Sims 4 - Legacy Challenge - Pokolenie #2 - Urodziny Lucy, i Arthura, i Oscara

21:52


Nareszcie doczekaliśmy pierwszych Simsów w nowym roku, które otwierają gwiazdy poprzedniego odcinka - Astro i Cosmo w swoich ludzkich przebraniach oraz ich dumny nosiciel-rodziciel Malcolm, i absolutnie ani jedna mistrzyni drugiego planu.


Z ciekawostek - w trakcie gry zdecydowałam, że kosmiczne pomioty będą na stałe przebrane za ludzi, bo nie mogłam znieść ich skrzecząco-piszcząco-skrzypiących kosmicznych tembrów głosu. Naprawdę, przy nich głosik Oscara był muzyką dla uszu.

W każdym razie, kosmiczna rodzina zgodnie zasiadła do pierwszego wspólnego śniadania, które spożyła w zgodzie i bez przypałów. Malcolm jest wyraźnie dumny ze swego nieziemskiego potomstwa.

- Jestem dumny ze swego nieziemskiego potomstwa.

Kiedy jednak przyjrzałam mu się lepiej, spostrzegłam, że chyba zaczyna dopadać go pociążowy syndrom Niny (pamiętacie zdradziecką żonę Mandarka, która po urodzeniu pięciorga dzieci zaczęła wyglądać jak Magda Gesller?); w związku z tym Malcolm rozpoczął zmianę trybu życia na zdrowy i aktywny. No i czas na to najwyższy, w końcu jest lekarzem.

- Właśnie tak, biegam, bo otyłość jest niezdrowa, wcale nie dlatego, że mi ktoś kazał!

Tak, Malcolm, to wcale nie była moja decyzja! Ale serio, Simy to takie leniwe buły, mają tę wolną wolę, ale same z siebie nie wpadną na pomysł, że skoro zaczęły tyć, to mogłyby się zacząć trochę ruszać, nie, no skąd.
(powiedziała utyła leniwa buła, siedząca całymi dniami przed komputerem)
(ale ciii, od przyszłego tygodnia idę na jogę, już sobie matę kupiłam i w ogóle, wiecie, nowy rok, nowa ja i te sprawy)

Tymczasem w domu dzień rozpoczynały pozostałe egzemplarze potomstwa.

- Witajcie, moi kosmiczni bracia!
- O bracie, częstotliwość jego głosu jest chyba właściwa dla samic z tego gatunku?
- Zaczekaj bracie, on chyba próbuje nawiązać z nami kontakt.
- Nie mieliśmy jeszcze okazji się poznać. Mam na imię Oscar i wygląda na to, że jestem waszym starszym bratem.

- HA! Bratem?
- Na jakiej podstawie tak sądzisz, osobniku zwany Oscarem?
- No wiecie, mój tata was urodził, więc... no, mamy wspólnego ojca.
- Nie wiem, na jakim poziomie stoi wasza genetyka, ale spróbuję ci to wytłumaczyć. Jednostka, którą nazywasz ojcem, użyczyła nam jedynie przestrzeni w swojej jamie brzusznej oraz wartości odżywczych potrzebnych do prawidłowego rozwoju płodów. Nie powstaliśmy przy użyciu jego kompletu chromosomów. Innymi słowy, nie mamy wspólnych genów, a więc nie jesteś z nami spokrewniony.
- Eee...

Ponieważ kroiło się na ciekawą dyskusję międzygatunkową, na scenę wkroczył aspirujący do miana naczelnego buca  naukowca Arthur oraz Margareth której imienia nie potrafię poprawnie zapisać, która również była uprzejma zainteresować się, z jakimi formami życia przyjdzie jej teraz koegzystować pod jednym dachem.

A poza tym to była przecież pora śniadania, a wszyscy wiedzą, że to najważniejszy posiłek dnia.

- Przepraszam, że się wtrącę, ale czy dobrze rozumiem? Wiecie, jak powstaliście, czyli macie wspomnienia z okresu prenatalnego?
- Spójrz, bracie, kolejny osobnik z tym dziwnym kolorem owłosienia, i jeszcze pyta o takie rzeczy. A czy krew jest niebieska? Oczywiście, że pamiętamy okres prenatalny, pamiętamy nawet moment poczęcia.
- Nie irytuj się, bracie, ten gatunek nie zna idei wspólnego umysłu.
- MACIE WSPÓLNY UMYSŁ ZE WSZYSTKIMI KOSMITAMI?
- Widzisz, mówiłem.
- W takim razie ta planeta jest jeszcze bardziej prymitywna, niż sądziliśmy. 
- Mógłbyś trochę liczyć się ze słowami, ty... obca formo życia.
- No właśnie! Bo... powiem tacie!
- No właśnie, bo Arthur ma monopol na bycie bucem w tym domu! A tak poza tym to siema, jestem Margaret, totalnie mi zwisa wasza obecność, no chyba że planujecie zorganizować niszczycielską inwazję na Simziemię, to wtedy zmienię wasze życie w piekło.
- Jak miło spotkać choć jedną rozsądną jednostkę w tej grupie.
- Przepraszam, że znów się wtrącę, ale skoro macie świadomość, że zostaliście poczęci w sposób pozaziemski, czy to znaczy, że zdajecie sobie sprawę z faktu, że byliście po prostu pasożytami na ludzkim organiźmie mojego wujka?
- Ależ to nie było pasożytnictwo, to tylko... symbioza przygodna.

Tak, a zapładnianie Malcolma to nie był gwałt sondą analną, to była... prokreacja-niespodzianka! Borze szumiący, następne buce mi tu wyrosły, przecież to kosmos jakiś, powiedzcie mi, co robię nie tak? ;__;

- Dobrze, wyjaśnijmy to sobie. Jestem XXI-2K15-E3-03, a to XXI-2K15-E3-04. Zgodnie z praktyką naszej nacji, zostaliśmy wszczepieni w losowego ludzkiego nosiciela, aby trafić na Simziemię i móc bezpośrednio uczestniczyć w procesie poznania naocznościowego zwyczajów waszego gatunku. Mamy również zebrać informacje o tutejszych zasobach naturalnych. Wszystkie pozyskane dane przekazujemy na bieżąco do bazy, z której zostaliśmy wysłani, za pomocą wspomnianego połączenia umysłowego. Oczywiście cała ta inicjatywa odbywa się w celach wyłącznie naukowych. To chyba wszystko. Jakieś pytania?
- ... Aha.
- ... Aha.
- No dobra, łotewa, będę wam mówić Astro i Cosmo, okej?

