następujące postacie:

Wcześniej wspomniany Link grający w FIFĘ. (fot. Patryk Kozłowski)
Joker - Dawid Czerwiński oraz Poison Ivy - Paula (fot. Patryk Kozłowski)
Gnijąca panna młoda? Welp, jeśli nie gnijąca, to na pewno martwa. Wykonanie - Emilia (fot. Patryk Kozłowski)
Krótki research powiedział mi, że to... uch... że to nie jest Mad Max? Pomocy? (fot. Patryk Kozłowski)
Cosplay z fandomu Star Wars - rebeliantka z Ryloth w wykonaniu Lucy Nebraski. (fot. Patryk Kozłowski)
Harley Quinn i Joker w wersji Suicide Squad. (fot. Patryk Kozłowski)
Na piętrze urzędowali znani z Naruto dwaj członkowie Akatsuki, którzy chętnie korzystali z planszówkowej wypożyczalni. (fot. Patryk Kozłowski)
Po konwencie przechadzał się także cały szwadron żołnierzy w pełnym rynsztunku - to tylko dwaj z nich. (fot. Patryk Kozłowski)
Maleficent - wiedźma z disneyowskiej Śpiącej Królewny - w wykonaniu Hexe von Dep. (fot. Patryk Kozłowski)
A tu nie znam ani fandomu, ani ludzi, ale bardzo chciałabym wytulić tę dziewczynę. Po pierwsze za to, że rozpoznała we mnie Sławka, chociaż jej koledzy twierdzili, że jestem kozą, a po drugie za to, że nosiła ze sobą śliczną lalkę - żywiczkę. Niestety, jestem lamą i nawet nie zdążyłam jej pomacać ani spytać, co to za model i jakiej firmy! (fot. Patryk Kozłowski)
Profesjonalna sesja zdjęciowa odbyła się w Sali Widowiskowej; tam miało miejsce również rozstrzygnięcie konkursu.

Pan nie-Mad Max jest chyba zmęczony szitem Anonimowych Zakonników macających jego laskę. Tę drewnianą. (fot. Patryk Kozłowski)
Pojawiła się też Enchantress, również z Suicide Squad.  (fot. Patryk Kozłowski)
Tu chciałabym wtrącić, że na widok panny z powyższego zdjęcia nasza Babska & Boska Loża wyraziła swoje ogólne zniesmaczenie, jak to baby mają w zwyczaju, po czym, po chwili złorzeczenia, ogarnęła się i szczerze przyznała, że kostium jest jednak całkiem ładny, a członkinie Loży po prostu zazdroszczą koleżance figury, młodości i jędrności. I cycków, bo to były naprawdę dobre cycki.

A potem Kasia powiedziała nam, że w regulaminie konkursu na cosplay zapisano, aby kostiumy nie były zbyt wyzywające. Zdziwiłyśmy się, że taki regulamin w ogóle istnieje. No ale miałoby to jakiś sens...

Bronią, jak miłością, należy się dzielić! (fot. Patryk Kozłowski)
Joker w wykonaniu Dawida miał generalnie straszne parcie na obiektyw, jest na prawie każdym zdjęciu. (fot. Patryk Kozłowski)
Joker, stahp, i tak nie możesz wziąć udziału w konkursie, bo kumplujesz się z organizatorami. A tak w ogóle, tulaski dla widocznej powyżej Karoliny za czadowy cosplay Żylety z Lego: Przygoda! (fot. Patryk Kozłowski)

Dobra, wystarczy już tego Jokera, niech go ktoś w końcu zdejmie ze sceny. (fot. Patryk Kozłowski)
NO ALE BEZ PRZESADY (fot. Patryk Kozłowski)
I selfie! I na fejsa! I na insta! (fot. Patryk Kozłowski)
I zdjęcie rodzinne! (fot. Patryk Kozłowski)
I laureatka pierwszego miejsca! Drugie i trzecie otrzymały kolejno Lucy i Hexe. (fot. Patryk Kozłowski)
Podczas konkursu w innych punktach konwentu rozpoczynały się kolejne atrakcje - w Salce Prelekcyjnej można było dowiedzieć się, co się kryje pod wiktoriańską spódnicą (sic!), a następnie posłuchać o fantastycznych światach. Szczegółów oczywiście nie znam, bo - a to ci historia! - siedziałam w wypożyczalni, ale Kamil, honorowy członek naszej Babskiej & Boskiej Loży, przyszedł się pochwalić, że na jego wykładzie było całe dziesięć osób.
- Eeee?
Na piętnaście miejsc!
- Oooo, gratulacje, brawo Kamil, Kamil super!

