Ślup, ślup, ślup!

20:58


Jak ten czas leci!

Ledwie w czerwcu (pamiętam, jakby to było wczoraj) robiłam winietki na cudze wesele, a tu nagle przyszedł wrzesień - i nagle musiałam robić własne!

Chętnie bym się wzruszyła z powodu refleksji nad ironiczno-lirycznymi wersetami prozy mego życia.
Ale nie miałam na to czasu D:


No bo wiecie - proza życia. Wszystkie rzeczy niezbędne do pomyślnego zawarcia związku małżeńskiego i wyprawienia wesela stulecia załatwialiśmy z doskoku, a generalnie - ryliśmy w robocie od rana do wieczora, bo mieliśmy tłusty temat do zamknięcia. Termin jego zamknięcia przypadał, rzecz jasna, w przeddzień naszego ślubu.

Także tego. Urabiając sobie ręce po łokcie zastanawiałam się, czym powinna w przededniu ślubu zajmować się panna młoda. Według moich skromnych przekonań miało to być wzięcie kąpieli z bąbelkami, nałożenie maseczki z alg morskich, natarcie się tysiącem wonnych olejków i tym podobne uskutecznianie przyjemnych i pożytecznych zabiegów upiększających (ciało) i kojących (duszę).

Tymczasem ja w przeddzień własnego ślubu odkurzałam i myłam podłogi, przygotowywałam pokoje dla gości, dekorowałam sobie samochód oraz robiłam 1001 innych rzeczy, których nie powinnam, a do trzeciej w nocy dokańczałam to:

Komplet - winietki, zawieszka na wódkę oraz podziękowania dla gości w epickim kształcie porcji tortu.

To były naprawdę epickie podziękowania, bo dodawane do porcji pełnowymiarowego (niekartonowego) tortu weselnego.

Proszę zwrócić uwagę, że cyrkonii ci u nas dostatek. Były wszędzie - na zaproszeniach, na winietkach, na zawieszkach, na podziękowaniach, na karniszach w sali, w moim bukiecie, nawet na torcie (jadalne!) a przede wszystkim - na mojej sukni!

I na sukni mamy. I siostry. I świadkowej. A tu widać kawałek bukietu - miniaturowe bordowe goździki (stoją w wazonie do tej pory i wyglądają wciąż świeżo i wdzięcznie)

A podziękowania kryły w środku pojedyncze rafaello, którego papierek pasował kolorystycznie do tegoż zacnego zestawu dobroci. Ach, ten nasz perfekcjonizm!

Po owocnym i upragnionym zakończeniu tego dzieła udałam się na czterogodzinny spoczynek, aby następnie zerwać się i kontynuować przygotowania na przyjęcie gości. Szczęśliwym trafem do godziny 10 udało nam się jeszcze wygospodarować dwadzieścia wolnych minut na pierwszą (i jedyną) lekcję pierwszego tańca. W dalszej części dnia natomiast czekała mnie niezwykle frapująca, samotna wyprawa autem po 40 km w tę i z powrotem, aby ściągnięty do domu mej przyszłej rodziny znajomy wizażysta (wicemistrz świata) mógł zrobić mnie na bóstwo - na cztery godziny przed ślubem.

Na drogę powrotną do domu zabrałam swą wicemistrzowską ślubną koafiurę, wicemistrzowski makijaż, trzy materace i trzy osoby z przyszłej rodziny. Po dotarciu na miejsce mogłam w końcu ogarnąć w pewnym stopniu ogólną kosmetykę mej skromnej osoby. Następnie zostałam zapakowana w ślubną kieckę, siłą wypchnięta z pokoju w ramiona Pana Młodego, wybłogosławiona i poprowadzona do samochodu. Bez bukietu, więc świadkowa musiała zrobić rundkę z powrotem.

Btw, samochód też był epicki - dwudziestoletni biały kabriolet marki Saab. Mieliśmy przyjemność korzystać z niego jeszcze tydzień po weselu i ten piękny krokodylek pozostawił nas absolutnie zakochanych, śmiertelnie stęsknionych i z wielką saabokształtną dziurą w serduszkach.

Zajechaliśmy pod kościół na dziesięć minut przed czasem - w sam raz na zakończenie innego ślubu. Ponieważ peleton cudzych gości był wyjątkowo rozwlekły, skitraliśmy się samochodem za plebanią i czekaliśmy, aż wszyscy cudzy goście się rozjadą. Nerwy w strzępkach, mnie już brało jakieś delirium, Książę wyglądał, jakby miał zaraz umrzeć, świadkowa cała skręcona... tylko świadek siedział za kierownicą jako ten kwiat lotosu na tafli jeziora. Nie wiem, co brał, ale się, świnia, z nami nie podzielił.