A ja tym szpiegującym pasożytom zrobiłam taki ładny pokój! ;_____; 


W ogóle - pamiętacie, że w Sims 3 są takie ładne domki dla lalek, takie malutkie, które akurat mieściły się koło kufra z zabawkami, bo tak jak kufer zajmowały tylko jedną krateczkę?

W Sims 4 też są domki dla lalek. NA SZEŚĆ KRATEK.


Po co, no PO CO komuś taki klamot na pół pokoju, kto buduje specjalnie takie wielkie pokoje dla dzieci, żeby tylko móc wstawić chędożony domek dla lalek, pokój bliźniaków jest największy z całego domu, a i tak się to gunwo w nim nie zmieściło, to ile trzeba mieć miejsca, żeby się zmieściło, osobny pokój chyba na sam domek dla lalek, JPRDL niemoge

No ale, może zmieńmy temat - nasza droga dziedziczka dawno nie pokazywała się na antenie, zapraszamy!

- Dobra, trzeba ugotować jakiś wypasiony obiad tym szpiegującym kosmiciakom, żeby nie było wstydu na cały wszechświat, że na tej Simziemi to jakieś świństwo jedzą, a my przecież jemy super... no, chyba że chodzi o ciasto owocowe.

(Któraś z aktualizacji sprawiła, że po rozpoczęciu gry w nowym miejscu do naszego Sima przychodzi sąsiedzki komitet powitalny; jeden z sąsiadów z tej okazji zawsze przynosi ciasto owocowe, które wygląda jak rolada; jedzący je Simowie dzielą się na fanów ciasta owocowego ("wow, owoce w cieście!") oraz antyfanów ciasta owocowego ("fuj, kto robi owoce w cieście?!"); po zjedzeniu dostają odpowiednio pozytywny/negatywny nastrojnik oraz mogą rozmawiać z pozostałymi Simami o tym, jakie to ciasto jest dobre/niedobre; przykładowo, większość rodziny Astronomo(no)vów nie lubi owocowego ciasta. Taka tam dygresja. Wróćmy do tematu.)

- Oto jest wątróbka na miarę naszych czasów i możliwości!

- Jak jej spróbują, to im się ten wspólny mózg zawiesi.

Lucy, po usłyszeniu elektryzujących wieści o prawdziwych intencjach kosmicznych pomiotów Malcolma, nie nabrała żadnych międzygatunkowych uprzedzeń, wręcz przeciwnie - postanowiła niezwłocznie zapoznać jednego ze swoich niesynów z klasyką simziemskiej literatury.

- "– Jesteś sadystą? – Jestem Panem. –  Szare oczy płoną. – A co to znaczy? – pytam szeptem..."
(Alice chyba nagle straciła ochotę na jedzenie. Musisz jeść, Alice, pan Szary poleca!)

- Czekajcie, teraz tam się dzieją nieprzyzwoite rzeczy, musimy przejść dalej...
- Czy ja dobrze zrozumiałem, że największym kulturalnym osiągnięciem ostatnich lat, jakim szczyci się gatunek ludzki, jest fabularny opis stosunków płciowych i innych czynności seksualnych?
- Wiesz Astro, seksualność w tym przypadku to trochę za dużo powiedziane...
- Ciiiicho, przeszkadzacie mi czytać!

Litościwie przejdźmy do następnej sceny. Wesołe siostrzyczki odwiedziła trzecia siostrzyczka, Emily; w takim też gronie szanowne panie zasiadły do makao. W rodzinie Astronomo(no)vów problem z hazardem jest ewidentnie genetyczny. Oraz - nieznajomość zasad uskutecznianej gry karcianej w dalszym ciągu nikomu nie przeszkadza.

- Czekajcie, mam kłaść tę kartę tu, czy tu?
- A skąd ja mam wiedzieć, przecież to nie jest makao.
- A tak w ogóle, podobno synowie Malcolma nie są jego synami, tylko szpiegami z obcej planety?

Emily, to było taaakie smooth. No i wygląda na to, że całe miasto już wie o tajnej misji tajnych szpiegów z obcej planety. Świetnie wam idzie, chłopaki, statek-matka na pewno jest z was dumna!

- Oj no, wiesz jak jest, okazało się, że te dzieciaki nie zostały spłodzone przy pomocy materiału genetycznego Malcolma i w sumie są pasożytami, które w dodatku nieustannie gromadzą informację o naszej rodzinie i okolicy, a potem wysyłają je na swoją planetę w bliżej nieznanym celu, no ale co zrobisz, przecież Malcolm sam je rodził, więc ich tak nie wyrzuci z domu.
- No tak. Ach, ten słynny instynkt tacierzyński!
- Tak bardzo nie wiem, o czym mówicie...

Alice, nie przejmuj się, Aleksander na pewno wkrótce was odwiedzi, teraz jest zajęty... nie wiem, czym, ale na pewno jest zajęty, bo przecież nie jest tak, że was porzucił, bo ta chora sytuacja z ojcostwem na odległość i całym tym niezwiązkiem go przerosła.

Alice nie okazuje frustracji, bo jest miła i dzielna, ale przynajmniej przelewa ją na książki - kolejna nosi tytuł Ojciec Szczęsny.

- Nie wiem tylko, czemu wydawca spodziewał się relacji z życia piłkarza. A ja jestem, proszę pana, na zakręcie! I cierpię!

- Ale jak to myśli pan, że lepszy byłby Ojciec Podolski, co to w ogóle za sugestia, ten ojciec jest akurat wybitnie niepodolski! 

Cóż, może kariera dziedziczki nie układa się obecnie najlepiej, ale za to gotowanie wychodzi jej świetnie - na co najlepszym dowodem jest fakt, że kosmiczne pomioty zjadły wątróbkę z apetytem.

- Cóż za delicje! Sixam koniecznie musi poznać tajniki takiego sposobu przyrządzania organów wewnętrznych!
-Ciiiicho, naprawdę przeszkadzacie mi czytać!