Salę Widowiskową natomiast przejął gość specjalny Pilkonu, Mariusz Gandzel, który poprowadził prelekcję o tworzeniu ilustracji karcianych do gry Władca Pierścieni. W tę właśnie grę w ramach eventu Spadkobiercy Gondolinu można było nauczyć się grać na korytarzu na parterze.

Gość specjalny we własnej osobie. (fot.Piotr Czarniecki.)
Parę godzin później nasz gość poprowadził kolejną prelekcję połączoną z warsztatami rysunku. Oczywiście nie wzięłam w nich udziału - na pewno nie domyślacie się, że siedziałam wówczas w wypożyczalni - ale Rico na nich był i mówił, że to bardzo dobre warsztaty. A Rico rysuje, więc się zna, a poza tym nie należy do ludzi, którzy zachwycają się byle czym, więc to musiały być bardzo dobre warsztaty.

Sensei Gandzel wtajemnicza grono zainteresowanych w arkana zaawansowanej sztuki plastycznej. (fot. Patryk Kozłowski)
Jeśli na kartce widzicie trójkąt, a nie drzewo, to jesteście mało wtajemniczeni. (fot. Patryk Kozłowski)
Generalnie jednak przez całą resztę konwentu pan Mariusz siedział wraz z asystentką przy swoim stanowisku i w ten sposób udostępniał się publiczności. Jego stanowisko mieściło się naprzeciwko mojego, więc poczułam, że wiąże nas porozumiewawcza więź wspólnego siedzenia. I tak sobie siedzieliśmy.

Stoisko w całej okazałości, można było podejść, podziwiać i zagadać autora. (fot. Patryk Kozłowski)
Oczywiście autor nie był jedynym, co można było tam podziwiać. (fot. Mateusz Marciniak)
Zdjęcie a'la paparazzo SuperExpressu, czyli Mariusz Gandzel z perspektywy Lunatyczki, W ten właśnie sposób obejrzałam większość konwentu.

Tyyyle dużo konwentu stąd widać!
A to było urocze, bo cała grupa dzieciaków podeszła podziwiać stroje pary z nie-Mad Maxa.
A ja tak narzekam na to siedzenie w wypożyczalni, ale tak naprawdę było mi tam bardzo dobrze. Fajne towarzystwo, fajne zajęcie - do szczęścia brakowało mi jedynie umiejętności bilokacji. Bo gdybym nie siedziała w wypożyczalni, tylko korzystała z uroków Pilkonu, nie pozostawiając swojego klona do ogarniania ewidencji, to byśmy mieli na piętrze straszny meksyk, bo Kasia znała osobiście wszystkich klientów i wydawała im gry BEZ NUMERKÓW, NO JAK TAK MOSZNA. #triggeredLunatyczka

Meksyk na piętrze był i bez tego - w godzinach szczytu w obiegu miałyśmy prawie dwadzieścia gier bez przerwy i zajęte wszystkie możliwe stoliki, wliczając w to dodatkowe na parterze i jeszcze kilka, które chłopaki nam dowieźli, bo nie było gdzie ludzi usadzać. Szaleństwo, powiadam!

Pełniutki Games Room all day, all night. (fot. Justyna Smoguła)
O wow, to na stole to chyba Magic, jednak jest na jakimś zdjęciu! W tym miejscu pozdrowienia dla wszystkich Magicowców, którzy cały dzień zajmowali połowę stolików w Games Roomie, uniemożliwiając normalnym ludziom granie w normalne gry, zupełnie jakby nie rozgrywali swoich turniejów w każdy piątek, doprawdy. (fot. Patryk Kozłowski)
EDIT: Fałszywy alarm, to nie Magic, a Władca Pierścieni właśnie, shame on me, a przecież pan na zdjęciu ma nawet adekwatny cosplay! (i jednak Magic nie doczekał się ani jednego zdjęcia, jaka straszna szkoda!)
Sporą część swojej popularności Gralnia Pikonowa zalicza 3G i ich speszyl animatorom, który porozkładali gry na stanowiskach i zapraszali ludzi do wspólnej zabawy; tym sposobem przechodnie odkrywali, że gry planszowe to nie tylko Chińczyk.(fot. Justyna Smoguła)
Na zdjęciu Speed Cups, absolutny hit, jeśli chodzi o przełamanie planszówkowych lodów - ustawiamy kolorowe kubeczki w wylosowanej konfiguracji i walimy w dzwonek, kto zrobi to szybciej, dostaje punkt. Zalecany odpowiedni podkład muzyczny. Niezalecane granie w godzinach nocnych. No bo wiecie, to walenie w dzwonek... (fot. Patryk Kozłowski)
Klask - skandynawska wariacja na temat cymberaja w wersji mini - cieszył się takim wzięciem, że po południu zorganizowano spontaniczny turniej w tę gierkę. Było wiele radości, pachołki latały na wszystkie strony. (fot. Justyna Smoguła)
Wiek nie ma znaczenia, planszówkowych tytułów jest tyle, że każdy znajdzie coś dla siebie. (fot. Justyna Smoguła)