W końcu cudzy goście pojechali, nasi zapakowali się do kościoła, a my mogliśmy stanąć w pełnej krasie i chwale przed wejściem i... posrać się, że na chórze nie ma scholi, gdzie jest schola, miała się zainstalować na chórze po poprzednim ślubie, nie ma ich pod kościołem, a przecież byli, a my nie mamy telefonów, więc do nich nie zadzwonimy, olaboga icoteras!!!11

Na szczęście dla naszych wrzodów na żołądku, schola odnalazła się w kącie opodal ołtarza - tak raczył umiejscowić ich sam proboszcz. Więc mogliśmy już we względnym spokoju ducha zakraść się tylnym wejściem, podpisać papierzyska, wrócić przed główne - i wejść.

A dalej już było epicko.
Było epicko, nieziemsko, męcząco i oczyszczająco jednocześnie, było cudownie, miłośnie i radośnie, było tak zajebiście, że mam ochotę wziąć rozwód tylko po to, by móc wziąć jeszcze raz taki zarąbisty ślub, jaki wzięliśmy 13 września!

- Jak pięknie - popłakała się pod kościołem nieznana nam stara znajoma.
- Często was oglądałem uśmiechniętych, ale tak szczęśliwych to was jeszcze nie widziałem - zaopiniował wiecznie wesoły stary znajomy.
- Wyglądacie jak z lat trzydziestych! Jak Rudolf Valentino i... - po chwili wahania - jego żona! - zakrzyknęła obyta kulturowo stara znajoma.
- Jaka piękna panna młoda - zawyła ślubująca przed dwoma laty kuzynka.
- Przecież każda panna młoda jest piękna - rzekła mama dyplomatycznie.
- Nie! Każda chce być piękna, ale nie każdej się to udaje!

Naprawdę, ze wszystkich epickich rzeczy w moim życiu nasz ślub był tak epicki, że mam ochotę umrzyć, zmartwychwstać i przeżyć to jeszcze raz. I chętnie wstawiłabym jakieś zdjęcia na dowód - ale dopiero do nas jadą (fotograf wczoraj skończył przebieranie). Jak dotrą - to dorzucę niezwłocznie, żebyście mogli swobodnie nas podziwiać, hue hue.


__________~ ~  EDIT  ~ ~__________

I oto nasz plener ślubny oraz bezwstydna reklama jednego fajnego fotografa (ale serio, gość jest nieziemski)!

Fotograf zabawiał nas cały dzień i wymagał latania po całej okolicy, mamy więc mnóstwo niespójnych tematycznie zdjęć, co wygląda, jakby przez cały tydzień obsługiwało nas dziesięciu różnych papparazzich.

Mamy więc zdjęcia klasyczne - z sadu, jak i klasyczno-artystyczne - dokumentacja zniszczenia parasola. 

 Mamy też zdjęcia gwiazdorskie - z pomostu. Podczas tej sesji nie ucierpiał ani jeden snikers.


Mamy też zdjęcia bardzo filmowe a'la stary Bond - w tym samochodzie, który pozostawił nas zakochanymi, stęsknionymi etc.

 No i mamy zdjęcia nienormalne - z miejsca, powiedzmy, pracy. Nie pytajcie, czemu.

 Jak odwrócić uwagę drukarzy? Dać im do zabawy stary tunel suszący!

 Albo stary dźwig do relokacji maszyn! 

Yup, fotograf powiedział, że w kategorii dziwactw ślubnych to, co zrobiliśmy, plasuje się na naprawdę wysokiej pozycji. Więc jeśli poszukujecie fotografa, to możecie zdecydować się na tego i potraktować to jako wyzwanie :P

___________________________________________________

No i tak - na tym polegał cały wrzesień. Dlatego blog i cała reszta moich internetów leżała cokolwiek nieżywa. Ale jutro zaczynamy nowy miesiąc - a ja wciąż mam mnóstwo ambitnych blogaskowych planów do realizacji i jakieś dwadzieścia postów w przygotowaniu.

Ale to temat na inną nocię! :3

Podobne posty

14 komentarze

  1. No i się zacznie pierdzenie pod kołdrą... A mówiłam! Ostrzegałam!
    ...
    ...
    ...
    ...
    Gratki! ;)
    Monsz to najlepsze stworzenie, które przypałętało się do moje nogi. Życie po ślubie jest epickie!