Obecność nieziemskich bliźniaków ma też swoje dobre strony - wypełnia do maksimum ilość możliwych domowników, co niweluje możliwość kolejnej ciążowej wpadki. Malcolm oraz zainspirowana odpowiednią literaturą Lucy skwapliwie korzystają z tego faktu, więc... Mandark wybrał nienajlepszy moment na odwiedziny.

- Niech żyje męska solidarność, czuję dumę i radość, bo oto mój zięć zamoczył!

- Z drugiej strony, ktoś właśnie wydymał moją córkę, więc powinien dostać za to w ryj. 

- Hej, tato, a nie powinieneś tak jakby... nie angażować się w sprawy łóżkowe swoich dzieci?

- TY NIE UCZ OJCA DZIECI ROBIĆ!
- Yyy, co?
- Czekaj, co?
- No właśnie nie...
- Dobra, nieważne, NIE PYSKUJ! I MASZ SZLABAN!

Następnie Mandark poszedł i wstąpił w... kinkiet pod sufitem. Brawo, Mandark.


Myślałam, że bycie poltergeistem polega na dokładnej odwrotności bycia dyskretnym i niezauważalnym. No ale ja się nie znam, nigdy nie byłam poltergeistem, może teraz powinno się nawiedzać kinkiety, takie życie (po życiu).

Przebitka na Margaret.


 Co prawda teraz już nie musimy niwelować przebitkami tej straszliwej klątwy dżenderu, ale i tak robię przebitkę, bo jest urocza. Margaret, nie przebitka. I nie klątwa. Klątwy nie są urocze, tak sądzę. A niech cię, podstępny szyku zdania.

Tymczasem nadeszło kolejne śniadanie...

- I jak tam Astro, smakowało ci?
- Myślę, że jako nasz żywiciel mógłbyś trochę bardziej się postarać.

Mandark, o dziwo, również wziął udział w śniadaniu; najwyraźniej postanowił spędzić z rodziną trochę więcej czasu, niż zwykle.

- Widzisz, wnusiu, za moich czasów można było złapać w rękę kubek z kawą i normalnie się napić, zamiast przenikać jego materię, unosić telekinezą i rozlewać na podłogę przy próbie połknięcia.
- Może to dlatego, że składasz się teraz z ektoplazmy, dziadku?
- To nie ja się zmieniłem, to czasy się zmieniły!

Oczywiście, Mandark, jak zawsze masz rację, zawsze to powtarzałam.

Tymczasem kosmiczni szpiedzy uzyskali niezwykle istotną informację na temat ziemskich zasobów...

- Ta substancja ma niesamowite właściwości plastyczne!
- Tak myślałem, że zabawa gliną ci się spodoba!
- Powinieneś zobaczyć, jakie lepię z niej zarąbiste króliczki.

Mandark zainteresował się kwestią swoich nowych, kosmicznych niewnucząt, poszedł więc indagować w tej sprawie ich niematkę.

- Czy to prawda, że synowie Malcolma nie są jego synami, tylko szpiegami z obcej planety?

Aha, czyli w zaświatach też już wiedzą o tajnej misji tajnych szpiegów z kosmosu, świetnie. Może Sixamianie szczycą się nauką na wyższym poziomie, niż Simziemianie, ale ich metody konspiracji zawstydzają nawet naszego Stirlitza.

- Wszyscy o to pytają, ale tak naprawdę... przecież to dzieciaki. Malcolm je nosił i urodził, a potem razem je wychowaliśmy, karmiliśmy, przewijaliśmy, patrzeliśmy, jak rosną w blasku magicznych iskierek postarzających... Nawet jeśli uważają, że nie są naszymi dziećmi, to tak naprawdę nimi są. Tak też je traktujemy i chcemy je wychować na porządnych ludzi. Albo przynamniej porządnych kosmitów.

- A wszystkim swoim dzieciom czytasz na głos "Pisiont twarzy Greya"?
- OJ

No i będzie kolejny szlaban. Tak trzymaj Mandark, nigdy nie jest za późno, żeby wychować dorosłą córkę!

A właśnie, a propos dorosłości - nadeszły urodziny Lucy. Imprezą rzecz jasna zajęła się niezastąpiona Alice, która ma już tyle punktów wykwintnego gotowania, że może nawet robić za płatnego cateringowca.

- Goście, jest impreza, przybywajcie niezwłocznie!

Goście, utartym simowym zwyczajem, przybyli niezwłocznie.


Yyy... a to jest Benjamin, syn Briana. Ten ciastek z początku poprzedniego odcinka, którego wzięłam za syna Briana, tak naprawdę był eleganckim Brianem we własnej osobie, a prawdziwy syn Briana... to to. Ktoś tu chyba przeżywa naprawdę ciężki okres dojrzewania. A przecież miał być tym dobrym bliźniakiem!

- Synu, wyglądamy razem oszałamiająco, dlatego musimy trzymać się w grupie, może jeszcze uda mi się zgarnąć trochę punktów za udane potomstwo!
- Nie łudź się, że będę tu siedział cały dzień, mam artystyczne zdjęcia do zrobienia.

Pojawił się też Don Lothario, chłopak Emily, wraz z jakąś dziką babą.

- Nie myśl sobie, że jak masz urodziny, to ci wszystko wolno! To ja jestem królową tej imprezy!
- WAT
- Będę tu szajnić brajt lajk a dajmont! A ty wcale nie masz takich fajnych cycków, odkąd przestałaś się rozmnażać!

Okej, dzika babo, cokolwiek powiesz.

Przybyła również czereda dzieci, wracająca ze szkoły - w samą porę , bo impreza zaraz się zaczyna.


Yay, tyle entuzjazmu dla imprezy, Margaret nawet szuka faka, którego mogłaby dać na tę okoliczność.

A tymczasem impreza taka fajna, jubilatka szaleje!

- Ekhm, nie chciałabym przeszkadzać, ale...
- Cichaj, randomowa blondynko, zaraz się dowiemy, czy Eduardo jest ojcem Pablito!
- Eduardo nie może być ojcem Pablito, przecież Esmeralda jest jego kuzynką!
- Tak, ale jej Andrea wcale nie miała Esmeraldy z ojcem Eduarda, a poza tym przecież jest jej ciotką!
- To wszystko tłumaczy!