Aha, a my się zastanawiałyśmy, gdzie się podziewają ci wszyscy animatorzy oddelegowani do tłumaczenia gier! (fot. Justyna Smoguła)
To właściwie taki nieistotny, drobny zgrzyt, bo mimo to, że animatorów nieustannie nam brakowało, to jednak zawsze znalazła się osoba, która znała dany tytuł i ruszała go pokazywać, i wszyscy świetnie się bawili. W tym momencie ślę buziaki dla Rafała - dzielnego animatora z łapanki, Szona - odpowiedzialnego faceta na odpowiedzialnym stanowisku, i dla małej Julci, która miała nie więcej, jak dziesięć lat, a chodziła tłumaczyć ludziom gry i traktowała to poważniej, niż spora część pełnoletnich pomocników.

Ach, no i nie mogę przy tej okazji nie wspomnieć o Patrycji, mej platonicznej towarzyszce niedoli, która wraz z Weroniką również cały dzień była uwięziona przy planszówkach, ale na parterze, w sklepie - głaski i tulaski, odesłałam do Ciebie jakieś milion ludzi, nie dziękuj!

Spójrzcie tylko, jakie są zachwycone, i Pati wcale nie daje do zrozumienia tym zabójczym wzrokiem, żebym spadała sobie do wulkanu. (fot. Justyna Smoguła)
A jeśli o ludzi chodzi, to klientela była absolutnie przecudowna i chętna do zabawy. Stałym jej trzonem przez ładnych parę godzin była parka małych dzieciaczków, które co jakiś czas przychodziły do mnie całkiem same, by wymienić ukończoną grę na inną, i tak zaliczyły chyba wszystkie klasyki pokroju Jengi, Monopoly i Dobble, słodziaki.

Wypożyczalni bardzo przysłużył się wspomniany wcześniej Joker z parciem na obiektyw, który był naszym samozwańczym głównym naganiaczem i co jakiś czas przyprowadzał kolejną grupę chętnych do zagrania. Odwiedził nas też cały szwadron żołnierzy, Akatsuki i ci Anonimowi Zakonnicy, którzy twierdzili, że jestem kozą, ale ich koleżanka miała ładną lalkę, więc niech im tam będzie.

Duże ilości naraz gier, i o, tam właśnie jestem, tam w kącie, ta z rogami! (fot. Patryk Kozłowski)
I tak właśnie sobie siedziałam. Było mi tam fajnie z jeszcze jednego względu - mam fetysz nietypowych imion (co potwierdza mój Książę we własnej osobie, nosząc imię zacnego współczesnego poety) i czułam się szczęśliwa za każdym razem, kiedy wypożyczający podawali mi swoje dane osobowe w zamian za grę i numerek. Zupełnie nie mam pamięci do twarzy, ale jak mi się podyktował taki Olaf czy Sergiusz (pozdrawiam chłopaków!), robiło mi się ciepło i puchato i wiedziałam, że będę ich pamiętać już forevah. A poza tym Sergiusz rozpoznał we mnie Sławka, więc podwójne propsy, ziom!

Okej, jedną twarz zapamiętałam - dzieciaczek pewnie w wieku podstawówkowym, szczuplutki, krótka jasna fryzurka i śliczne oczy, przyszedł do nas z tatą - i kiedy już mamy zamiar wyrazić nasz zachwyt, mówiąc coś w stylu "o jejciujejciu, jaki śliczny chłopczyk!", chłopczyk pewnie podbija do lady, samodzielnie wypożycza grę i mówi, że ma na imię Nina. Umarłabym z zachwytu i wstydu zarazem, ale nie mogłam, bo musiałam pilnować wypożyczalni. Pozdrawiam zatem Ninę i jej tatę!

A w ogóle, pozdrawiam też Bartka, tego, który mi zabrał wszystkie długopisy, nie wiem, co on z nimi robił, zżerał je czy coś, no ale w każdym razie żaden problem, bo nie były moje, dlatego tak chętnie je wydawałam.