    A teraz już, ogarnij się i do bloga!

    I gratki raz jeszcze! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Potwierdzam - życie po ślubie jest równie epickie co sam ślub!

      (btw, zadziwiające, że wszyscy moi znajomi z internetów potwierdzają wspaniałość instytucji małżeństwa, natomiast znajomi z reala - jakoś nie wyglądają na zachwyconych... :P)

      Usuń
  2. Moim "realnym" znajomym też mówię, że ślup to fajna zabawa. Wszystko to kwestia odpowiedniego Półówka- jeśli akceptuje twoje odchyły i ma własne, to jest spoczko ;)
    Miłe pyski. Będziecie mieli ładne dzieci. Albo koty... W razie jakby wy nie z "tych" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aww, no dzięki, my akurat z tych :D ale najpewniej zaczniemy od kotów :D

      (btw again - dlaczego po ślubie wszyscy z miejsca się pytają, kiedy robimy dzieci? Czy jak się odblokuje ten achievement, to następny dotyczy rozmnażania i załącza się automatycznie? Czy obrączki dają +20 do płodności? Nie ogarniam :C)

      Usuń
    2. Jak to "dlaczego"? Toć w Polsce żyjemy! Tutaj ludzie pobierają się z dwóch powodów: a) żeby móc wziąć kredyt na całe życie i b) żeby dzieci nie były z nieprawego łoża ;)
      Z miłości?! No weś...

      Usuń
    3. No tak. A w dodatku kredyty są czasem bardziej wiążące niż małżeństwa.

      Usuń
  3. No nie, dokumentacja fotograficzna jest, znaczy prawda!
    Żeby tylko mąż Cię nie zawłaszczył na 100% (tak maksymalnie na 99,99%), bo też bym Cię trochę dla siebie chciała, w wersji elektroniczno-blogowej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano, zdjęcia nie kłamio, zmieniłam stan cywilny raz na zawsze!

      Munż może protestować, ile wlezie - ale część mego serca będzie należała do internetów już forewer. Więc nie lękaj się, będziesz mogła swobodnie mnie brać (swoim... światłowodem) <3

      Usuń
  4. Gratulejszyn tutaj, na oficjalnej platformie potwierdzającej zmianę stanu cywilnego :) OMG, te detale, ta praca rąk! Goście weselni powinni być wniebowzięci. I bardzo ładna sesja.
    A teraz wracać proszę do lalkowania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yay, dziękuję! :)

      I wracam, wracam... przyjemności były, więc teraz czas na obowiązki :P

      Usuń
  5. Przede wszystkim najszczersze gratulacje!!!!
    A teraz bez bicia powiem, że no... Czekałam na zdjęcia w sukni ślubnej! Może jestem chora na tym punkcie, ale suknie ślubne to jedne z najpiękniejszych kreacji jaki ktoś mógłby wymyślić. Kokardki, wstążki, falbanki, koronki, cyrkonie, cekiny (oczywiście nie wszystko na raz) i wszystko to w bajkowo-eleganckim stylu. No magia po prostu <3 A Ty byłaś naprawdę piękną panną młodą, cudowna suknia!!!!!!! I sesja nie banalna! REWELACJA :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, i dziękuję, i ach i ojeju, chyba się rumienię :>
      We mnie też moja własna suknia wzbudza płomienne uczucia :D

      Usuń
  6. NO GRATULUJĘ :D
    pięknie!

    wszystko co błyszczy jest moim przyjacielem, dlatego w temacie cyrkonii przybijam mentalna piątkę. Wszystkiego co najlepsze na nowej drodze :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuuuję :3

      Cyrkonie są osom.
      *mental high-five*

      Usuń

Fajnie, że jesteś! Możesz napisać mi komcia, korzystając z tego oto miniporadnika formatowania:

[b]tekst[/b] - pogrubienie
[i]tekst[/i] - kursywa
[a href="www.jakaśstrona.pl"]tekst[/a] - link ukryty

Zamiast nawiasów kwadratowych [] wstawiamy nawiasy ostre <>

Polecany post

Sims 4 - Legacy Challenge - prolog

Dziś będę odtwórcza  mam dla Was coś niesamowitego - Legacy Challenge dla Sims 4! Zainspirowana Projektem "Prokrastynacja" mego ...

Facebook

Blogger

Subscribe