Tak.

Aha, na imprezkę przyszła też Kasandra, a także syn Dona i Emily, Kacper.


Totalnie ma nos po ojcu. A jego mina mówi wyraźnie, że jest ponad ten plebs - ach, trudny okres dojrzewania, któż z nas go nie przeżywał! - no i jest odziany niemal równie gustownie, co kuzyn Benjamin.

Dobra, przejdźmy już do tego tortu, ileż można obgadywać gości.

 
- Toast za moją siostrę i jej kolejną osiemnastkę!
- Wydaje mi się, że zaszły tu pewne nieścisłości w obliczeniach...
- Astro, jak będziesz teraz grzeczny, to poczytamy drugą część Greya.
- Aha, okej.

- Tak... a więc toast! I oby Lucy zawsze była taką dobrą matką, która, uh...
- Wooohooo, to dawać tego torta!

Tort został zdmuchnięty...


A potem były iskierki...


I oto dorosła, niczym nie różniąca się od młodej dorosłej, Lucy! 

Imprezę wszyscy zgodnie uznali za udaną. Może dlatego, że zatrudniono dobrego barmana?


No i, rzecz jasna, nie mogło zabraknąć obowiązkowego moczenia nóg w basenie podczas jedzenia torcika!


Rodzinne tradycje Astronomo(no)vów takie piękne.


I jeszcze Oscar i Cosmo przez całą imprezę pływali sobie w najlepsze, lejąc sikiem prostym na tak ważne wydarzenie z życia swojej matki, jak przekroczenie magicznej granicy lat trzydziestu. Dzięki, chłopaki.

A tak poza tym, gdzie się podział drugi kosmiczny pomiot?


- Rzeczywiście, seksualność w tym przypadku to trochę za dużo powiedziane.

Lucy, ja to zgłoszę do prokuratury jako demoralizowanie młodzieży, żebyś się nie zdziwiła! Jak tak można pokazywać takim małym dzieciom taką bardzo złą literaturę!

Mała przerwa na relację z prawidłowego rozwoju pozostałych potomków:


Cosmo chodzi po okolicy i zbiera różne żaby, które z upodobaniem znosi do domu; a ponieważ istnieje opcja rozmnażania ich, krzyżowania i uzyskiwania w ten sposób kolejnych żab, czasem nawet z innych, nieodkrytych gatunków, w krótkim czasie cały pokój bliźniaków został zastawiony akwariami.

- Żaby. Żaby everywhere.

A tamte szklanki z biurka, te z dziwnym płynem w środku, to jakieś złośliwe eliksiry zrobione przez Arthura, który ustawicznie podrzuca je swoim niekuzynom w nadziei, że zrobi z nich kosmitów doświadczalnych. Arthur, ty bucu.

Poza tym życie w rodzinie toczy się zwyczajnym trybem.

- Jak tam w pracy, kochanie?
- Nie sądzę, abyś zrozumiał.

Uuu, wyniosła Lucy jest wyniosła. Ale ma trochę racji, a oto dowody:




Nawet martwe natury z pamięci już umie machać, skubana.

Anyway, małżeństwo zgodnie udało się na dalszą rozkminę, kto jest ojcem Pablito...

- A co tam u ciebie w pracy, kochanie?
- W sumie nic takiego...

Kłamca! Nawet nie zgadniecie, co tam w pracy u Malcolma!

- O, hej, Aleksander! Dawno się nie widzieliśmy. Co cię sprowadza?
- Nie wiem, dosyć dziwnie się czuję...
- Nic się nie martw, jesteś w świetnych rękach, zaraz zrobimy ci wszystkie badania i od razu ci się polepszy!
- Hm, ma mi się polepszyć od samych badań?
- Czasem tak bywa. A teraz chodź na rezonans, będzie fajnie!

- Hm, mam pewne wątpliwości, czy to na pewno, hm, bezpieczne...
- Wyluzuj, jak na razie tylko raz usmażyło mi w tym pacjenta.
- ... aha?

Malcolm jednak wszystkie badania wykonał bez zarzutu, a na koniec jeszcze dokładnie obejrzał i osłuchał cierpiącego kolegę.

- Mogę z całą pewnością stwierdzić, że to zwyczajne złamanie nerwowe, drobna kontuzja sumienia oraz migrena moralna.
- O. A co się z tym robi?
- Można to wyleczyć u samego źródła, ale najpierw do tego źródła trzeba pójść. A dobrze wiesz, gdzie ono jest. Alice za tobą tęskni, Arthur też... że już nawet nie wspomnę o tym tłumie anonimowych fanek, które śledzą rozwój waszej relacji.
- O...
- A Arthur niedługo ma urodziny, myślę, że to będzie dobry moment.
- Hm, w takim razie spróbuję.
- Dzielny pacjent, masz naklejkę.

Good guy Malcolm, uratował niezwiązek i rodzinę dziedziczki! #prawdziwybohaterniemusinosićpeleryny #wystarczykitel

Do domu z Landgraabami przyszła jakaś randomowa dziewczynka, która okazała się Turczynką o imieniu Raszida - wynika to z faktu, że niedawno w sąsiedztwie zamieszkał stary tata Turek i jego sześć zaradnych córek (Ajsze, Baszak, Fatma, Dżanan, Buczu i Raszida). Raszida jest najmłodsza i jest szkolną koleżanką dzieciaków. No, przynajmniej koleżanką niektórych z dzieciaków.

- Arthurze, znasz Raszidę?
- A czy Raszida zna moje zdanie na temat imigrantów?

Ludzie, czymćie mnie, bo nie wyczymię, JAKI TO JEST BUC   (╯°□°)╯︵ ┻━┻

Także ten. Raszida zaraz sobie poszła, ale jeszcze Anabelle została - blondyneczka w białych falbankach, widoczna powyżej - inna szkolna koleżanka. Nie wiem, jak ona wytrzymuje to natężenie chamstwa w powietrzu, ale rokuje całkiem dobrze, może zatrzymamy ją w fabule na dłużej.

Dzieciaki posiedziały trochę w zgodzie, dzieląc uwagę między siebie, telewizję a odrabianie lekcji, ale zrobiło się późno.