Ach, i pozdrawiam jakieś laski, które dłuższą chwilę stały dziesięć metrów od lady, patrzyły na mnie i rozważały głośno, myśląc że nie słyszę, czy podejść po grę, czy nie, aż w końcu jedna z nich stwierdziła śmiertelnie poważnie: "Nie, ja się boję" i sobie poszły. W tym momencie zaczęłam się zastanawiać, ilu jeszcze ludzi tak nieświadomie odstraszyłam, i czy rzeczywiście wyglądam tak okropnie?

Otu Babska & Boska Loża Szyderców Fejmuchów w komplecie. Okej, jednak wyglądam okropnie, no ale tu akurat wyszłam blado, bo laptop świecił mi w ryj. I w ogóle, jesteśmy takie poruszone. (fot. Piotr Czarniecki)
Bardzo kocham dziewczyny z naszej Loży. Kasię, bo zrobiła zajebiste bułki i dała mi jedną, kiedy powiedziałam, że nie zdążyłam zjeść śniadania, i Madzię, która upiekła placek i nas nim karmiła w przerwach między ewidencją, i Agę, która była oszałamiająca i cały konwent przechodziła na wysokich obcasach. Zmieniła je dopiero wieczorem. Na koturny. Ja pitolę.

Poza tym je kocham, ponieważ solidarnie byłyśmy od rana Babki Boskie Bolesne, każda na coś cierpiała, ale wspólnie połączonymi siłami oraz środkami farmakologicznymi zdołałyśmy utrzymać się w kupie i do końca imprezy być bajeczne.

Okeeeej, jednak byłam blada, ale to dlatego, że mnie bolało. (fot. Mateusz Marciniak)
Wróćmy jednak znów na parter i raz jeszcze wspomnijmy o Dawidzie Czerwińskim. Dawid, oprócz tego, że był naszym naganiaczem oraz Jokerem z parciem na obiektyw, na co dzień jest artystą i był autorem wystawy obrazów dostępnej do obejrzenia na korytarzu na dole. Wykonał również śliczne nagrody dla zwycięzców konkursu Pokemon GO. I w ogóle fajny z niego facet, też go pozdrawiam.

Autorką drugiej wystawy, mieszczącej się tuż obok i zawierającej obrazy, rysunki oraz digital art, była natomiast ta bajeczna cosplayerka, którą pokazałam Wam na początku, czyli Karoinna, kobieta wielu talentów.

A autorami trzeciej wystawy było Prodos Games, które prezentowało swoje autorskie figurki do gier na tle bajeranckich grafik, takoż z gier. Aż żal, że produkują to wszystko jedynie na zagraniczny rynek.

Wystawa Dawida składała się z prawdziwych tru obrazów na płótnach. Na zdjęciu widoczne są również nagrody przeznaczone na pokemonowy turniej. (fot. Mateusz Marciniak)
Autor, rzecz jasna, wręczał je osobiście, nie przejmując się kartonowymi pucharami Klakiera i własnym rozmazanym makijażem. :D (fot. Patryk Kozłowski)
A tu komplet nagród w rękach szczęśliwych zwycięzców! (fot. Patryk Kozłowski)

Karolina na tle swoich dzieł sztuki, sama będąc jednym z nich. (fot. Patryk Kozłowski)
Wystawa zawierała również zdjęcia innych jej cosplayów, wszystkie równie obłędne. (fot. Patryk Kozłowski)
A oto bajerancka gablotka Prodos Games, pieszczotliwie zwanego Prodiżem Prodosem. Kolejne zdjęcie z mojej mikrofalówki, nie dziękujcie. Co, że niby nic na nim nie widać? To nie moja wina, te figurki są maleńkie! No ale spokojnie, mam jeszcze jedno...
Zakładam, że te maleństwa są ręcznie malowane. To oznacza, że... Prodosowe pędzelki byłyby doskonałe do lalkowych repaintów, muihihihi!



Chyyyba że kolory są drukowane na drukarce 3D, od razu przy drukowaniu figurki? (fot. Piotr Czarniecki)
I wracamy na górę. To dobry moment, żeby wspomnieć, że nieopodal naszej wypożyczalni śliczna Poison Ivy długie godziny spędziła na malowaniu dzieciakom twarzy, od wzorów florystycznych poczynając, na Pokemonach i superbohaterach kończąc. Zrobiła tym kawał świetnej roboty, aż miło było patrzeć na te wymalowane pysiaki.

Wieczorem ruszyła kolejna tura turniejów planszówek - tym razem na tapecie było Santiago, Red7 oraz Loża Szyderców. Dwóch pierwszych nigdy wcześniej nie widziałam, ale za to mogę Wam powiedzieć, że Loża Szyderców to nic innego, jak polskie wydanie słynnego Cards Againts Humanity - karcianki polegającej na udzielaniu najbardziej niepoprawnych politycznie odpowiedzi na przedziwne pytania. Nie znam finałowego pytania naszego turnieju, bo na nim nie byłam, bo siedziałam w wypożyczalni, ale wiem, że zwycięska odpowiedź brzmiała "Predator kurwa!" - co nie dziwi absolutnie nikogo, kto kiedykolwiek grał w Lożę, bowiem ta karta znana jest też jako ultimate response of destruction.

W turnieju Loży oczywiście najchętniej brały udział powszechnie znane z poczucia humoru Norki Śmieszki. (fot. Justyna Smoguła)
Turniej Santiago był zarazem eliminacjami do mistrzostw Polski! #siriusbiznes (fot. Justyna Smoguła)
W ogóle, ktoś ręcznie pisał te wszystkie plakaty, to jest tak cudowne, że niemoge <3 (fot. Justyna Smoguła)

A tak wyglądało wielkie makijażowanie. Do przyjęcia talentu plastycznego Pauli wprost na twarz ustawiały się całe kolejki, z pełnoletnimi ochotnikami włącznie. (fot. Patryk Kozłowski)
Poison Ivy dziełem swych rąk przełamywała nie tylko bariery wiekowe, ale i stereotypy płciowe! (fot. Patryk Kozłowski)
W Sali Widowiskowej tymczasem Przemek Kucharski i jego wysportowany team koksów zwany Street Workout Piła, aby zrównoważyć te wszystkie nerdowskie rozrywki, rozpoczynał kompleksowy program ćwiczeń fizycznych; a żeby przy tym tych samych nerdów zanadto nie odstraszać, zrealizował całość w temacie Dragon Ball, zapewniając, że chodzi o poszukiwanie Smoczych Kul, a nie żadne ćwiczenia. Podobno było zacnie - potwierdzam. Co prawda siedziałam wtedy w wypożyczalni, ale come on, wysportowani faceci zawsze są zacni.

Kiedy poszukiwania Kul dobiegły końca, miejsce na scenie zajęła Sandra Fabiszewska, która totalnie rozkręciła imprezę, przeprowadzając fantastyczne warsztaty K-pop. No oczywiście, że na nich nie byłam, bo siedziałam w wypożyczalni, ale taki Michał na przykład był pod ogromnym wrażeniem i mówił, że to najlepszy punkt konwentu i powinniśmy go dużo lepiej wypromować. Osobiście odniosłam wrażenie, że największą atrakcją konwentu był nasz wentylator (serio, każdy przechodzeń się przy nim na chwilę zatrzymywał), ale jestem w stanie zrozumieć, że na Michała bardziej podziałała wielka grupa fajnych dziewcząt tańczących w rytm skocznej muzyki.

Ekipa Street Workout paczy, jak ich kolega przyjmuje pozycję "na fokę". Po ich minach wnioskuję, że robi to źle. (fot. Patryk Kozłowski)
Omatko, gdzie on z tymi nogami, żeby tylko nie strącił zabytkowego kryształowego żyrandola! (fot. Patryk Kozłowski)
Ten pan wygląda na zaangażowanego w wypatrywanie Smoczych Kul. (fot. Patryk Kozłowski)
Dobrze sprawdźcie na podłodze, może komuś wypadły? (fot. Patryk Kozłowski)
Widownia też zaangażowała się w przeszukiwanie podłogi. (fot. Patryk Kozłowski)
I'm so fabulous, czyli warsztaty K-popu! (fot. Patryk Kozłowski)
♪ ♫ Eee, makarena! A nie, czekajcie... (fot. Patryk Kozłowski)
Hej, chłopaki, chyba Smocze Kule się znalazły! (fot. Patryk Kozłowski)
A na sam koniec Salę Widowiskową przejął Tony Zgrywus - pop quiz wprost z Poznania, prowadzony przez dwóch niesamowicie charyzmatycznych ziomków. 

I NA TYM BYŁAM, i mogę Wam opowiedzieć z własnego doświadczenia, jak to wyglądało!

Boscy prowadzący, Axel i Mikołaj. (fot. Patryk Kozłowski)
Zacznę od tego, że wcale nie zamierzałam brać w tej sprawie czynnego udziału - poszłyśmy z Agą tylko popatrzeć, nie zapisywałyśmy się jako uczestniczki ani nic, zresztą nie czułyśmy się na siłach, żeby podejmować trud odpowiadania na podchwytliwe pytania z kategorii "fantastyki i nie tylko". 