- Doceniam waszą chęć nauki, ale teraz marsz do łóżek.
- Czy to ma coś wspólnego z trzecią częścią tej słynnej powieści, którą widziałem...
- Astro, TY ZWŁASZCZA marsz do łóżka! Teraz dorośli będą zajmować się swoimi sprawami!

No i się zajęli - Lucy i Malcolm sobą, a Alice... gotowaniem.

- Jestem oazą spokoju, kwiatem na falach...

- MORZA NIEPOSKROMIONEJ POŻOGI WŚCIEKŁOŚCI!!1

Alice znów zdecydowała się przelać swoją frustrację na klawiaturę.


Morze pożogi
otacza mnie
bo wszyscy ciągle
puciają się
a ja
nie.

*oklaski, kurtyna opada*

Tymczasem Anabelle wyszła z domu, poszła pożałować protoplastę nieznanego jej rodu i nagle... urosła.


Jaka śliczna! A jaką ma fajną stylówę! Totalnie zatrzymam ją w fabule na dłużej!

Anyway. Następnego dnia Lucy zabrała swoją starszą siostrę na partyjkę szachów pod patronatem trzech portretów Mandarka.
- Dobra, Alice, nie możesz cały czas dusić w sobie tej frustracji, a potem pisać o tym książek, bo zamienisz się w jakąś Michalak, a tego nikt by nie chciał. Pogadajmy, będzie ci lepiej.
- Ale nie ma o czym gadać, sama widzisz. Aleksander nas zostawił. Mogłam się tego spodziewać.


- I wiesz, już nawet nie chodzi o mnie, bo to nie jest aż takie ważne. Chodzi o Arthura, przecież jest też jego dzieckiem. I chociaż o tym nie mówi, to widzę, że wyraźnie brakuje mu ojca. I w dodatku wyrasta na buca, a ja nie jestem w stanie tego zatrzymać, w pojedynkę nie daję temu rady.

- Ale próbowałaś się z Aleksandrem jakoś skontaktować, porozmawiać?
- Nie, mamy takie niepisane ciche dni, sama w sumie nie wiem czemu. Tak jakby... zawiesiliśmy naszą całą znajomość na kołku i zajęliśmy się własnym, osobnym życiem. Znaczy, razem też byliśmy osobno, ale teraz jesteśmy osobno w samotności.
- Myślę, że nie powinnaś się tym tak przejmować.
- Łatwo ci mówić.


- No ale zobacz, sama wiedziałaś, że pakujesz Olka w naprawdę nienormalną relację, a on to łyknął jak młody pelikan. Może teraz trochę przejrzał na oczy? Bo może już minął mu etap zakochania i nagle przytłoczył go ciężar tej sytuacji?
- No dobra, ale skoro minął mu etap zakochania, to już nic z tego nie będzie, tak?
- Alice, gupku, po etapie zakochania przychodzi czas na decyzję - albo dalej kocham i jest miłość i szczęście, albo jednak nie. A ja myślę, że on cię kocha, tylko teraz jeszcze dodatkowo przytłoczyły go jeszcze wyrzuty sumienia, że tak cię z tym wszystkim zostawił. Ale na pewno w końcu się pojawi, bo na sto procent kocha też swojego syna i chciałby dla niego jak najlepiej.
- Chyba masz rację.

- Jestem super psycholożką.
- Ale szachistką nienajlepszą, zadałam ci szach mat w pięciu ruchach.
- Cicho, napawam się.

Nadszedł więc dzień urodzin Arthura... który był też dniem urodzin Oscara, w końcu jest między nimi tylko pół doby różnicy. Z tej okazji Lucy wypieliła swoje dwa ogrodowe krzaki...

- Właściwie nie wiem, po co hoduję to zielsko.

Alice tradycyjnie upiekła torty...

- Właściwie nie wiem, czego się spodziewam po tych urodzinach.
- Oj już, nie zachowuj się jak Arthur.

...Arthur natomiast ulepił z gliny Wieżę Eiffla.

- Exegi monumentum, biczes.

Zaproszeni goście jak zwykle zleźli się na miejsce w trybie natychmiastowym.


Co dziwne, bo tym razem barman nie był zbyt dobry.

- O matko, mamy prawdziwego stalkera za żywopłotem!

- Zaszła pomyłka, tak naprawdę powinienem stać za barem...
- Tak, jasne, i na pewno bug pana przerzucił na drugą stronę płotu. Biegnę wierzyć. A teraz zjeżdżaj pan, bo wezwę policję!
I facet sobie poszedł. Chyba nie wiedział, że w Sims 4 nie można wzywać policji. No bo wiecie, nie ma tu złodziei. Ani innych takich. Zero przestępczości. Świat idealny. Polecam. A jednocześnie można się realizować zawodowo zarówno jako przestępca, jak i funkcjonariusz policji. Też polecam. EA umie w spójność świata przedstawionego tak bardzo.

Tymczasem goście wciąż się złażą...


Aż tu wtem nagle!


Czasem milcząca obecność wyraża więcej, niż tysiąc słów... wait, nie, to chyba jednak chodziło o Rafaello. W każdym razie, Aleksander i Arthur nie musieli sobie nic tłumaczyć, po prostu poszli razem na tort.


Patrzcie i napawajcie się rzadkim widokiem - oto uśmiechnięty Arthur! Obecność Aleksandra chyba niweluje jego bucowatość!

Następnie pierwszy z jubilatów zdmuchnął świeczki przy dopingu licznie zebranych gości...


I oto stał się nastolatkiem, zaraz, CO


OMG WTF

Dobra, zajmiemy się tym później, bo z drugiej strony rośnie nam Oscar!


Również zdmuchnął świeczki i oto stał się LAMUSEM WTF OMG


Dobra, fryzurę ma fajną, poza tym wszystko do poprawki. Stojący obok kuzyn Damon (to chyba on, ma taki sam rzymski profil jak hipsterski artysta-fotograf Benjamin) najwyraźniej też jest tego zdania.

No ale szybciutko przebrałam chłopaków i voila!


Oscar dalej nie boi się nosić po swojemu, podczas gdy Arthur... jest teraz trochę bezbarwny, ale to tylko dlatego, że edytor nie oferuje żadnych ładnych, męskich koszul w kolorze żółtym, a ja chciałam konsekwentnie kreować jego wizerunek przy pomocy tego właśnie koloru (kołyskę też miał żółtą, i poprzednią koszulę też, i ma żółte ściany w pokoju, a tu takie chamstwo :C). No ale...

- Sto lat, nastoletni kuzynie!
- I nawzajem, nastoletni kuzynie!

Wow, Arthur chyba naprawdę przestał być bucem!

- Mamo, dzięki za tę imprezkę, tort był nieziemski.
- Daj spokój, przecież nie ma sprawy.
- Zrobimy sobie zdjęcie na fejsa?
- No to dawaj.

- Zdjęcie na fejsa!


Mama Alice taka dumna! I nagle taka podobna do swojej matki po pięciu ciążach, no nie mogę, czy Simom w tej części gry po prostu coś dzieje się w twarz i w otyłość, kiedy ich dzieci rosną? D:

No ale na razie porzućmy ten temat - spójrzcie, ilu przystojniaków tym razem moczyło nogi w basenie!


Od lewej - Kacper, Oscar, Damon, Don, Benjamin i Arthur. To chyba rekord hot ciastków jedzących torta nad brzegiem wody.

Impreza dobiegła pomyślnego końca, dostała złoty medal i w ogóle wszyscy zachwyceni, choć przy tym maksymalnie umordowani - co udowadniają jubilaci wlokący się do spania.


Tradycyjnie, z okazji urodzin dostali remont swoich pokoików, które wyglądają teraz w ultramłodzieżowy, następujący sposób:


Arthur dostał nawet jedną żabę od swoich kosmicznych niekuzynów.

A żeby tradycji stało się zadość... nie zapomnieliśmy o czymś?


Brian, serio, kup sobie wreszcie własną glinę.

No i patrzcie, kto się obudził na koniec odcinka...

- Mam dziwne wrażenie, że coś przegapiłem.


Arthur i Oscar wkroczyli z pompą w nowy etap życia, ale wcale nie jest powiedziane, że będzie on usłany różami - Oscar wciąż dziwnie się ubiera, a Arthur wciąż nie ma ojca, a poza tym kwestia tego, czy nadal jest bucem, pozostaje nierozstrzygnięta. Nie możemy też zapomnieć o Alice, która w dalszym ciągu nie porozumiała się z Aleksandrem. Czy ich niezwiązek w końcu znajdzie szczęśliwy finał? Jak będzie wyglądało dalsze życie rodziny z kosmicznymi szpiegami na pokładzie? Czy domownicy uporają się z permanentną inwigilacją? Czy może również z problemem hazardu? Czy Lucy naprawdę będzie dalej czytać Greya? Kiedy Margaret znów zapoda jakąś ciętą ripostę?

To wszystko rozstrzygnie się w kolejnym odcinku Legacy Challenge! Już w kolejną środę!

Naprawdę!


http://akwarelove.blogspot.com/2015/12/sims-4-legacy-challenge-pokolenie-2.html

Podobne posty

22 komentarze

  1. Stężenie bucostwa w tym domu robi się tak wysokie, że mam ochotę się tam przeprowadzić! To idealne środowisko dla mnie! A Arthur przechodzi taki okres, w którym zastanawia się, czy jednak nie być miłym człowiekiem. Po chwili mu przejdzie. To zawsze przechodzi u buców.
    Przydałoby się jakieś dżewo geneanielogiczne, troszku już nie ogarniam tej rodziny.
    Dlaczego Don dalej jest młody?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. You, I like you.

      A może Arthur po prostu wszedł w okres nastoletniego buntu i teraz będzie dla odmiany miły i sympatyczny? (lol, nie ma szans, jest skończonym bucem)

      Don jest młody, gdyż albowiem gra jest gupia... yyy, to znaczy, przejął drogą kropelkową kolagenowe geny babci Kaliente!

      A dżewo ogarnęłam i jestem dumna, bo jest śliczne i nawet czytelne, choć tak bardzo namotane, polecam.

      Usuń
  2. Popieram wniosek Shoko o drzewo genealogiczne - mieszkańców domu jeszcze ogarniam, ale ile (i jakich) dzieci mają bracia/siostry Alice i Lucy nie jestem w stanie spamiętać :(

    A tak w ogóle to wiem, że dżęderowy Oscar, kosmo-bliźniaki i reszta Landgraabów konsekwentnie monopolizuje LC, ale ja będę hipsterem i wyrażę nadzieję, że reflektory będą równie często (albo i częściej) kierowane na właściwych dziedziców, czyli Alice i (przede wszystkim) Arthura. Bardzo lubię ich poplątaną sytuację życiową (swoją drogą, Aleksander jest prawdziwym cichym bohaterem tej serii - chłop nic, tylko dostaje od losu po głowie, a mimo to nadal troszczy się o swoich bliskich) i trzymam kciuki za to, aby Arthur pozostał bucem - jego teksty regularnie robią mi dzień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzowie przemówili, dżewo zrobione!

      Landgraabowie mają znaczną przewagę liczebną w stosunku do biednych dziedziców, a ja jestem kiepskim oświetleniowcem i nie umiem dobrze ustawiać reflektorów przy takiej ilości ludzi w domu :c A Aleksander w ogóle jakby stwierdził, że on to pierdzieli i przestał się pokazywać u Astronomo(no)vów, nie przychodził nawet wtedy, kiedy go zapraszali :C W przyszłości sytuacja trochę się poprawi, no ale niesmak pozostanie...

      Ale cieszę się, że ta trójka Ci się podoba, będąc rodziną w rozsypce zasługują na każde słowa wsparcia.

      Usuń
  3. Ja również proszę o drzewo. Duże drzewo. Las taki!

    Bosze wszystkich Lalek- jaki piękny odcinek! Alice taka bułeczkowata! I ruda! Jak ja!
    Małe kosmity znoszą do domu żaby- jak ja w dzieciństwie!
    Simy wszystkie- takie ładne!- zupełnie jak nie ja ;(

    Gdybyś zebrała wszystkie odcinki i wydała w formie książkowo, albumowo, papierowej, to bym je serio, ale to serio, chciała mieć na półce!