Kiedy jednak znalazłyśmy się na widowni, przywołała nas do siebie wielka grupa naszych znajomych organizatorów i animatorów, w tym członkinie naszej Babskiej & Boskiej Loży, a więc Kasia oraz Magda, będąca nieoficjalną głową drużyny Mózgowców. Magda wyjaśniła nam, że to wcale nie szkodzi, że się nie zapisałyśmy, bo zapisy polegają na tym, że wybiera się nazwę dla grupy i deklaruje orientacyjną ilość członków, więc spoko, a przy odpowiedziach i tak będziemy naradzać się komisyjnie.

Tym oto sposobem zasiliłyśmy najliczniejszą drużynę ze wszystkich siedmiu czy ośmiu grup. Miało to swoje plusy - bo było nas dużo - ale też swoje minusy - bo było nas dużo. Na szczęście ze względu na nasze pokojowe usposobienie i ogólne emanowanie miłością do współtowarzyszy przekuliśmy ten minus w plus i zgodnie podzieliliśmy się pytaniami.

Kto bez googlowania zgadnie, co to jest trawler, dostanie ode mnie wirtualne piwo. (fot. Patryk Kozłowski)
Oni na pewno nie wiedzą. :D (fot. Patryk Kozłowski)
Pytania szły w trzech seriach po piętnaście zagadnień. Pierwszy etap zawierał pytania w ogólności, dotyczące rzeczywiście fantastyki i nie tylko - na przykład czy pierwszy powstał Facebook, czy Twitter, w którym roku wyemitowano pierwszy odcinek Klanu, albo jak nazywa się ryba, której nazwa jest również czasownikiem trybu rozkazującego w drugiej osobie liczbie pojedynczej oznaczającym "obserwować kogoś, podążać za kimś".
(Facebook, 1997 i śledź.)

Odpowiedzi zaznaczało się na otrzymanych kartach. Każda drużyna miała do dyspozycji również trzy specjalne koła ratunkowe, które gwarantowały większą ilość punktów na koniec, jeśli po ich użyciu odpowiedziało się dobrze na trzy pytania z rzędu, lub punkty ujemne, jeśli popełniło się błąd. Oprócz tego jedno z kół umożliwiało danej drużynie oznajmienie pozostałym drużynom czegoś, co mogło im pomóc, lub wręcz przeciwnie - pogrążyć. W ten sposób drużyna Białe Drzwi (albo Toaleta, nie mam pojęcia, która była która) na powyższe pytanie o czasownik trybu rozkazującego w drugiej osobie liczby pojedynczej powiedziała nam, że to na pewno nie jest waleń. Mózgowcy zripostowali tę podpowiedź w kolejnym pytaniu, sugerując, że twój stary.

Tak wyglądała karta odpowiedzi. (fot. Patryk Kozłowski)
A tak wyglądaliśmy my w całej kilkunastoosobowej okazałości! (fot. Patryk Kozłowski)
Jejku, jakie ładne zdjęcie tu mam, nawet nie wiedziałam! (fot. Patryk Kozłowski)
Dzięki wspólnym wysiłkom naszej wielkiej drużyny po pierwszym etapie mieliśmy sporą przewagę punktową w stosunku do pozostałych drużyn. W dwóch kolejnych pytania były podzielone na trzy pomniejsze grupy i w większości miały formę graficzną - prowadzący pokazywali nam obrazki i pytali, jak nazywa się ta postać, jaki jest tytuł tego filmu czy co to za gra. Dostaliśmy też w twarz kilkoma zagadnieniami z fizyki i astronomii, czy też - w trzecim etapie -  z dziedziny Pokemonów.

Nasi dzielni panowie pod dowództwem Michała, nowego fana K-popu i fantastycznego miszcza, byli koksami we wszystkich geekowskich dziedzinach, więc gry, postacie i filmy nie stanowiły dla nich najmniejszego problemu - no, z jednym czy dwoma wyjątkami. Nie mieli za to bladego pojęcia o Pokemonach, ale na szczęście byłam tam ja i uratowałam sytuację przed straszliwą katastrofą, ku której pchnął nas Ufo, upierając się, że ewolucją Charmandera jest Blastoise. Ufo, pozdrawiam Cię, ale weź się ogarnij.

Najbardziej ucieszyły nas pytania o gry planszowe, które padły w ostatnim etapie. Dotychczas niemal każdy pokazywany nam obrazek kwitowaliśmy chóralnym jękiem na całą salę, wyrażając w ten sposób, że z czym do ludzi, panowie prowadzący, przecież to jest taaakie banalne!, więc na widok planszówek po prostu pospadaliśmy z foteli - ale okazało się, że prowadzący nas zagiął i na koniec zapytał o coś, czego nawet nie mamy w wypożyczalni. I jeszcze nam polecił, żebyśmy sobie w to zagrali, bo dobre jest. Wielkie dzięki, kufa.