    A teraz ciekawostka- w mojej rodzinie, wielopokoleniowej, pojawiło się kolejne "kosmiczne" dziecko. Mam już dość zielonych brzydali, więc się go pozbyłam, czem prędzej. Przypadkiem okazało się, że WSZYSTKIE, zielone dzieci, mają w drzewku, tego samego, zielonego ojca. Czyli za każdym razem, kiedy facetowi trafi się "przypadkowa inseminacja" to dawcą jest ten sam osobnik. Przypuszczam, że w S4 to tak samo działa ;)

    I jeszcze jak patrzyłam na Lucy i jej malarskie dzieła, to przypomniało mi się, Że mój braciszek mnie niedawno strollował i do katalogu z obrazami simów (w plikach gry) wrzucił portret Hitlera. Potem, pod moją nieobecność i bez zgody, natrzaskał Fuhrerów w ilościach hurtowych i rozwiesił po całym domu. Nad kołyską noworodka też.
    Kochany brat...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest już dżewo, wielkie że aż strach!

      Stare chińskie przysłowie mówi, że rude jest piękne. Drugie stare chińskie przysłowie mówi, że bułeczkowate jest piękne. Trzecie mówi, że jest to wszystko piękne nawet jeśli stworzyła to natura, a nie komputer. True story.

      Och, no już to widzę, z takim best-selerem wygryzłabym każdą Michalag z list książkowych przebojów!

      A więc to znaczy, że simsowe kosmity mają specjalne jednostki oddelegowane do inseminacji ziemskich osobników, aha. Tak mogłaby wyglądać prawdziwa kosmiczna inwazja...

      Twój braciszek wykonał tyle dużo pracy, żeby zrobić Ci na złość? Niesamowite. Mój potrafi tylko zeżreć mi pół kilo czekolady, a potem powiedzieć, że to nie on. To już wolałabym tego Furhera jako patrona dla noworodka. :C

      Usuń
    2. Na złość to zrobił mi sąsiada, pana Kuc-Korwinista, o fizjonomia ziemniaka, który ma aspiracje zaprzyjaźni się z każdym i dlatego zawsze przyłazi jako pierwszy. Młody grozi, że kiedyś machnie nim dzieciaka którejś z moich "pieszczoszek".
      To jest zuo w czystej postaci!

      Usuń
  4. Czy szczałki pod koniec posta mają kierować do dalszych/wcześniejszych postów? Bo mnie kierują do Pinteresta :


    Tyle hot ciastków, szkoda, że nieletnie! A Alice wygląda i tak mega, o wiele lepiej niż jej (przepiękna przecież) matka. Która się jednak do Gesslerwej upodobniła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak nie miało być! D: Niestety, dopóki nie znajdę sposobu na usunięcie tego latającego Pin-kółka, będziecie musieli starannie celować w szczałki. Przepraszam. :C

      Że nieletnie to pikuś, gorzej, że komputerowe! :c

      No cóż, Nina wypchnęła z siebie pięcioro pasożytów, a Alice tylko jednego, więc, w przeciwieństwie do swej matki, nie dorobiła się rozstępów na twarzy.

      Usuń
  5. Komentarz do poprzedniego epka był rekordowo krótki, ale teraz już tradycyjnie się rozpiszę.
    Kolejne buce. D: Biedny mały, kochany, genderowy Oscarek (ja wciąż jestem za teorią, że genderowość i jaki to jest ZUY, bo lubi brokat i nie przemawia do niego bezmyślne hejcenie Zmierzchu, wmawia mu Malcolm, leczący w ten sposób swoje kompleksy na punkcie męskości, szczególnie po incydencie z sondą analną), niech jak najszybciej się wynosi z tej chałupy!
    Opcje dotyczące ciasta cytrynowego zrobiły mi dzień. Po co małe dzieci, po co straż pożarna, dajmy dyskusje na temat ciasta! Kocham logikę EA. XD
    Emily ominęła klątwa grubnięcia (serio, co się dzieje z metabolizmem simów w tej części? I czy bieganie na pewno im pomaga?)
    Mandark! Tęskniłam! :D
    A właśnie, co u Niny? I babci Kaliente? Żyją jeszcze?
    Glina to najlepszy wynalazek ludzkości, bez jaj. I zajmie myśli kosmity-szpiega, i się lepi...
    Syn Briana ma po prostu indywidualny styl! Albo, wnioskując po Donie Juniorze, zła stylówa jest teraz na topie u simowych nastolatków.
    Obrazy malowane przez simów to jedna z nielicznych rzeczy lepsza w tej cześci niż w Trójce, śliczności! Lucy am prawo być wyniosła (i ma pobrudzone ciuch! Ha! Mówiłam!).
    Aleksander rzeczywiście jest cichym bohaterem tej historii. Tak ładnie cierpi </3, dodając tendencje do bycia emocjonalnym taboretem, wpasowuje się w jeden z moich ulubionych typów postaci (jeśli w ogóle jest taki typ).
    A te tureckie siostry wymyślasz na bieżąco, czy serio taką rodzinkę wprowadziłaś, by zwiększyć realizm gry i poruszyć problem imigrantów?
    Arthur teraz jeszcze bardziej przypomina Dextera - czekam, czy Mandarka oświeci. I wciąż mnie meczy sprawa Niny i babci Kaliente - one żyją??? Nie były na imprze.
    Jestem ciekawa, kto po babci i Donie przejmie zdumiewająco powolne dojrzewanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Malcolm, osiągnąwszy wiek dorosły, trochę uspokoił swoje traumy i kompleksy, więc Oscar przestał być aż tak bardzo piętnowany; ale nie opuści domu tak szybko, bo mam co do niego niecne plany, huehuehue...

      Pracę w EA wyobrażam sobie jakoś tak:
      - Dobra chłopaki, w tej aktualizacji już naprawdę musimy naprawić bug, który samorzutnie resetuje wszystkie Simy na parceli, więc skupmy się i...
      - Ej, a zróbmy tak, żeby Simy mogły rozmawiać ze sobą o owocowych plackach!
      - TO DOSKONAŁY POMYSŁ!