Madzia, jako osoba mająca doświadczenie w poznańskich Zgrywach, uczyła nas, jak ekonomicznie gospodarować kolami ratunkowymi. (fot. Patryk Kozłowski)
Doskonały timing, milordzie. Nie jestem pewna, co w tym momencie chciał powiedzieć Axel, ale na pewno było Fmieszne. :F (fot. Patryk Kozłowski)
Niestety, mimo naszych tytanicznych wspólnych wysiłków te etapy nie były już tak owocne, i chociaż popełniliśmy jedynie dwa czy trzy błędy, grupa Małe Ciche siadła nam na ogonie, a na koniec bezczelnie przejęła prowadzenie, zrzucając nas ze szczytu podium; a już prawie mieliśmy w rękach tę nagrodę za pierwsze miejsce!

Znaczy, furda tam nagrodę, nagrodą była planszówka i fundowała ją nasza wypożyczalnia, sklep & gralnia, więc jako organizatorzy i animatorzy działający również w imieniu gralni przekazaliśmy ją po prostu na cele charytatywne - no ale puchar, puchar był do wygrania, i to piękny, złoty, a nie dziadowsko pomalowany! (wciąż pozdrawiam Klakiera)

No dobra, za drugie miejsce też był puchar. Mamy go, stoi sobie w naszej stacjonarnej gralni. No ale to nie to samo, co ten za pierwsze. A niech cię, Małe Ciche!

O trzecie miejsce walczyły zaciekle w dogrywce Kurde z Toaletą (heheheheh). Dogrywka polegała na tym, że reprezentanci drużyn stawali przy stoliku, na którym dumnie sterczał żółty dildos Totem Zgrywusa; po zadanym pytaniu należało szybko go złapać. Kto dzierżył totem, mógł udzielić odpowiedzi, odpowiedź poprawna oczywiście skutkowała punktem dla drużyny. Po zażartej bitwie o dildo totem zaszczytne miejsce trzecie otrzymała... któraś z tych grup, naprawdę nie wiem, która była która, przepraszam. D:

Zresztą jakie ma znaczenie jakieś trzecie miejsce, liczy się to, że Mózgowcy nie dostali pierwszego! I foch.

I see what you did there! (fot. Patryk Kozłowski)
Anyway - quiz był super i bardzo nam się podobało. Prowadzący byli niesamowicie elokwentni, swobodni i sypali żartami sytuacyjnymi jak z rękawa, dlatego strasznie się cieszę, że im podobało się równie bardzo, jak nam i zdecydowali, że od października ruszają ze zgrywami w Pile, całe dwa razy w tygodniu! (może w końcu zajmiemy pierwsze miejsce)

I tak, wraz z końcem Tony'ego Zgrywusa, o godzinie 22 dobiegł końca cały konwent. Zmęczeni, ale szczęśliwi, zgodnie uprzątnęliśmy wszystko, co można było na tamtą chwilę załadować do samochodów, a następnie ruszyliśmy...

...na afterparty do gralni i świętowaliśmy udaną imprezę do późnej nocy! :D

Prawie wszyscy sprawcy całego tego zamieszania! Bartek nawet stracił głowę!
Podsumowując - Pilkon był cudowny i nie mogę się doczekać przyszłorocznej edycji. A przyszłoroczna edycja będzie podwójnie cudowna, bo ma trwać już dwa dni, a nie tylko jeden - zatem już zapraszam wszystkich, którzy w tym roku chcieli, a nie mogli, chcieli, a bali się, chcieli, a mieli daleko, albo zupełnie nie chcieli, a powinni. 

Na pewno będą równie fajne atrakcje, na pewno będą gry, i te z prądem, i te bez, i na pewno będę ja, w wypożyczalni, huehue, i na pewno wszystko będzie równie za darmo, co w tym roku.

Ale serio, wybierzcie się, warto. ;)

_________________________________________________________________________________

Tak, wiem, mówiłam, że relacja będzie w poniedziałek, przepraszam... ale tydzień obsuwy w moim wykonaniu to nic szczególnie nowego, co nie? :D 

Obsuwa wynikła z faktu, że w niedzielę po Pilkonie byczyliśmy się nad jeziorem na zasłużonych wczasach, a potem dla odmiany sprawiedliwie harowaliśmy przez cały tydzień i oczywiście nie miałam czasu, i pisałam to wszystko po troszeczkę, z doskoku. 
(still lepiej, niż mój licencjat)

To na koniec jeszcze creditsy - dziękuję wszystkim autorom zdjęć, które bezczelnie wykorzystałam, a więc Patrykowi, Justynie, Mateuszowi i Piotrowi, bo bez nich mogłabym sobie nafiukać, a nie relację napisać. Na pilkonowym fejsbuniu możecie obejrzeć pełen zestaw wszystkich ich fotografii z konwentu, o tu o, a poza tym Piotr pierwszy zrobił relację na swoim blogasku, i to już następnego dnia, więc w ogóle, z czym ja tu do ludzi tydzień później.

Dziękuję i pozdrawiam raz jeszcze wszystkich zaangażowanych w to zamieszanie, tych, których już wymieniałam i tych, o których zapomniałam, hańba mi, możecie się przypomnieć w komciach. 

I w ogóle. 

Było fantastycznie i chcę jeszcze raz!

Podobne posty

13 komentarze

  1. Łoooo, no postarałaś się z tym opisem Pilikonu *_* Ale podziałało, jeżeli będzie okazja to za rok chętnie się tam wybiore :) Całkiem z rozmachem to tam było z organizowane jak na drugą edycje dopiero,a przynajmniej tak wygląda z twojego opisu. Szkoda że nie mogłaś sama więcej pobiegać po konwencie ale wszystko jest do nadrobienia, przynajmniej mogłaś doświadczyć jak to z drugiej strony wygląda. A twoje różki są prawdziwie realistyczne więc się nie dziwie że się Ciebie bały dziewczynki. Opłacało się nie pisać na blogaska i je lepić xDD Tak czy inaczej, gratulacje za zajęcie drugiego miejsca w quizie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, wybieraj się! :D Rozmach był nieprawdopodobny, bo organizatorzy nie znają granic, i jak już coś wymyślą, to może się walić i palić, a zrobią tak czy inaczej - dlatego jak sobie pomyślę, że następny Pilkon będzie rozłożony na dwa dni, to aż mnie telepie, tak się jaram.

      Że nie biegałam, to właściwie wyłącznie moja zasługa, po prostu następnym razem muszę sobie zorganizować czas odpowiednio wcześniej i tego się trzymać...

      Dziękuję <3 Ale te dziewczynki miały przynajmniej po szesnaście lat! D:

      Usuń
  2. Rewelacyjny Relacja. Dziękujemy za nią, a zwłaszcza za pracę i poświęcenie przed i w trakcie naszego wspólnego konwentu. Książę ratował z każdej opresji i nie ma opcji aby PILKON2017 odbył się bez Was! Odpocznijmy troszkę i działamy dalej jako pilkonowa rodzinka, a zadania sobie potem porozdzielamy aby było jeszcze bardziej fantastycznie:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To my dziękujemy, że mogliśmy w ogóle wziąć czynny udział w imprezie i polecamy się na przyszłość, kiedy tylko będzie trzeba! :)

      Usuń
  3. Świetny wpis! Ale muszę sprostować - na jednym ze zdjęć, jest zarzut - że to MAGIC - a rycerz Gondoru tam grający - grał we Władce Pierścieni. I druga sprawa z tym związana, Spadkobiercy Gondolinu - to nie jedno z wydań tej gry, jaka jest władca Pierścieni - a tylko albo aż nazwa wydarzenia, które odbyło się w ramach Pilkonu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No czekałam, aż mnie ktoś słusznie poprawi, bo się nic a nic nie znam, dziękuję!

      Usuń
  4. X-Wingi nudne?! Ta zniewaga krwi wymaga :P ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawy post. Widać, że trochę nad tym siedziałaś. Chcę tylko powiedzieć, iż moje nazwisko, to "CZARNIECKI", a nie, jak mogło to wyglądać na plakietce "KARNIECKI". Popraw tylko tą jedną gafę i post można śmiało uznać za idealny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam bardzo, sugerowałam się plakietką właśnie, już poprawiam.

      Usuń
  6. Ja wiedziałam co to jest trawler! Nawet mam świadka :D
    Czekam na piwo!
    Batgirl

    P.S.
    Fajowy opis :D

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że jesteś! Możesz napisać mi komcia, korzystając z tego oto miniporadnika formatowania:

[b]tekst[/b] - pogrubienie
[i]tekst[/i] - kursywa
[a href="www.jakaśstrona.pl"]tekst[/a] - link ukryty

Zamiast nawiasów kwadratowych [] wstawiamy nawiasy ostre <>

Polecany post

Sims 4 - Legacy Challenge - prolog

Dziś będę odtwórcza  mam dla Was coś niesamowitego - Legacy Challenge dla Sims 4! Zainspirowana Projektem "Prokrastynacja" mego ...

Facebook

Blogger

Subscribe