      Emily nie zgrubła, bo... hm, w sumie nie wiem, czemu. I nie wiem, czy bieganie pomaga, ale chyba lepiej nimi biegać, niż nic nie robić... A Nina i babcia chyba już niepostrzeżenie pomarły :C (w sumie na babcię był już najwyższy czas, serio)

      Biedny Aleksander, nie miałby tylu fanek, gdyby w życiu układało mu się pomyślnie D:

      Rodzinkę z tureckimi siostrami wprowadziłam serio, ale robiłam to jeszcze wtedy, kiedy nikomu nawet przez myśl nie przeszło, że będziemy mieć w Europie jakiś problem imigrantów. #hipsterLunatyczka

      A Mandark jest teraz zbyt metafizyczny, by zauważać podobieństwo swoich potomków do swoich największych wrogów. Zresztą nigdy nie był specjalnie bystry (pacz: podła Nina)...

      Usuń
    2. Biednemu Oscarkowi nie dasz żyć normalnie. :P Będzie Aleksandrem drugiego pokolenia, czuję to.
      A właśnie, jak tam tego głosik, gdy jest już Prawdziwym Mężczyzną?

      Nie zdziwiłabym się. XD I swoje zwyczaje przenieśli do Maxisa, który podobno powrócił przy Czwórce.

      Aż zrobiłam dla Ciebie i Twoich simów risercz i wychodzi na to, że simy grubną bez przejedzenia od prawie każdego rodzaju jedzenia prócz sałatki, a podobno najbardziej od tego przygotowywanego w domu (wut), muszą biegać po 5 godzin dziennie, by to przyniosło jakiekolwiek efekty i muszą mieć wysokie skille w fitnessie/atletyce by odblokować możliwość jedynego efektywnego ćwiczenia odchudzającego na bieżni (?), ale wtedy z kolei simy błyskawicznie chudną do wielkości patyka. A emeryci nie mogą za dużo ćwiczyć, bo to przyspiesza ich śmierć (lol).
      http://www.carls-sims-4-guide.com/forum/index.php/topic,21195.0.html
      http://sims4forum.com/threads/sims-gaining-weight.1563/
      https://www.reddit.com/r/thesims/comments/2ie7w8/how_does_weight_work_in_the_sims_4/
      http://forums.thesims.com/en_US/discussion/780158/losing-weight/p5
      Ludzie to chwalą za "realizm" i "lol, jak w prawdziwym życiu, łatwiej przytyć niż schudnąć", ale dla mnie to przesada. Tak, są fajne elementy jak to, że simka nieco przytyje po ciąży czy, że niektóre posiłki są bardziej sycące niż inne, ale bez przesady! W prawdziwym życiu wystarczy biegać godzinkę dziennie, a w simach trzeba 5, przy czym jeden tydzień to w simsach odpowiednik kilku lat. I w prawdziwym życiu nie trzeba ćwiczyć po każdym zjedzonym kawałku tortu. I zrzuycenie wagi nie jest aż tak nieproporcjonalnie wolniejsze od jej przybierania.
      Podobno z muskulaturą są takie same problemy, szukając kamyczków czy tańcząc sim przemienia się w Hulka.

      Ale... to babcia Kaliente! Ona trolluje Śmierć już od tylu odcinków. :<

      Więc pozdrawiam wszystkie inne fanki emocjonalnych taboretów dzielnie znoszących trudy życia (są takie?)!

      Widzisz, nie trzeba było kusić losu... A Raszida jest urocza (przynajmniej jej tył głowy jest).

      Mam nadzieję, że go w końcu olśni. :D
      Chęci dobre, ale wykonanie - jak to EA...

      Usuń
  6. Ach i ponawiam pytanie - czy jest możliwość przesłania Tobie swoich simów (w moim przypadku robionych w darmowym CASie) i ich gościnny występ jako tło w Legacy Challenge?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To naprawdę doskonały pomysł <3<3<3 będę musiała nad tym dłużej pomyśleć!

      Ale, ponieważ mam natrzaskane jeszcze trochę odcinków do przodu, prawdopodobnie wcieliłabym to w życie dopiero przy rozpoczęciu gry dla trzeciego pokolenia. Więc spokojnie, zdążysz jeszcze zrobić milion Simów do przesłania na gościnne występy :D

      Usuń
    2. Czyli się podoba! Zacieszam! :)

      Ale... mam zrobić i wysłać ich już teraz? Jaką metodą? Wygooglasz mnie na giełdzie wymiany (mam nick Annorelka2, bo pierwsze Trójkowe konto mi nagle zaczęło odmawiać dostępu).
      Możesz użyć Bżdziagwów i Pana Adama v.2, robiłam dla koleżanki. :D

      Usuń
  7. jak pięknie w basenowej toni odbijają się te simsoludy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko tonąć już nie chcą. Ach, ta dzisiejsza młodzież.

      Usuń
  8. Odpowiedzi
    1. Spokojnie, jeszcze się nią znudzisz :P

      Usuń
  9. Omg, Simsy 4 wyglądają tak ładnie i w ogóle (ćśś, nikt nie zauważy, że znowu muszę nadrabiać posty, bo jestem retardem i zapomniałam :C), ale jak widzę domki dla lalek na 6 kratek... serio, wolę zostać przy trójce jednak.

    NO I WEŹ, OSCAR NIE WYGLĄDA JAK LAMUS. WYGLĄDA JAK RUDY KYLO REN...
    ...dobra, wygląda jak lamus.

    To siedzenie na basenie (rymy!) i moczenie nóg mnie rozwala. Serio. Za każdym razem. Po co kupować ławki i kanapy, jak można siedzieć nad basenem.


    OdpowiedzUsuń
  10. Arthur na zdjęciu nad basenem przypomina mi Johna Bravo ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Moment... Czy Raszida nie jest tą randomową dziewczynką z tła? Pozdeawuam

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że jesteś! Możesz napisać mi komcia, korzystając z tego oto miniporadnika formatowania:

[b]tekst[/b] - pogrubienie
[i]tekst[/i] - kursywa
[a href="www.jakaśstrona.pl"]tekst[/a] - link ukryty

Zamiast nawiasów kwadratowych [] wstawiamy nawiasy ostre <>

Polecany post

Sims 4 - Legacy Challenge - prolog

Dziś będę odtwórcza  mam dla Was coś niesamowitego - Legacy Challenge dla Sims 4! Zainspirowana Projektem "Prokrastynacja" mego ...

Facebook

Blogger

Subscribe